Menu

Czy już czas do szpitala

Skurcze stają się coraz częstsze i nie ma wątpliwości – to już! Jak dostałaś się do szpitala na porodówkę? Czy mąż/partner był opanowany, czy też ze zdenerwowania dochodziło do zabawnych sytuacji? A może jechałaś taksówką? Opowiedz o tym w jaki sposób dostałaś się do szpitala na porodówkę, i po jakim czasie twoje dziecko pojawiło się na świecie. Jesteśmy ciekawi jakie macie wspomnienia.

Ania
 1945  14

Znajdź pytania na ten sam temat:

Poród skurcze poród porodówka

Odpowiedzi

Panterka
U mnie pierwszy alarm był fałszywy.. Obudziłam się o 4:30 z lekkimi bólami i plamieniem.. Zadzwoniłam na pogotowie zapytać się co mam robić, kazali mi jechać do szpitala. Mój M. akurat kilka godzin wcześniej wyjechał w delegację na drugi koniec Polski, jeszcze nawet nie dojechał na miejsce.. Poszłam obudzić szwagierkę, raczej nie robiłam zamieszania.. Zapukałam do niej, weszłam,
zapytałam "Spisz?"
ona na to "no"
no to ja "a obudzisz się"
ona jeszcze spokojna "a co się stało"
na co ja "chyba będę rodzić"

Z krzykiem wystrzeliła z łóżka jak rakieta, odepchnęła mnie na bok i poleciała po swojego ojca (a mojego "teścia"), żeby go obudzić. Była 5rano, ale obudziłyśmy naszego sąsiada, który już był poproszony żeby w razie konieczności nas zawiózł do szpitala i pojechałyśmy.. Okazało się, że to fałszywy alarm ale M. był już powiadomiony i dojechał tylko na miejsce, po czym wykupił bilet powrotny i wieczorem był już z powrotem..

Takie nieregularne skurcze męczyły mnie jeszcze całą noc, i pół dnia aż w końcu zdecydowałam, że chcę jechać jeszcze raz do szpitala, tyle że innego... Tam mnie już zostawili bo było 1,5cm rozwarcia.. A M. pojechał do domu, bo lekarz stwierdził, że nie urodze więc nie ma co czekać..

Ok 20 zbadał mnie lekarz, postępu nie było więc dostałam środek na sen.. Przez sen czułam jeszcze co mocniejsze skurcze, ale ogólnie pospałam kilka godzin.. Chwilę przed północą obudziłam się bo bardzo mi się siusiu chciało. Z ubikacji zobaczyłam, że krwawię i poszłam spokojnie po położną.. Ta mnie zbadała i stwierdziła, że jest pełne rozwarcie a ja zaraz urodzę (wow).. Przebiła mi pęcherz, chwilkę pochodziłam a ona przygotowała łóżko do porodu...

W międzyczasie podczas porodu dostałam jeszcze oksytocynę, bo miałam za słabe skurcze i 35 minut po północy urodziłam:)

Godzinę później zadzwoniłam do M., jednak nie odbierał, więc zadzwoniłam do szwagierki.. Okazało się, że zrobili imprezkę na moją cześć (krejzolka) bez mojego udziału) i M. sobie nieco popił... Szwagierka opowiedziała mi ze szczegółami co się działo na ognisku, aż po 15 minutach jej wywodów zapytała co u mnie.. Ja jej na to, że godzinę temu urodziłam i Julka jest już na świecie.. Chwilę po tym usłyszałam głośny krzyk radości w słuchawce, obudziła kogo się dało, żeby poinformować o radosnej nowinie;)

