Menu

decyzja o urodzeniu dziecka z zespołem downa

Pewnie mnie "zbesztacie" za takie pytanie, uważam że temat jest ciężki i choć nie wyborażam sobie żebym mogła usunąć ciążę kiedykolwiek, zastanawiam się nad sobą, co ja bym zrobiła gdybym się dowiedziała na usg że moje dziecko jest chore, co wy byście zrobiły?

Kasiuniaaa86
 1180  33

Znajdź pytania na ten sam temat:

Ciąża Opieka nad dzieckiem zespół downa

Odpowiedzi

oli28
Książka jest cudowna.Powinien przeczytać ją każdy kto ma takie pytania.
clyde22
Czytałem. (kciuki)
ewlirinka
"Poczwarka" - wyjątkowa książka, która zostawiła we mnie pewne dziwne uczucie, choć czytałam ją kilka lat temu. Co do pytania- nie wiem co bym zrobiła i cholernie mam nadzieję, że nigdy nie będę musiała podejmować takiej decyzji.
mateuszowa
Nigdy nikt nie odpowie Ci zgodnie z prawdą, dopóki nie będzie realnie w takiej sytuacji.
Bo teraz można sobie wyobrażac,tak urodziłabym takie dziecko,pomimo choroby, no bo jak mogłabym usunąc moje maleństwo...
Jednakże, wiele innych myśli,powtarzam -myśli- nawet tych najgorszych,dopada taką kobietę gdy rzeczywiście znajdzie się w takiej sytuacji....

Ja też, w chwili obecnej mogę powiedziec,że nigdy bym nie usunęła ciąży,nawet gdyby dziecko miało urodzic się z ZD.

Fakt,napewno ciężej jest wychowywac takie dziecko...

Ale ze swoich obserwacji, mogę śmiało o takich dzieciach powiedziec,że są one kochane...
Naprawdę,widac jak mocno są przywiązane do swoich rodziców...są grzeczne, kulturalne i miłe.
Oczywiście "normalne" dzieci też mają takie zalety, ale te z ZD jakoś szczególnie...tak mi się bynajmniej wydaje.Nigdy nie zauważyłam, aby dziecko z ZD kładło się w sklepie na podłodze, i krzyczało,wręcz wrzeszczało bo mama nie chciała mu czegoś kupic....

Mam szczególną sympatię do takich dzieci.
clyde22
Tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono. Teoretycznie możemy mówić tak czy siak, a życie często weryfikuje teoretyczne poglądy... Dotyczy to wszystkiego, nie tylko ZD.
amalka
Powiem tak- "Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia" (pout) Znam sytuację gdy kobieta mająca niepełnosprawne dziecko, podjęła decyzję u usunięciu kolejnej ciąży. Dzieciątko miało przyjść na świat z wadami genetycznymi... (placze)

Sama jestem osobą niepełnosprawną i decyzja o urodzeniu maleństwa "z problemami" (takimi czy innymi) nie byłaby taka oczywista... (pout)

A tak z nieco innej beczki...

