Menu

Pierwsza Komunia Święta

Pierwsza Komunia Święta: teatr czy liturgia



Piotruś wszystko ma już zaliczone przed Pierwszą Komunią. Zna na pamięć wszystkie wymagane modlitwy. Jeszcze tylko musi nauczyć się modlitwy dziękczynnej i zapamiętać grzechy - żeby nie zapomnieć na spowiedzi. Wszystko gotowe na 11 maja.



Właśnie rozpoczął się sezon Pierwszych Komunii. Znów nasze ulice staną się ładniejsze od widoku białych sukienek i... alb. Bo coraz więcej parafii decyduje się na jednolite, skromne stroje komunijne. Wytrwała, długoletnia i pełna determinacji walka katechetów i proboszczów z rozpasaną komunijną modą przynosi rezultaty. Ale to jeszcze nie koniec boju - mówią katecheci. Żeby przywrócić religijny charakter uroczystości, trzeba jeszcze zmienić podejście do organizowania wystawnych przyjęć komunijnych i wręczania kosztownych prezentów.



Słowo "bój" jest jak najbardziej na miejscu, bo właśnie takiego charakteru bardzo często nabierają dyskusje z rodzicami na temat komunijnego sztafażu. - Zdarza się, że alba staje się powodem zmiany miejsca przystąpienia do Pierwszej Komunii. Dziecko, najczęściej dziewczynka, przenosi się do parafii, gdzie można "iść w sukience". W ten sposób ukochane córeczki będą mogły, jak powiedziała mi pewna mama, "być przez tydzień małymi księżniczkami" - opowiada prosząca o anonimowość katechetka. Oczywiście nie wszyscy rodzice buntują się przeciwko albom. Coraz więcej z nich przekonuje się do tego stroju bądź to ze względu na jego bardziej odpowiadający liturgii charakter, bądź na koszty. Alba jest dużo tańsza od garnituru czy gipiurowej sukienki.



Skupienie na świeczniku



W przed- i pokomunijnych rozmowach przewija się nie tylko temat strojów i kosztów. Chodzi również o sens długotrwałych przygotowań, prób, egzaminów i spotkań z rodzicami. - Nie rozumiem, po co z tym tyle zachodu. Czy dzieciom nie wystarczy religia w szkole, a rodzicom najwyżej dwa spotkania: duchowe i organizacyjne? Czy księża liczą, że od liczby spotkań w kościele wzrośnie wiara? Czy znów forma nie przerasta treści? - pyta mama Natalki, której córka przystąpi do Pierwszej Komunii dopiero w przyszłym roku, ale już od pierwszej klasy chodził na comiesięczne spotkania przygotowawcze w parafii. - I jeszcze te próby w II klasie. Słyszała pani o ćwiczeniu przed lustrem otwierania ust i wysuwania języka? - pyta z kąśliwym uśmiechem.



Ale mama Piotrusia patrzy na to inaczej: - Mam za sobą cztery lata takich przygotowań, bo rok temu do Pierwszej Komunii przystępował starszy syn Pawełek. W ubiegłym roku brałam więc udział w aż dwóch spotkaniach w miesiącu. Nie było to jednak obciążenie, przecież co niedziela chodzę do kościoła. Dodatkowe pół godziny dwa razy w miesiącu to czas, który raczej mi służył. W mojej parafii św. Zygmunta na Bielanach spotkania były po prostu ciekawe: o samym sensie sakramentu i przygotowaniach, ale też o tym, jak rozmawiać z dziećmi, jak ich słuchać. O potrzebie szacunku dla ich potrzeb, postaw. Mimo że mam doświadczenie w wychowaniu, to zawsze odkrywałam jakieś nowe pola do refleksji i działania. Bardziej dotarło do mnie na przykład, że z dziećmi trzeba się wspólnie modlić, że przykład rodziców jest bezcenny i nic go nie zastąpi, nawet poświęcenie najlepszej pani katechetki.



Zmiana proboszcza w parafii pociągnęła zmiany w przygotowaniach pierwszokomunijnych - zauważa moja rozmówczyni. Wymagania stały się trochę ostrzejsze: za dwie nieusprawiedliwione nieobecności w ciągu roku grozi niedopuszczenie do sakramentu. Wrażenie na rodzicach zrobiła uwaga księdza, że po Pierwszej Komunii dziecko zobowiązane jest do przestrzegania przykazań, a ich przekroczenie jest grzechem, czasem ciężkim. Część odpowiedzialności za grzechy dziecka spada na rodziców, na przykład nie wywiązywanie się z obowiązku niedzielnej Mszy św. - To było mocne i zrobiło wrażenie, choć oczywiście nie wszystkim się podobało - podkreśla moja rozmówczyni. Dyskusje wzbudziła też uwaga, żeby nie posyłać dzieci do Komunii, jeśli rodzice czują, że ani ich pociechy, ani oni sami nie są do tego przygotowani czy przekonani. - Ludzie chcą być szczerzy wobec siebie, czasem zastanawiają się, czy nie posłać dziecka później do Komunii albo w ogóle go nie posyłać, bo i tak nie przekazują mu wiary w domu, ale wciąż zwycięża tradycja albo obawa, że takie "wyłamanie się" zaszkodzi dziecku w grupie rówieśników. Bo będzie postrzegane jako inne albo będzie czuło się źle, gdy przystąpi do sakramentu "nie ze swoją grupą" - tłumaczy mama.