Na drugi dzień M. dotarł do nas ok 14, ponieważ powiedziano nam, że dopiero o tej godzinie są wizyty (co się później okazało nieprawdą (zla)).. Widziałam łzy w jego oczach i ogólne szczęście gdy zobaczył naszą kruszynę:)


uff.. ale się rozpisałam.. (grins)...
amalka
W poniedziałek 3.09 byli u mnie moi rodzice. Siedzieliśmy, rozmawialiśmy, Krzysio wiercił się okropnie i nagle poczułam niepokojące skurcze. Rodzice poczekali ze mną na P (był w pracy) a gdy wrócił- pojechaliśmy do szpitala. Na odchodnym mój tata powiedział do brzuszka- "Poczekaj choć do dziadka urodzin". Okazało się, że to były skurcze braxtona hicksa i wróciłam do domku. W piątek 7.09 pojechaliśmy do rodziców świętować "abrahama" taty. Czułam się świetnie więc mąż po raz pierwszy od chwili potwierdzenia ciąży napił się alkoholu- okazja niebanalna. Po godzinie 0:00 zaśpiewaliśmy tacie "100 lat", wygrałam na Allegro słonia na biegunach i... poczułam miłe ciepełko :) Wstałam i wypaliłam- "Słuchajcie! Albo się posiusiałam, albo odeszły mi wody". Wszyscy popatrzyli na mnie przerażeni bo zarówno mój mąż jak i tata oraz szwagier sporo wypili. Tata zadzwonił po kolegę a ten po chwili stał przejęty przed klatką. Podjechaliśmy do naszego mieszkania po naszykowaną torbę a ja dostałam lekkich skurczyków. Była godzina 2:00 Weszliśmy na porodówkę, zdjęto mi szewek (upokarzające to troszkę było, bo lekarz przyszedł zaspany, z włosami jakby piorun trzepnął w rabarbar, usiadł vis a vis mojego krocza i gapiąc się w nie popijał kawkę i rozmawiał przez telefon!!! na koniec zaś popatrzył na KTG i stwierdził- "Z tego to porodu nie będzie :?) i tak sobie leżałam, obserwując z niemałą radochą mojego przysypiającego na krześle i chrapiącego męża :) Wody co chwilkę ze mnie uchodziły (gdzie to się zmieściło w takiej ilości???!!!) i P wymieniał mi podkłady. Leżałam jak grzeczna dziewczynka czekając na ten rozdzielający ból, z którego powodu okropnie wrzeszczała kobieta za ścianą... Ból był ale taki tyci, tyci za to chwilowy masaż szyjki... AŁA!!! Konkretne bóle zaczęły się o 6:10 i powiedziałam siostrze, że mam potrzebę parcia na co ta odparła, że jeszcze nie pora. 6:15 to samo ale tym razem położna sprawdziła i stwierdziła- "Kochanie już widać główkę! Przyj kochana!" i poleciła by wezwano lekarza. Pierwsze parcie- niewłaściwe, drugie parcie- główka i moje zaskoczenie, że nawet w połowie nie boli tak jak podejrzewałam, iż będzie, trzecie parcie- reszta kochanego ciałka, czwarte parcie- łożysko. Położono mi na brzuszku Krzysia a ja go wycałowałam a łzy jak grochy spływały mi po policzkach. Mąż podziękował i stwierdził, że jestem zuch dziewczyna :) po czym pognał patrzyć na ręce lekarzom hihi No i na życzenie dziadka- wnusio poczekał do jego urodzin. Rok później świętowaliśmy już podwójnie z tym, że bez alkoholu :)
Ps. Mój mąż ma niewłaściwie wykształcone struny głosowe i jego głos brzmi jak gdyby cierpiał na chroniczną chrypkę a do tego odór alkoholowy hihi
Anciacia