Pamiętam gdy przyszła do mnie wzruszona koleżanka. Opowiedziała mi pewną anegdotę. Siedziała "na murku", czekała aż mama wyjdzie z apteki. Obserwowała młodego tatę świetnie bawiącego się z synkiem. Chłopiec miał ZD. W oczach ojca było tyle miłości, tyle dumy... Nagle dzieciaczek podbiegł do mojej koleżanki, usiadł jej na kolanach i zasypał dziewczynę pytaniami. Tata obserwował ich z uśmiechem. Po kilku minutach zawołał synka, wziął go na ręce, spojrzał na "Ixię" i... podziękował. Zdziwiona koleżanka zapytała za co, a tata chłopca odparł:
- "Za to, że potraktowała go pani jak normalne dziecko".
- "Ale on jest normalnym dzieckiem"
- "Zdziwiłaby się ani jak wielu ludzi myśli inaczej"
Ta historia zrobiła na mnie niesamowite wrażenie i wzrusza mnie ilekroć ją wspominam.
izkalepszy
Uważam że ZD to nie najstraszniejsza z wad, chorób na świecie, zresztą ja jestem zdania że co nam pisane to będzie i na pewno nie usunęła bym ciąży
jola8443
ja odpowiem tak,gdybym dowiedziała się będąc w ciąży,że moje dziecko jest chore to urodziłabym.a dlaczego?podam przykład z mojej rodziny.moja babcia urodziła syna był on jej trzecim dzieckiem,przez pewien czas wszystko było dobrze,gdy wujek skończył pół roku zaczęły się problemy.zaczął chorować okazało się,że to haine medina-nie był leczony bo teściowa mojej babci doszła do wniosku,że to nic takiego.w końcu wujka sparaliżowało nie mógł chodzić,mówić itd.w pózniejszym czasie lekarze stwierdzili,że nie będzie długo żył.i co się okazało?żył 51 lat mieszkaliśmy razem i ja codziennie widziałam jak babcia się o niego troszczy.jak go ubiera,myje,karmi,daje mu pić a nawet na ubikację wysadza teraz jak o tym piszę to płakać mi się chce tak oddanej osoby jak moja babcia to nie widziałam do tej pory.miała pózniej możliwość oddania wujka do jakiegoś zakładu ale tego nie zrobiła.do końca jego życia z nim była.
oli28
Mam w rodzinie dziewczynkę z tą choroba i jest to tak piękna i mądra dziewczynka,że słów brak,żeby to opisać.Zawsze jak do nas przyjeżdża to serce mi pęka z dumy,że tak świetnie sobie ze wszystkim radzi,jest wesołym pogodnym dzieckiem,pełnym pomysłów.Taki skarb kochany
jagoda30
ZD to nie koniec świata,oczywiście są dzieci mniej lub bardziej upośledzone.
Jest tyle wad wrodzonych i ich zespołów że ZD to przy nich "pikuś".Czasami płód jest tak upośledzony,że dziecko nie może funkcjonować po urodzeniu poza łonem matki...
oli28
Miłość jest bezwarunkowa nie ma podziału zdrowe czy chore dziecko
lola86
Nie wiem co bym zrobiła , bo tego nikt nie wie .Ale na pewno nie usunę nigdy ciąży . Moja ciocia dostał taką diagnozę .A teraz ma śliczną zdrową 16 latkę , lekarze się pomylili .
Nena
A ja stanowczo i świadomie szokujac pewnie wszystkich powiem ze, tak. Nie zdecydowałabym sie urodzić takiego dziecka czy też z inną choroba która uzaleznialaby je od opieki innych przez całe życie! Prawdą jest ze są to cudowne dzieci pełne miłości i oddania ale jednak całe życie od kogoś zależne i co będzie z nim gdy mnie, rodzica zabraknie?obecny świat jest niestety zbyt nieprzyjazny i ludzi z taka ufnością jaką mają dzieci z zespołem downa łatwo wykorzystać i skrzywdzić, łatwiej niż kogoś kto nie jest nim dotknięty.
Dwa, znam wielu rodziców którzy wychowywali dzieci dotknięte zd czy inna choroba genetyczną i wiem jak im ciężko radzić sobie z codziennością bo tak jak napisała któras koleżanka wyżej mało ludzi rozumie czym jest życie z zd i np.boją sie ze nawet przez kontakt mozna sie "tym"zarazic!
Moja decyzja jest taka i żadne argumenty mnie nie przekonają i czy sie to komuś podoba czy nie.
marieta26
piękne wypowiedzi tu są (serce)
Nena
Geodonna23 rozmawiamy o decyzji gdy masz świadomość ze twoje dziecko z którym jestes w ciąży jest chore i moja decyzja dotyczy tego.
Pytasz o zupełnie inna sprawe.
Nena
Jasne. Możesz sobie dodac jeszcze kilkanaście innych epitetów czy porównać do innych osób ale i tak nie zmieni to mojego postrzegania sprawy i decyzji. Każdy ma prawo decydować za siebie i swoje życie.
Anemona
Moja ciocia była nie dawno w podobnej sytuacji. ma 41 lat i bedąc 4 miesiącu ciąży dowiedziałam sie ze dziecko ma wadę serca później doszła jakaś wadę genetyczną mutacja jakiegoś chromosomu nie pamietam dokładnie nazwy tej choroby ale wiadomo było ze dziecko umrze w łonie matki, zaraz po porodzie lub kilka miesięcy po urodzeniu. myslała o aborcji nawet lekarz tak radził ale nie mogła tego zrobić zostawiła to Bogu.Musiała sie z tym pogodzić,W siódmym miesiącu dziecko przestało sie ruszać leżała w szpitalu kilka dni bo musiała je urodzić naturalnie. Później opowiadała jak pielęgniarka podała jej to dziecko, wymyte i w beciku jak by było żywe, ona sobie przez dwie godziny tuliła, oglądała mu paluszki, otwierała powieki. Chciała zapamiętać Pawełka. Później był pogrzeb przyszlo kilka osób z rodziny bo rodzice dziecka, chcieli żeby maleństwo było traktowana jak by bylo normalnym dziecko. Przynieśliśmy białe kwiaty. To dzieciątko zawsze bedzie w naszych sercach po mimo tego ze nie przeżyło ani jednego dnia (placze)
Mam nadzieje ze nigdy nie będę w takiej sytuacji.
amalka
A ja zapytam od drugiej strony (ŻEBY NIE BYŁO, ŻE STAJĘ PO KTÓREJŚ STRONIE) skąd wiecie czy dzieciątko powoływane na świat (mając wybór) chciałoby żyć chore, upośledzone, niepełnosprawne...? Czy to nie jest z kolei nasza samolubność (? wybaczcie ale jestem bardzo zmęczona i nie ciężko mi wpasować bardziej adekwatne słowo), narzucenie naszej woli? Co sobie myśli taki mały człowiek, z którym kontaktu nie ma żadnego?