- Może jak zniknie ta komercyjna otoczka, łatwiej będzie podjąć niewierzącym rodzicom decyzję o rezygnacji z Pierwszej Komunii, jeśli nie zamierzają wychowywać dziecka w wierze. A tym, którzy nie czują gotowości dziecka do przyjęcia sakramentu, będzie łatwiej przełożyć ten termin na później - zastanawia się moja rozmówczyni - katechetka. O nierobienie z liturgii teatru apeluje też bp Antoni Długosz z Częstochowy, nazywany "biskupem od dzieci". - Słyszę, że komunie trwają po kilka godzin. To straszne. Jeśli ja odprawiam taką Mszę, trwa najwyżej 40 minut. I jest wszystko: Eucharystia, rozmowa z dziećmi, śpiewanie. Nie ma tylko dziękowaczek i witaczek. A często ta akademia po Mszy to kolejna godzina wspólnego męczenia księdza, dzieci i rodziców - mówił w wywiadzie dla "Wysokich Obcasów".



Na szczęście coraz więcej rodziców zauważa potrzebę spokoju i wyciszenia i godzi się z ograniczeniami wprowadzanymi przez duchownych. Na przykład zakaz fotografowania dzieci podczas Mszy św. komunijnej w parafii św. Zygmunta nie wzbudził protestów. Ale ksiądz proboszcz był konsekwentny, bo nie będzie również przedstawicieli zwykle wynajmowanej na taką okazję firmy. - Ta konsekwencja bardzo mi się podoba - mówi mama Piotrusia. - Oczywiście zdjęcia będzie można robić, ale podczas białego tygodnia. A w niedzielę lepiej, żeby dzieci mogły się bardziej skupić. Nie wymagajmy jednak zbyt wiele od nich. Dorosłemu trudno się skupić, gdy jest wystawiony na świecznik, a co mówić o dziecku...



W jakim wieku?



No właśnie, czego należy wymagać od 9-latka przystępującego do Pierwszej Komunii? Przede wszystkim opanowania wymienionych na początku tego tekstu modlitw i formuł. Z tego zdaje się egzamin. Czy jednak dzieci w tym wieku rozumieją znaczenie słów i pojęć używanych w Dekalogu albo Credo? Czy o dopuszczeniu do Komunii ma decydować wyrecytowana formułka? Katecheci bronią jednak nauki pacierza, bo jeśli nie pacierz, to co? A bp Długosz znów wkłada kij w mrowisko: "To nieporozumienie. Zawsze przestrzegam katechetów, by nie zmuszali dziecka do tradycyjnego pacierza. On jest za trudny dla kilkulatków. Niestety, księża każą wkuwać Ojcze nasz, czy Zdrowaś Mario. Skutek jest taki, że dziecko mówi słowa, których nie rozumie. Szybko dochodzi do wniosku, że rozmowa z Panem Bogiem to potworna nuda. Za chwilę w ogóle przestanie się modlić. Tymczasem modlitwa to rozmowa. Jak dziecko rozmawia z mamą, to też nie używa gotowych formułek, prawda? Mówi: Kocham cię, mamo, dobrze, że jesteś ze mną. To samo powinno umieć powiedzieć Bogu". Słowa biskupa potwierdza Piotruś, który na pytanie, jak się czuje podczas przygotowań do Komunii, odparł: "dobrze, ale trochę nudno".



A może lepszym rozwiązaniem byłoby podniesienie granicy wieku dla dzieci pierwszokomunijnych? Zrobiła to w Polsce jedynie diecezja opolska. W tym roku nie będzie tam pierwszych komunii. Będą w przyszłym - dla trzecioklasistów. Według duchownych i świeckich, którzy uczestniczyli w synodzie diecezjalnym, dziecko starsze, w trzeciej klasie szkoły podstawowej, lepiej rozumie wagę tego sakramentu. Potwierdza to mama Piotrka i Pawła: w trzeciej klasie kończy się nauczanie początkowe. Dzieci osiągają pewien etap w edukacji i rozwoju emocjonalnym. To prawdziwy skok. Dzieci zmieniają się fizycznie, ale też stają się bardziej dojrzałe życiowo. Widzę to po Pawle. Jest bardziej odpowiedzialny, samodzielnie wraca do domu i jeszcze "pilnuje" brata. W drugiej klasie to było nie do pomyślenia. Minął rok, ale to jest aż rok. Widzę wyraźną różnicę w rozwoju - mówi.