A u nas to bylo tak.... obudzilam sie o 9 (ostatni raz kiedy tyle spalam ;) i usiadlam na lozku, nagle poczulam, ze cos mokro mi sie zrobilo. Obudzilam meza, a ten jak zaczal panikowac to szok. Zadzownilam sobie do mamy, on oczywiscie musial do swojej zadzownic. Wszyscy mnie gonili, zeby sie spieszyc - a ja sobie myslalam - po co, zdarzymy :D. Misiek zadzwonil po kolegow z pracy i mieli po nas przyjechac - ja chcialam na 11 on na 10, ale w koncu pojechalismy o 10:30. Zanim przyjechali sprawdzilam czy w torbie mam wszystko, umylam sie, ogolilam nogi i inne strategiczne miejsca :P pojechalismy do szpitala, gdzie okazalo sie, ze jednak zapomnialam mi
Anciacia
A u nas to bylo tak.... obudzilam sie o 9 (ostatni raz kiedy tyle spalam ;) i usiadlam na lozku, nagle poczulam, ze cos mokro mi sie zrobilo. Obudzilam meza, a ten jak zaczal panikowac to szok. Zadzownilam sobie do mamy, on oczywiscie musial do swojej zadzownic. Wszyscy mnie gonili, zeby sie spieszyc - a ja sobie myslalam - po co, zdarzymy :D. Misiek zadzwonil po kolegow z pracy i mieli po nas przyjechac - ja chcialam na 11 on na 10, ale w koncu pojechalismy o 10:30. Zanim przyjechali sprawdzilam czy w torbie mam wszystko, umylam sie, ogolilam nogi i inne strategiczne miejsca :P pojechalismy do szpitala, gdzie okazalo sie, ze jednak zapomnialam mi
Anciacia
A u nas to bylo tak.... obudzilam sie o 9 (ostatni raz kiedy tyle spalam ;) i usiadlam na lozku, nagle poczulam, ze cos mokro mi sie zrobilo. Obudzilam meza, a ten jak zaczal panikowac to szok. Zadzownilam sobie do mamy, on oczywiscie musial do swojej zadzownic. Wszyscy mnie gonili, zeby sie spieszyc - a ja sobie myslalam - po co, zdarzymy :D. Misiek zadzwonil po kolegow z pracy i mieli po nas przyjechac - ja chcialam na 11 on na 10, ale w koncu pojechalismy o 10:30. Zanim przyjechali sprawdzilam czy w torbie mam wszystko, umylam sie, ogolilam nogi i inne strategiczne miejsca :P pojechalismy do szpitala, gdzie okazalo sie, ze jednak zapomnialam mi
Anciacia
A u nas to bylo tak.... obudzilam sie o 9 (ostatni raz kiedy tyle spalam ;) i usiadlam na lozku, nagle poczulam, ze cos mokro mi sie zrobilo. Obudzilam meza, a ten jak zaczal panikowac to szok. Zadzownilam sobie do mamy, on oczywiscie musial do swojej zadzownic. Wszyscy mnie gonili, zeby sie spieszyc - a ja sobie myslalam - po co, zdarzymy :D. Misiek zadzwonil po kolegow z pracy i mieli po nas przyjechac - ja chcialam na 11 on na 10, ale w koncu pojechalismy o 10:30. Zanim przyjechali sprawdzilam czy w torbie mam wszystko, umylam sie, ogolilam nogi i inne strategiczne miejsca :P pojechalismy do szpitala, gdzie okazalo sie, ze jednak zapomnialam mi
Anciacia
extra, nie dosc ze nie dalo mi dokonczyc to jeszcze wyslalo sie 4 razy :( w kazdym razie, misiek polecial po ciuchy, ja wypelnilam papiery, zbadali mnie i podpieli pod ktg, misiek wrocil zaczelismy spacerowac, o 13 kroplowka i polozna kazala mi sie polozyc, urwal mi sie kontakt z rzeczywisctoscia, po 14 chcialam znieczulenie ale bylo za pozno i o 17:15 urodzila sie Ola :) zanim wyszla misiek powiedzial "widze czarne wloski" po tych slowac dostalam takiego powera ze hej :D
daryjka87poznan
Pierw mi wody odeszły i nie wiedziałam co jest (za wczesnie było na rodzenie jak dla mnie) Obudzilam meza, powiedziałam ze sie zaczeło, maz spanikowany wyleciał z wyrka, popłakał sie biedak z tego wszystkiego :) Ubrałam sie i pojechalismy do szpitala, długo nie miałam dosc skurczy, dopiero na badaniu sie lekkie zaczeły.Po prawie 8 godzinach pojawila sie coreczka, wtedy to juz oboje sie popłakalismy ze szczescia :)
