Menu

do mam, które wychowują praktycznie samotnie

jak sobie z tym radzicie lub nie radzicie. Mój mąż wyjeżdza do pracy do Belgii i jest w domu tak 6 razy do roku, ja chyba sobie z tym nie radze, a w szczególności nasza 2 letnia córka....czy ma któraś z Was podobną sytuację?

jasik
 712  22

Znajdź pytania na ten sam temat:

Dorośli Partnerstwo i Rodzina wychowywanie samotnie

Odpowiedzi

Beki
Jestem samodzielną mamą. Więc mam jeszcze gorzej niż Wy, bo nie mam tak naprawdę na kogo czekać.. ale nie rozpaczam. Zawsze zaskakuje mnie ta tęsknota i brak dostrzegania pozytywów w danej sytuacji. Przecież mąż robi to dla Was.
Poświęć ten czas tylko dla Was. Częściej wychodźcie to rodziny, znajomych, w miejsca zabaw dla dzieci. Zajmij się sobą, poświęć się pasji, zacznij uprawiać sport. No nie wiem co jest dla Ciebie najlepsze.
Osobiście nie mam za bardzo czasu na rozmyślanie o tęsknocie, samotności itp. Głowa do góry i zmień myślenie.
Zawsze możesz przenieść się do męża, do Belgii. (kwiatek)
LaMandragora
Jak Beki jestem samodzielna mama. Nie jednego a trojki dzieci.

I jak to samodzielne mamy maja, moge liczyc tylko na siebie i nikt na mnie nie czeka (chodzi o mezczyzne) ani ja na nikogo nie czekam.

Jak sobie zorganizuje, tak mam.

Rowniez czas wolny, odpoczynek czy relaks.
Jak Beki pisala... spedzic swiadomie czas z dzieckiem + pielegnowac swoje pasje. Ewentualnie rozwijac jakies, jezeli jeszcze ich nie posiadasz, badz nie jestes ich swiadoma.
Spotykac sie z przyjaciolmi.
monia01081985
mój mąż od dwóch miesięcy jeździ do Niemiec no widujemy go częściej bo wyjeżdża na 4 tygodnie i na 1 tydzień wraca do nas (właśnie czekamy na jego powrót we środę zjeżdża do polski dzieci nie mogą się już doczekać) powiem nie jest łatwo ja jakoś sobie radze ale dzieci to troche ciężko to przechodzą są dni że płaczą za tatusiem ale staramy sie co dzień by mogły choć przez chwile porozmawiać z tatusiem
Beatka9316
Wiadomo jak się kogoś bardzo kocha to trudno się z tą osobą rozstawać...Postaraj się aby Twoja córcia miała jak najwięcej kontaktu z tatą i mów jej często, że tatuś ją kocha. A zawsze możesz pojechać do męża i mieszkać w Belgii. A ten czas bez męża zaplanuj sobie jakoś z dzieckiem jakieś spacerki.. Spotykaj się ze znajomymi poświęć się swojej pasji jeśli tylko taką masz :)
amalka
@Beki no właśnie- nie czekasz na nikogo. To różnica zasadnicza. Takie "słomiane wdowy" liczą czas od spotkania z mężem/ partnerem, do spotkania... Jest tęsknota i jest żal, że mimo iż jest ten KTOŚ, są same ze wszystkim... Mój P pracuje w Polsce ale w domu jest ma przemian- tydzień o 19:30, tydzień o 22:30 Mam świadomość iż haruje (bo pracuje to za słabe określenie) dla nas, dla rodziny ale mimo to czasami mam dość wszystkiego i irytuje mnie nawet codzienne prasowanie przedszkolnych ciuchów. Przecież mąż mógłby mnie czasem wyręczyć a wiecznie go NIE MA. Tak jakby to była jego wina... To ja walczyłam z podawaniem leków, obcinaniem na siłę paznokci, gotowaniem 3 posiłków by niejadek wreszcie coś zjadł... To ja ocierałam łzy, przemywałam rany, tłumaczyłam, uczyłam... Stale sama, sama, sama... Do tego ciągła walka z bólem i moimi ograniczeniami, o których wiedzą niektóre z Was. Mąż wracał z pracy i miał "z grzywki" a mnie szlak trafiał. Czasem nadal tak jest... Nie wiem jak wyjaśnić o co mi chodzi... Prasowanie to nic nadzwyczajnego, podobnież jak inne obowiązki które to są na mojej tylko głowie, choć być powinny na dwóch. Mam tego świadomość i to frustruje cholernie. Mamy samodzielne wiedzą, że nie muszą czekać, że są same ze wszystkim bo tak jest- są SAME (choć nie samotne). Kobiety których mężczyźni wyjechali za chlebem inaczej patrzą na szarpaninę z codziennością. Mimowolnie mają żal do męża... Wiem, bo mam koleżanki żyjące tak niby razem, niby osobno...