Ksiądz dr Piotr Tomasik z Biura Programowego ds. Katechezy Komisji Wychowania Katolickiego Episkopatu Polski wyjaśnia, że wiek dopuszczenia dzieci do Pierwszej Komunii Świętej określają poszczególni biskupi diecezjalni, dlatego możliwa jest wczesna Komunia Święta, ale też przyjmowanie sakramentu przez starsze dzieci. - Tradycja pokazuje, że 9 lat jako wiek przystąpienia do Pierwszej Komunii to dobre rozwiązanie, ale generalnie lepiej podnosić wiek niż go obniżać. Najważniejsze jest, by dziecko dobrze rozeznawało, czym jest Eucharystia - podsumowuje.





Alicja Wysocka





Tekst pochodzi z Tygodnika IDZIEMY



11 maja 2008
Forum dyskusyjne: Ogólny , Ostatnio edytowane 05.05.2013 21:30
anetakam0 Mamusia
 2121  3

Odpowiedzi

anetakam0 Mamusia
Komórka, rower i Pan Jezus

W maju większość polskich rodzin przeżywa Pierwszą Komunię Świętą: swoich dzieci, wnuków, siostrzenic i bratanków czy małych sąsiadów. Już papież Pius X zachęcał w swoich dokumentach do jak najwcześniejszego przystępowaniu do Sakramentu Eucharystii. Jednak dziś dzieci niejednokrotnie nie są przygotowane do tego wydarzenia przez rodzinny dom, jak było to niegdyś. Tak naprawdę, tylko od rodziców zależy, jak ich dziecko przeżyje ten dzień: czy to będzie spotkanie z Chrystusem, czy z prezentami. Znam rodziny, które wkładają dużo pracy, by dzień Pierwszej Komunii był nade wszystko przeżyciem duchowym. Tam, gdzie jest wspólna modlitwa, dziecko i rodzice nie mają żadnego problemu z bezsensownym uczeniem się modlitw na pamięć przed "egzaminem". Znam matki, które przez wiele tygodni przed pracą biegną na Mszę z intencją, by ich dziecko dobrze przygotowało się do Komunii Świętej. Znam tatę, który przy różnych nadarzających się okazjach stawia dziecku pytanie o treści religijnej i pomaga szukać odpowiedzi. Jego dzieciom nie sprawia żadnych trudności wyjaśnienie obecności Jezusa w Eucharystii.

Z całą klasą

Przygotowania drugoklasistów rozpoczęły się już we wrześniu ubiegłego roku. Rodzice stają przed dylematem: którą parafię wybrać? Blisko domu czy tam, gdzie dziecko pójdzie ze szkołą? Rodzice wolą, by dziecko szło do Komunii Świętej razem z koleżankami i kolegami z klasy, tłumacząc, że więcej załatwi za nich szkoła, a syn czy córka zna kolegów i mniej się zestresuje.

Kłopoty zaczynają się wówczas, gdy zaczyna burzyć się porządek życia rodzinnego. Niedzielna Eucharystia przeżywana zawsze w rodzinnej parafii - teraz, ze względu na przygotowania, musi być przeniesiona niejednokrotnie dużo dalej od domu. Comiesięczne przygotowania, później próby zmuszają do coraz to nowych wysiłków. Dzieci i ich rodzice w tym czasie tak naprawdę zaczynają tracić łączność ze wspólnotą parafialną. Przez co najmniej rok nie uczestniczą w życiu parafii, nie wiedzą, kiedy kolęda, co dzieje się w parafii. Po roku znowu postawią sobie pytanie: gdzie chodzić na niedzielną Mszę św.?

Komunia Święta w rodzinnej parafii, jak pouczają dokumenty Kościoła, wiąże rodzinę i najważniejsze wydarzenia z jej życia ze wspólnotą parafialną. Warto chyba też wspomnieć o pewnych kwestiach porządkowych. Dziecko, przystępując do Pierwszej Komunii Świętej razem z klasą, wchodzi w pewną rzeczywistość szkolną. Trudno im niejednokrotnie w kościele zachować pewne poczucie sacrum. Przecież nasz syn z Wojtkiem czy Krzysiem spotyka się w szkole, gra w piłkę, biega po korytarzach, jak więc w kościele może zachować głębokie skupienie i ciszę? Czy podczas uroczystości dzieci nie zaczną podziwiać otrzymanego przed chwilą zegarka? A czy dziewczęta nie będą porównywać swoich strojów, które niejednokrotnie nadawałyby się na wybieg dla małych modelek?