Nad tym z kolei ja się zawsze zastanawiałam. Powołując dziecko na świat decydujemy nie tylko za siebie ale i za tego małego człowieka... MY decydujemy o tym, czy ma żyć poruszając jedynie gałkami ocznymi i będąc świadomym wszystkiego wkoło...

Myślę dziewuszki, że to zbyt ciężki temat by móc się wypowiedzieć. Tak jak kilka z Was wspomniało-nie można być pewnym swej reakcji, dopóki nie życie nie zmusi do podjęcia decyzji.

Jestem też PEWNA, że rodzice dzieci niepełnosprawnych kochają je tak samo (lub mocniej) jak dzieci zdrowe i życia bez swoich skarbów sobie nie wyobrażają (serce)

Tak też mi się teraz anegdota przypomniała- kobieta cierpiąca na tę samą chorobę, która toczy moje ciało, matka dwóch dorosłych już chłopaków... powiedziała coś, co mnie zaskoczyło ale jednocześnie jestem w stanie ją zrozumieć.
Rozmowa nasza odbyła się po tym, jak lekarz oznajmił mi jakie tragiczne mogą być skutki mego zajścia w ciążę. Byłam gotowa zaryzykować i... zaryzykowałam. Dlatego mam mój wielki Skarb. Moja towarzyszka po pierwszym porodzie nie odczuła wpływy stanu błogosławionego na zdrowie. Zdecydowała się na drugie dzieciątko i... tym razem nie było już kolorowo. Powiedziała, że bywały dni gdy zwijając się bólu, płacząc z bezsilności patrzyła na bawiące się na dywanie dzieci i zastanawiała się jak wyglądało by jej życie bez drugiej pociechy.
Niby straszne myśli i zapewne większość z Was nie jest w stanie zrozumieć jak matka może sobie pozwolić na owe. JA ją rozumiem. JA byłam w jej butach gdy starając się o Krzysia, odstawiłam leki. JA mogłam skończyć jak ona. JA mogłam mieć podobne myśli. JA marzę o drugim dziecku, świadoma ryzyka.

NIE OCENIAJCIE DZIEWCZYNY, NIE KRYTYKUJCIE... To po prostu nie jest w porządku (pout)
jagoda30
Chyba bym nie urodziła,nie jestem egoistką,co z dzieckiem kiedy rodziców zabraknie?Dom opieki? Skazywać dziecko na cierpienie,ile czasu by nie trwało?nie.
Takie moje zdanie.
Nena
Amalka i właśnie o to chodzi-z ust wyciągnęłas mi początek swej wypowiedzi.
Ups, chyba coś nie działa. Prosimy, odśwież stronę lub spróbuj ponownie później.