@Jasik współczuję serdecznie i... rozumiem. Czasem masz gorsze dni i to zapewne jeden z nich. Stąd Twoje pytanie... Myślę, że warto rozważyć to co napisała @Beki? Może dołączcie do męża?

Ps. Dziewczyna nic o rozwijaniu pasji nie wspomniała. Podobnież braku czasu dla siebie czy nudzie. Tu chodzi raczej o tęsknotę (która z niejasnych dla mnie powodów dziwi @Beki) i samotność. Mam męża przy sobie wieczorami, nocami, w weekendy... a tęsknię za nim w ciągu dnia. To dla mnie coś naturalnego.
amalka
Ps. Nie jestem od męża uzależniona. Po prostu go KOCHAM (serce)
Beatka9316
Na tęsknotę nie ma żadnego sposoby ani lekarstwa to jest naturalne, że tęskni za mężem a czasem nadchodzą gorszę dni ... Chyba najlepsze rozwiązanie to będzie dołączyć do męża tak jak już dziewczyny napisały :)
renata29
Od początku naszego związku jestem sama.Przez kilka lat mężu pracował wprawdzie w Polsce ale był w domu średnio co dwa tygodnie,na weekendy.Od marca pracuje w Niemczech.Przyjeżdża co trzy miesiące.Najbardziej tęsknię po miesiącu.Potem jest już lżej a po dwóch miesiącach już się cieszę,że niedługo przyjedzie.Dzieci też już się przyzwyczaiły.

Jak się kogoś kocha to się tęskni.To naturalne i nie ma nic wspólnego z uzależnieniem.
LaMandragora
Atena ma racje...
Faceci potrafia sie od tego odciac.
Jak pracuje to pracuje.
Jak jest ze swoja kobieta to jest z nia.
Nie teskni w trakcie roboty.
Takie zycie.

Jak facet siedzi w domu, bo ma 2 lewe rece - zle.
Jak pracuje i tyra - zle.