Kiedyś do parafii zadzwonił telefon z pretensją jednego z tatusiów mniej więcej takiej treści: po co te wszystkie spotkania w kościele? Czy dzieci nie mogą tego wszystkiego przećwiczyć w szkole? Ja nie mam czasu przychodzić z nim do kościoła. Trudno komentować takie telefony, ale szkoda dziecka tego pana. Szkoła i Kościół nie załatwią za rodziców wychowania ich dzieci. Mogą być jedynie pomocą, z której rodzice powinni korzystać, ale nie mogą im oddać całości spraw. Nikt nie zastąpi osobistego przykładu rodziców. A kiedy dzieci mają ten przykład zobaczyć?

Z tatusiem do spowiedzi

Trudnym momentem i ogromnym przeżyciem dla dziecka jest pierwsza spowiedź święta. Dużą, pozytywną rolę odgrywają tu rodzice. Zawsze podczas przygotowań zachęcam ojców, by wraz z dzieckiem wspólnie uczyli się dialogu, który maluch - bo 8 lat to jeszcze niewiele - będzie prowadził w konfesjonale razem z księdzem. Dobry ojciec może na zawsze przezwyciężyć lęk, opory i strach, które często towarzyszą dziecku. Rolą mamy przed sakramentem pokuty i pojednania niech będzie przeprowadzenie z dzieckiem rachunku sumienia. Przypomnienie sytuacji z życia bardzo często pomaga w uświadomieniu, kiedy dziecko dobrze postąpiło, a który z kolei czyn zasmucił Pana Boga. Sakrament pokuty przed I Komunią Świętą warto uczynić świętem rodziny.

Proboszcz parafii, w której obecnie pracuję, prosi, by przy konfesjonale dziecko zobaczyło najpierw mamę i tatę. To doda mu odwagi i jest wspaniałym świadectwem ze strony rodziców. Problemów nastręcza sytuacja osób żyjących w związkach niesakramentalnych. Rodzice winni być świadomi niemożności otrzymania rozgrzeszenia. Sam jednak zachęcam, by ci rodzice razem z dzieckiem stanęli przy konfesjonale, ze skruchą wyznali swoje grzechy i prosili o błogosławieństwo. Gdzieniegdzie słyszy się, że osoby będące w związkach niesakramentalnych na dzień Pierwszej Komunii swojego dziecka mogą otrzymać "jednorazowe" rozgrzeszenie. Nie ma nic bardziej mylnego. Jest to nadużycie. Grzech trwa. Kapłan nie może udzielać rozgrzeszenia osobom żyjącym w konkubinacie.

Będzie bal?

Współczesny świat powoduje, iż przeżycia związane z Pierwszą Komunią przerastają swą formą rzeczywistą treść tego wydarzenia. Jaki prezent otrzyma dziecko z tej okazji? Czy będzie to rower, zegarek, może nowe rolki, a może laptop? Z roku na rok prezenty są coraz bardziej wyszukane i droższe. To gasi niestety ducha tej pięknej uroczystości. Czyż to nie jest przyczyną, że coraz mniej osób chce być rodzicami chrzestnymi?

Trudno dziś chyba walczyć z organizowaniem przyjęć z okazji Pierwszej Komunii. Przecież każde ważne wydarzenie, chociażby sama niedziela - gromadzi rodzinę przy domowym stole. Podkreślam: domowym stole. Bo czy restauracja może stworzyć atmosferę domowego świętowania rodziny? Wielokrotnie na spotkaniach dla rodziców przy okazji samej Komunii podkreśla się, iż winno być to przyjęcie bez alkoholu. Czy dobrym obrazem jest widok podchmielonych osób podczas komunijnego przyjęcia? Czy pozostaje to bez wpływu na kształtowanie osobowości małego chrześcijanina, który dopiero co spotkał się z Jezusem w komunii?

Przyjęcie wymaga od rodziców ogromnego zaangażowania. Nie powinniśmy jednak zapomnieć o wspólnej modlitwie przy stole przed rozpoczęciem posiłku. Warto też przygotować jakieś wspólne zabawy dzieci i dorosłych. Może dziecko przygotuje własnoręcznie jakieś pamiątki dla swoich gości? Czyż nie będzie to piękny upominek nie tylko dla babć, cioć i dziadków? Może warto przewidzieć wspólne śpiewanie i konkursy? Tak przygotowana uroczystość domowa na całe życie zapadnie w pamięć najbliższych, a dla dziecka będzie naprawdę wyjątkowa.