maja1482
O 4.30 w sobotę rano obudziły mnie lekkie skurcze, ale poleżałam jeszcze w łóżku, powierciłam się trochę, a po godzinie obudziłam mojego R. i powiedziałam, że to chyba już i że wezmę sobie kąpiel na wszelki wypadek, jak mi nie przejdzie to pojedziemy do szpitala. R stwierdził, że chyba sobie żartuję( tydzień wcześniej mieliśmy falszywy alarm:) Akurat tego dnia byli u nas rodzice R. Nie chciałam siać paniki i zabroniłam mu mówić im cokolwiek,o 7.00 wychodzili na mszę do kościoła. Kiedy oni wyszli wypiłam sobie jeszcze herbatkę,a o 8.00 wyruszyliśmy do szpitala. Skurcze w porażającym tempie zaczęły pojawiać się w coraz krótszych odstępach czasu (co 2-3min). Mój mąż przestraszył się, że nie dojedziemy na czas, bo choć była sobota rano niewiadomo skąd nagle zrobił się lekki korek. Do szpitala dotarliśmy o 8.30. Położna stwierdziła 5cm rozwarcia, kazała się przebrać w koszulę i ...musiałam stać z 10 min na korytarzu zanim przygotują łóżko. Kiedy weszłam na salę poprosiłam o znieczulenie,a położna na to, że już za późno bo rozwarcie 10cm i że za chwilę urodzę. R. dzielnie trzymał mnie za rękę. Kiedy było widać główkę położna zapytała go czy chce zobaczyć, a on na to, że nie będzie mi tam zaglądał:) no a o 9.10 miałam już na rękach moją córeczkę. łzy same płynęły nam z oczu. To były piękne chwile, choć po wszystkim mój mąż stwierdził, że jeszcze nigdy w życiu nie słyszał, żeby ktoś tak wrzeszczał:)Najśmieszniejsze jest to, że wcale tego nie pamiętam:)
Remedios
ojej, lubie wspominać poród:) ja w dniu porodu już od jakiegoś czasu leżałam na patologii ciąży w szpitalu, bo byłam po terminie. badania nie wykazywały rozwarcia i niby wszystko było ok, ale badanie usg wykazało małowodzie, musieliśmy więc wywołać rozwarcie. O godzinie 22 zaaplikowali mi żel, położna uprzedziła że mogą nastąpić po nim silne skurcze ale ustąpią i o 6 rano z rzeczami zapraszają pod blok porodowy. hehe, jednak skurcze nie przeszły po tym czasie, na dokładkę odeszły mi wody, szybko mnie zabrali na porodówkę, to było ok 1 w nocy, po jakichś dwóch godzinach pozwolili mi zadzwonić po męża i przenieśli nas do sali do rodzinnego. zaraz po tym przyszły parte i polka wyskoczyła jak z procy o 7.40:) mąż stał jak osłupiały i gapił się na malutką ze łzami w oczach a ja myślałam że jestem w niebie kiedy położyli mi ją na brzuchu, popatrzyłam mężowi w oczy i wiedziałam że ten moment zachowamy w pamięci do konca życia. to było cudowne:) potem mąż był przy dziecku bo u mnie nastąpiły komplikacje po porodzie, ale to już inna historia:)
kasiam146
u mnie to bylo tak mialam sie zglosic do szpitala dzien przed terminem bo od jakiegos czasu chodzilam juz z malym rozwarciem no wiec jak sie zglosilam bez zadnych skurczy to niewiem czemu wzieli mnie na porodowke przyszla polozna i po badaniu mowi do mnie ze jest szansa na dzisiaj bo mam 5 cm podlaczyla mi ktg i wyszla. Pojawil sie moj lekarz zbadal mnie i przebil pecherz i zaczely sie skurcze po 2 godzinach mialam juz pelne rozwarcie ale glowka nie chciala sie wstawic w kanal rodny wiec meczylam sie kolejne 2 godziny i po tym czasie moj lekarz zdecydowal zeby szykowac mnie do cesarki ale przyszedl jeszcze jeden lekarz i nacisnal mi z calej sily na brzuch i maly sie wstawil i po 3 skurczach urodzilam mojego synka.