Kochac, ok... ale pozwalac zyciu przeciekac przez palce, bo sie teskni. Co to da? Nic.
flame123
Wierz mi, o wiele gorzej jest, kiedy tęsknisz za kimś, kto żyje obok - codziennie wraca do domu, a Ty i tak walczysz z codziennością cały czas sama :(
Runka
moj maz jest wojskowym i srednio 4-5 razy w roku wyjezdza na poligony, najkrocej na miesiac najdluzej na pol roku.... na tygodniu jakos czas leci bo zawsze jest cos do zrobienia do zalatwienia, najblizsza rodzine mam 150 km od siebie (wiec tez nie zawsze moge na nich liczyc), znajomych w szczecinie niewielu (a ci co sa to pracuja i maja swoje domy i rodziny)... najgorsze sa momenty jak Michal jest chory i znikad pomocy a dni sie ciagna wtedy niemilosiernie, od wrzesnia syn chodzi do szkoly wiec czas tez inaczej nam plynie, od polowy listopada najpozniej od grudnia dojda nam zajecia dodatkowe.... wiem jak to jest radzic sobie z tesknota za kims bliskim @jasik mozesz sie przeniesc do meza do Belgii ale niektore z nas takiej mozliwosci nie maja bo mimo iz mezowei pracuja tak jakby na miejscu ciagle ich nie ma... mimo iz maz pracuje tak juz 5 lat to ja nadal nie umiem sie przyzwyczaic do jego wyjazdow, a w dodatku przy jego wyjazdach jest pena obawa bo jak to na poligonach bywa roznie...
jak meza nie ma ja nadrabiam zaleglosci w nauce czy tez czytaniu, a nawet mam wiecej czasu by polazic po miescie po sklepach bez marudzenia dwóch chlopakow... chodze spac jednoczesnie z synem ok 21 wiec samotnych wieczorow nie mam...
Beki
@amalko, jakbym miała tak żyć, myśląc tylko o Jego powrocie, umęczyłabym się okrutnie...
Jeżeli mamy świadomość, że ten KTOŚ jest gdzieś tam i pracuje, zróbmy tak żeby powroty (nie mówię o codziennych powrotach późnych) były dla wszystkich fajnym przeżyciem.
Nie rozpaczać, że znów jestem sama, nie narzekać... przecież to wszystko odbija się na związku. Zaakceptować obecną sytuację.
Tęsknota mnie nie dziwi, ale jest różnica między toksycznością a normalnością. Chociaż kto wymyślił "normalność".
Beki
Dodam jeszcze jedno.
Wielokrotnie słyszałam od zamężnych/zajętych koleżanek pytanie o to co ja robię wieczorami jak już dziecko śpi? ......
Odpowiadam, że płaczę do poduszki. (grins)(grins)(grins)(hahaha)
karolincia
Mój jest w domu co dwa tygodnie na weekend, tęsknie kocham i radzę sobie na co dzień sama, wyjścia innego nie mam. Pretensji też nie mam bo to była nasza wspólna decyzja a on to robi dla nas coby nam było lepiej pod względem finansowym. Doceniam to wiem że dla niego też to trudne. Natomiast wiem że nie jest to rozwiązanie na zawsze, jak się trochę poukłada to będziemy myśleć dalej i tego się trzymam. A na co dzień dzieci i codzienne obowiązki nie dają mi czasu na rozmyślania. Wieczorami są książki, jest net jakoś się żyje.
monia01081985
my z mężem o jego pracy w Niemczech podleliśmy razem (tak na marginesie to bardziej ja byłam za tym by tam przez jakiś czas popracował on obawiał sie czy sobie poradzę) ale sytuacja finansowa nas do tego zmusiła
nie jest łatwo ale z tego powodu się nie dołuję bo wiem że on robi to dla mnie i dzieci, gdy go nie ma to razem z dziećmi bawimy się zabawę odliczanie dni do powrotu taty (robię to bardziej dla dzieci bo bardzo przeżywają rozstanie z tatą) dzieci co dzień skreślają w kalendarzu kolejny miniony dzień czy bliżej jest powrotu tym bardziej się cieszą widzę że to im pomaga a między czasie im mówię że tata je kocha i że robi to dla nich a gdy wraca spędzamy wspaniały tydzień razem.
amalka
A widzisz... mój mąż po pracy wraca prosto do domu bo też tęskni (zabujany) Z pracy dzwoni minimum dwa razy- rano by porozmawiać ze mną przy śniadaniu, po południu by porozmawiać z małym. Czasem również wieczorem by zapytać jak minął nam dzień i życzyć dziecku dobrej nocy (grins) To również nie jest uzależnienie. Gdy spóźnia się 10 minut do domu- dzwonię ja, bo wraca przez las pełen zwierzyny wyskakującej z krzaków i już dwa razy cudem uniknął śmierci. To wciąż nie uzależnienie. Kiedy odrabiają sobotę i kończą o 2giej w nocy, czekam do 2:30 i usypiam dopiero gdy jest obok. To nadal nie uzależnienie. Jesteśmy razem już kilkanaście lat i nie czujemy zmęczenia sobą.

@Flame wierzę i cieszę się, że tego nie doświadczyłam...
flame123
Ja też nie narzekam:-) , a przynajmniej staram się. Jaka by sytuacja nie była - staram się ją akceptować i do przodu. Nie ma sensu umartwianie się:-)
renata29
Ja to dopiero będę narzekać jak mężu na emeryturę przejdzie (jeśli w ogóle tego dożyjemy!(grins)
Ups, chyba coś nie działa. Prosimy, odśwież stronę lub spróbuj ponownie później.