Zaraz po swoim wyborze na papieża, Benedykt XVI spotkał się z dziećmi pierwszokomunijnymi. Jedno z dzieci zapytało: jak On wspomina dzień swojej Pierwszej Komunii? Papież pięknie opowiedział o swoim spotkaniu z Jezusem, podkreślając, że był to dzień, w którym wiele się zmieniło w Jego życiu. Zrozumiał, że przyszedł do Jego serca Jezus i nie ma nic ważniejszego. Ciekawe, że nie wspomniał nic ani o przyjęciu, ani o żadnych prezentach.

Na którym miejscu wśród spraw związanych z Pierwszą Komunią Świętą jest dziś przyjście Jezusa Chrystusa?

Strój i gadżety

Pięknym zwyczajem, stosowanym już w wielu miejscach, są jednakowe stroje liturgiczne. Dziewczynki w identycznych, skromnych sukienkach nie rozpraszają się, podziwiając ilość falban w sukience koleżanki. Chłopcy w eleganckich, ciemnych spodniach, białej koszuli i w komży wyglądają jak gentelmani. Kilku z nich na pewno zostanie ministrantami. Nie trzeba będzie kupować nowej komży.

Im płytsza wiara, tym większa pompa: bardzo często wielu dorosłych na siłę chce uszczęśliwić dziecko dodatkowymi gadżetami. Mała Ania nie może pięknie złożyć rączek, bo jej mamusia pomyślała, że przecież córcia pięknie będzie wyglądać z białą torebeczką i wiązanką. Jak nigdy dotąd! No właśnie, jak nigdy dotąd! Dotychczas, gdy przychodziła do kościoła, nic jej nie przeszkadzało w skupieniu. Wojtek nie miał dotychczas zegarka na ręce, ani komórki w kieszeni, nie korciło go, żeby co chwilę sprawdzać, która jest godzina.

Podczas spotkań przygotowujących dzieci do Pierwszej Komunii Świętej, maluchy otrzymują książeczki do nabożeństwa. Sam pamiętam, jak dostałem swoją, z którą nie rozstaję się do dzisiaj. Jest w niej przecież wiele treści, które pomagają w pogłębieniu wiary. Zawiera podstawowe modlitwy i pieśni, które od wieków śpiewa się w naszych kościołach. Może warto przywrócić ich używanie na co dzień: podczas Mszy Świętej i przed każdą spowiedzią. Uczmy tego nasze dzieci. I dbajmy, by nosiły medalik na znak przynależności do Jezusa i Jego Matki. To są prawdziwe pamiątki tego dnia!


ks. Piotr Pierzchała
anetakam0 Mamusia
Jezus kocha i przebacza

Z bp. Antonim Długoszem rozmawia Elżbieta Ruman

Minął właśnie półmetek przygotowania do Pierwszej Komunii - dzieci zaczną teraz chodzić na roraty - czy Ksiądz Biskup pamięta swoją Pierwszą Komunię?

Przystąpiłem do Komunii w II klasie - przygotowywała mnie siostra zakonna i pamiętam, że szokiem byi dla mnie egzamin. Zamiast znajomej, łagodnej zakonnicy pojawił się obcy, surowy ksiądz prefekt, egzaminator. Jakoś wyszedłem cało, ale stres pamiętam do dziś.

Drugim stresem była spowiedź - według mojej opinii byłem wielkim grzesznikiem, ale dodatkową trudnością było to, że spowiednik - przemiły bp Stanisław Czajka - po każdym wyznanym przeze mnie grzechu pytał: "Ile razy". Kto pamięta ile razy? Ja - chcąc go zadowolić, strzelałem... zwiększałem liczbę grzechów.

I kolejny problem - pokuta. Spowiednik zadał mi jako pokutę - modlitwę różańcową. Nie pamiętam, czy ją odmówiłem czy nie, raczej nie, ponieważ w dniu Pierwszej Komunii Świętej trafiłem do szpitala. Ale mam nadzieję, że Pan Bóg darował mi ten grzech...

Jak widać darował, skoro Ksiądz został biskupem... Jednak, dlaczego egzamin przed Pierwszą Komunią był takim ciężkim przeżyciem?

W czasie egzaminu miałem wyrecytować, co to jest sakrament małżeństwa - egzamin oparty był na katechizmie składającym się z pytań i odpowiedzi, gdzie znajdowały się bardzo abstrakcyjne określenia - dziecko może je zapamiętać, ale zupełnie ich nie rozumie. To nie były pytania dla dziecka!

A pierwsza spowiedź? Chyba też jest dla każdego dziecka ciężkim przeżyciem...

Właśnie! A powinno być zupełnie inaczej. Pamiętam chłopca, który spowiadał się z wątpliwości w wierze. Na pytanie, co to znaczy? Opowiedział:

Nie wiem, korzystałem z książeczki mamy i wydawało mi się, że to grzech. Przecież dziecko nie może korzystać z rachunku sumienia dla dorosłych, trzeba je nauczyć odróżniania dobra od zła, a nie recytowania formułek.