aniol
dzein po terminie stawila sie w szpitalu nic sie niedzialo ale zostawili mnie bo u nas takie maja zasady .2 dni z rzedu robili tylko ktg ale cisza .2 dnia o 19 przyszedl maz z matka swoja .siedzielsimy a ja uslyszalam trzask mowie o wody ale nie nic takiego chyba zaczal pekac czop polecialam do wc i zaczelo mnie delikatnie bolec ale takie tam zrobili ktg i nic cisza.usaidlam spowrotem z rodzinka i czule ze cos boli w brzuchu dzwnie ,pomyslama ze czaczne pakowac sie bo z tego pietra i tak bym na dol byla przeniesiona .spoakowana czekalma a polozna sie smiala ze ja juz spakowana .nagle zaczelo mnie bolec pierwsze skorcze ale spokojne i delikatne wiec zawolali lekarza by zobaczyl ten spojrzal i nic wody czyste ale nic sie niedzieje .za pol godziny mocny bol znow wolam polozna ona lekarza ten wkurzony ze ja wymyslam znow bada i nic niema nic .ja twierdze ze zaczelo sie on ze nie .podal mi reke i przy schodzeniu dostalm pierwszego silnego skurczu bo jeknelma i uaidlam na podlodze spojrza na mnie usiechna sie i powiedzial porodwka .moja tesciowa odrazu blada.zeszlismy do porodowki chyba zchody pomogly .polozna do tamtych ze tu panikare mamy bo niema rozwarcia a ona che rodizc bedzie tu do rana .wiec tamta niebyla zbyt mila ale maz cos jej tam nagadal i zaraz wrucila usmiechnieta.spojrzala i powiedziala ze zaczelo sie .maz stweirdizl ze zdazy po torbe jechac bo bliskio zostawil mnie z tesciowa moja .po 20 minutach zaczelam sie krzywic bo troche bolalo no i tesciowa omalo niedoleciala .zaczelam sie smiac ze miala mnie wsperac a nie mdlec.maz przyejechal zastapil mamusie ktora wrucila na dol do mojej rodiznki co juz czekala .i zaczelo sie bolao ale w miare spokojnie maz robil mi zdjecia jak chodzilam i miny krzywe robilam zaczelam go ganiac zeby przestal to az polozna sie smiala .potem bolao juz mocno skurcze co 2 minuty byly juz bolace.ale wcale niekrzyczalam .tylko sie smialam i kazalam mojemu zeby mnie masowal po plecach .potem pare razy maszr szyjki bolesny ale do wytrzymania najgorzej jak zaczelam przec a ona krzyczala ze jeszcze nie to bylo gorsze.potem lewatywka gdzie mialam z nia wytrzymac 15 minut ale po 11 minutach zaczelam sie drzec ze juz niemoge ze piep....ich lece do wc i tak zrobilam polozne sie chichotaly maz to juz za glowe sie trzymal .potem jeszcze ok 5 minut polozlam sie i polozna powiedizala ze moge juz przesjc na fotel porodowy .i potem juz 5 razy podejscie i za piatym z pomoca lekarza wypchnelam synka takiego spokojnego brudnego jeszcze polozyli mi na brzuchu codny widok maz sie wruszyl bardzo szybko psytkryknal zdjecie potem odcial pepowine i ja urodizlam lozysko zaczeli mnie zszywa a maz szedl za synkiem i patrzyl co mu robia .ja po urodznieu lozyska podnioslam sie choc kryczaly bym leaza a ja zaczelam ogladac lozysko spojrzaly na mnie jak na wariatke ale pamietam slowa mamy pilnuj bys urodzial cale lozysko bo mojjej mamie zostalo i 4 dni po porodzie wrucila sama do szpitala z krwotokiem . polozne znow hihotaly i powieizaly ze cale jest .a potem szybko minely 4 dni i 4 dnia do domku cala kochana rodzinka .
Ups, chyba coś nie działa. Prosimy, odśwież stronę lub spróbuj ponownie później.