Trzeba przede wszystkim przygotowywać dziecko tak, aby miało świadomość, że Pan Jezus chce przebaczyć mu grzechy, bo je kocha. Zawsze proszę katechetów i rodziców, żeby podkreślali radość, jaką przeżywa Pan Jezus i cała rodzina z tego wydarzenia, jakim jest pierwsza spowiedź, a potem Pierwsza Eucharystia.

Czy dziecku można wyjaśnić głębię Eucharystii?

Czasem dzieci myślą, że gdy ksiądz przełamuje hostię, to wyskoczy z niej Pan Jezus. Bóg jest Duchem, Bytem, który nie ma ciała, a więc go nie widać... Dzieci potrafią sobie uświadomić tajemnicę Eucharystii i wierzyć w obecność Jezusa pod postacią chleba. Myślą: nie wszystko rozumiem, ale skoro mówi o tym tatuś, mamusia, ksiądz (który jest autorytetem) ja również wierzę.

Księże Biskupie, czy treść przykazań, sakramenty, wiedza o Mszy świętej... Czy to wszystko jest warunkiem, żeby dziecko przyjęło Komunię?

Jest zasada dydaktyczna, że dziecku przekazujemy tylko tyle wiedzy, ile pomoże mu przyjąć prawdę, że jest Pan Bóg, który odpuszcza grzechy, i że ten Bóg, który wszystko może, staje się jego duchowym pokarmem.

Z tej racji przypominam katechetom, że wystarczy, żeby dziecko z każdej katechezy zapamiętało jedno proste zdanie. A jeżeli chodzi o pamięciowe zadania -wystarczy, by stopniowo razem z katechetą próbowało zapamiętać tzw. Mały Katechizm znajdujący się na końcu podręcznika religii II klasy.

A gdyby nawet miało trudności z zapamiętaniem, wystarczy, że z radością przeżyje, że Jezus je kocha, odpuszcza mu grzechy i chce być jego pokarmem.

I uważam, że niepotrzebne są egzaminy przed Komunią i spowiedzią. Pamiętajmy, że Pierwsza Komunia nie kończy spotkań z Jezusem, jest tylko pierwszym krokiem chrześcijańskiego wtajemniczenia. Przecież później jest bierzmowanie i inne sakramenty. Czasem duszpasterze niepotrzebnie meczą rodziców dzieci pierwszokomunijnych licznymi spotkaniami, a rodzice w odpowiedzi organizują wielkie imprezy...

Biorą kredyty, żeby sprostać zadaniu...

Niepotrzebnie. Na początku II klasy trzeba powiedzieć rodzicom: nie róbcie wielkich przyjęć, nie wykosztowujcie się na stroje, prezenty. Jeśli nawet chrzestni rodzice nie będą mogli być - nic nie szkodzi. To ma być spokojne, rodzinne święto. Z tą chorą tradycją wielkich przyjęć powinniśmy zerwać.

Cóż, prezenty były i przed laty: ja dostałam radziecki zegarek - ale teraz są już quady, motocykle.

Chyba potrzebna jest katecheza dla rodziców. Nie chodzi o spotkania na temat pamiątek pierwszokomunijnych czy organizacji uroczystości - potrzebna jest konkretna nauka i przypomnienie roli rodziców w wychowaniu, przypomnienie im istoty tej uroczystości, że dla dziecka najlepszym, najwspanialszym prezentem jest sam Pan Jezus.

Jeśli rodzice chcą koniecznie obdarować dziecko - niech będzie to prezent religijny, książka, medalik, ale i wtedy lepiej wręczyć prezent na kilka dni przed uroczystością, żeby myślenie o ewentualnym prezencie nie przeszkadzało w przeżyciu religijnym. Dzieci nie mogą myśleć, że na Panu Jezusie można zarobić!

A jeśli rodzice lub dalsza rodzina koniecznie chcą obdarować dziecko, to przecież jest tyle innych okazji, w końcu można dać dziecku prezent na koniec roku szkolnego, na początku wakacji.

Czyli trzeba dać dziecku i wiedzę, i wiarę?

Tyle wiedzy, żeby dziecko wiedziało, że Pan Jezus kocha je nad życie. Często się tak dzieje, że rodzice, chcąc podporządkować dziecko nakazom, mówią: Nie posłuchałeś mamusi, jak pójdziesz do spowiedzi, to ksiądz dopiero ci da nauczkę. Zdarza się, że dzieci przychodzą przerażone do spowiedzi - siusiają ze strachu w konfesjonale. Jeden z kapucynów powiedział mi o małej dziewczynce, która przywiązała mu brodę do kratek konfesjonału podczas nauki po spowiedzi - tak była zestresowana. Polecam, żeby pierwsza spowiedź nie odbywała się w ciemnym konfesjonale, ale w jasnym pomieszczeniu, przy stole nakrytym białym obrusem. Żeby rodzice z radością przyprowadzili dziecko do takiego pomieszczenia - by dziecko niczego się nie lękało. I - co bardzo ważne - nie może dziecka spowiadać przygodny ksiądz, to powinien być katecheta, który zna dziecko, rozumie je. Żeby przypomniał mu formułkę, jeżeli w ogóle dziecko ma ją wyrecytować... I żeby pokuta była praktyczna, a nie modlitwa. Jeśli dziecko mówi, że kłóciło się z kolegą, za pokutę powinno kolegę przeprosić. Pokutą nie powinna być modlitwa, ona nie może kojarzyć się dziecku z karą! Trzeba robić wszystko, aby pierwsza spowiedź nie była ostatnią! Bo niestety zdarza się, że ludzie dopiero przed sakramentem małżeństwa wracają do konfesjonału... I często to nie jest wina tych ludzi, tylko duszpasterzy, katechetów lub pierwszych spowiedników, którzy przygotowują dziecko do spowiedzi.

Rzeczywistość jest taka, że niektóre dzieci "oblewają egzamin".

Ja wtedy postawiłbym jedynkę katechecie, który na wiedzy opiera sprawę przyjęcia Komunii. Kiedy Papież Pius X dekretem Quam Singulańs w 1910 r. zezwolił na wczesną Komunię Świętą pod warunkiem, żeby dziecko rozróżniało dobro od zła i chleb zwykły od chleba konsekrowanego, wtedy to była rewolucja! Bo w tamtych latach do Komunii dopuszczano dzieci miedzy 12 a 14 rokiem życia, a tenże Papież sam udzielał Komunii dzieciom czteroletnim... W dekrecie wskazywał, że Komunia Święta nie jest nagrodą za cnotę, lecz lekarstwem dla uleczenia błędów i słabości człowieka, szczególnie w przypadku dzieci, które są całkowicie bezbronne wobec zła.

Od tego czasu minęło już niemal sto lat...

A ciągle zapominamy, że jedyne, co muszą dzieci usłyszeć przed Pierwszą Komunią jest to, że Pan Jezus bardzo je kocha.

Proboszczowie niemal w całej Polsce mówią, że po Pierwszej Komunii całe rodziny znikają z kościoła...

Niestety, dlatego zapraszam duszpasterzy, żeby organizowali katechezy dla rodziców i tam przypominali im o misji rodziców, o sensie rodziny, nie o organizacji uroczystości...

I żadnych motorynek.

Oczywiście! To jest śmieszne! Nie wiązać tego z Komunią Świętą!

Czy nowa książka Księdza Biskupa "Moja pierwsza spowiedź" może służyć jako pomoc dydaktyczna?

Tak, przeznaczona jest dla dzieci, rodziców i katechetów, bo przecież wszystkim nam zależy, aby pierwsza spowiedź nie była ostatnią.
anetakam0 Mamusia
Pierwsza spowiedź czyli doświadczenie miłości

Zadaniem dorosłych jest upewnianie dziecka w tym,
że - przystępując do pierwszej spowiedzi - idzie
na spotkanie Kogoś Niezwykłego, kto nie tylko
nas kocha, ale też w pełni nas rozumie.


Pierwsza Komunia święta nierozerwalnie łączy się z przygotowaniem dziecka do pierwszego w życiu rachunku sumienia i do pierwszej w życiu spowiedzi. To, w jaki sposób dzieci przeżyją ten aspekt Pierwszej Komunii świętej, zależy głównie od postawy nas, dorosłych, zwłaszcza od postawy rodziców, księży i katechetów.

Rachunek sumienia

Mądry wychowawca wyjaśnia dziecku to, że sensem rachunku sumienia nie jest upokorzenie siebie ani skupianie się na własnych słabościach, lecz troska o rozwój, czyli dążenie do coraz większej przyjaźni z Bogiem, z samym sobą i z innymi ludźmi. Rachunek sumienia to początek wielkiego święta, w którym dziecko uwalnia się od drobnych zwykle słabości i grzechów po to, by stawać się coraz piękniejszą wersją samego siebie.

Pierwszym zadaniem dorosłych jest unikanie błędów w zakresie rachunku sumienia. Chodzi zwłaszcza o to, by treść oraz forma rachunku sumienia były dostosowane do sytuacji i wrażliwości dziecka. Dla przykładu - pytania o podglądanie osób drugiej płci czy o grzeszne "zabawy" są niewłaściwe w tej grupie wiekowej. Roztropnie opracowany rachunek sumienia wychowuje, uwrażliwia na miłość. Nigdy natomiast nie wprowadza niepotrzebnego zaniepokojenia, ani nie sugeruje grzechów, do których nie jest zdolne ośmioletnie dziecko. Poważny błąd, popełniany przez rodziców i katechetów, to robienie dzieciom rachunku sumienia z perspektywy ludzi dorosłych, a zatem z perspektywy ich własnych słabości i grzechów. W takiej sytuacji ulegamy projekcji psychicznej i sugerujemy dzieciom grzechy, których z pewnością nie są one w stanie popełnić. A nic tak nie boli dzieci, jak niesłuszne posądzenia ze strony dorosłych. Grzech ma miejsce jedynie wtedy, gdy moim zachowaniem krzywdzę samego siebie lub innych, gdy czynię to w sposób świadomy oraz dobrowolny i gdy wiem, że z tego powodu najbardziej cierpi Bóg, który wszystkich kocha nieodwołalnie. Ośmioletnie dzieci mają jeszcze zawężoną świadomość i wolność w tym, co czynią. Kierują się zwykle bardziej emocjami i odruchami niż świadomością. Często imitują zachowania nas, dorosłych. Są naszym "lustrem". W tej sytuacji rachunek sumienia ma dla dziecka głównie wartość profilaktyczną, gdyż mobilizuje je do tego, by uczyło się kochać i by nikogo nie krzywdziło, na przykład agresywnym słowem, popychaniem, zabieraniem zabawek.

Ukazać sens przykazań

Zadaniem dorosłych nie jest robienie dzieciom swoistej "reklamy" grzechów poprzez ich szczegółowe opisywanie. Mądry wychowawca nie skupia się na poszczególnych grzechach, lecz stara się w prosty sposób ukazać sens poszczególnych przykazań. Taki wychowawca wyjaśnia, przed jaką krzywdą chroni nas dane przykazanie oraz jakie pozytywne umiejętności zdobywamy wtedy, gdy respektujemy daną normę moralną. Na przykład przykazanie "Nie zabijaj!" chroni nie tylko nasze życie, ale też nasze zdrowie, a z perspektywy dziecka oznacza: nie objadaj się słodyczami! Nie trać czasu i zdrowia na siedzenie godzinami przed telewizorem czy komputerem! Przykazanie "Nie kradnij" chroni nie tylko przed okradaniem innych ludzi, ale też przed okradaniem samego siebie. Kto ulega lenistwu, ten okrada siebie z pracowitości, kto wagaruje, ten okrada siebie z wiedzy i mądrości, a kto ulega egoizmowi, okrada siebie z miłości.

Warunek konieczny - miłość

Zadaniem dorosłych jest wyjaśnianie, że najważniejsze w Dekalogu są trzy przykazania miłości: kochaj Boga, kochaj samego siebie i kochaj bliźniego, gdyż ten, kto kocha, łatwo uwierzy w to, że sam też jest kochany, a przez to czuje się bezpieczny i radosny. Niewłaściwie przeprowadzony rachunek sumienia może spowodować u dzieci wypaczony sposób postrzegania dobra i zła, a także poważny lęk przed spowiedzią. Dziecko ma wtedy skłonność, by widzieć grzech tam, gdzie go nie ma, albo zaczyna cierpieć z powodu niepotrzebnych skrupułów. Może też w przyszłości buntować się w obliczu najbardziej nawet oczywistych norm moralnych. Może utracić wrażliwość sumienia lub panicznie bać się prawdy o własnym postępowaniu. Może też uwierzyć, że Bóg jest groźnym sędzią, który chce mnie srogo karać, a nie wiernym i cierpliwym przyjacielem, który - jak ojciec marnotrawnego syna - pragnie mojego szczęścia i przygotowuje dla mnie święto pojednania.

Najbardziej poważnym błędem ze strony dorosłych jest brak miłości i subtelnego taktu w postawie wobec dzieci, które przygotowują się do pierwszej spowiedzi. Przygotowanie do spowiedzi i sama spowiedź ma sens jedynie wtedy, gdy naszą postawą upewnimy dzieci o tym, że są one nieodwołalnie kochane przez nas i przez Boga, że ich życie jest wielkim skarbem, że wraz z Bogiem pragniemy im pomagać w wygrywaniu nie tylko życia wiecznego, ale też życia doczesnego i że wyłącznie z tego powodu zachęcamy je do zrobienia sobie rachunku sumienia z dotychczasowego życia. Jeśli rachunek sumienia nie jest inspirowany miłością i jeśli nie uczy miłości, to powoduje u dzieci niepotrzebne lęki. Rachunek sumienia ma sens jedynie dla tych, którzy chcą kochać. Tylko dla nich jest on zyskiem i radością.


ks. Marek Dziewiecki


Tekst pochodzi z Miesiecznika
Formacji Różańcowej "Różaniec"
Ups, chyba coś nie działa. Prosimy, odśwież stronę lub spróbuj ponownie później.