Menu

Dzieci na podwórku...

Może ja jestem przewrażliwiona ze względu trochę na chorobą mojego syna, albo należę do matek rozsądnych... Ale od początku...
Mieszkam na bardzo specyficznym wg mnie osiedlu bo jest to osiedle wojskowe, jest tu sporo dzieci w roznym wieku. Rozumiem to ze dzieci tak w wieku od 7 lat biegaja juz same po podworku ale i u nas dzieciaczki 3-4 letnie chadzaja same, niestety przez osiedle przejezdzaja samochody i to dosc czesto wg mnie za szybko(czesto z piskiem opon), a te maluchy bawia sie na ulicy... ostatnio bylam swiadkiem sytuacji gdzie takie maluchy bawiace sie na ulicy pobily sie o pilke próbując zareagowac, zostalam "zbesztana" przez jedna z mam wygladajaca przez akurat przez okno ze czepiam sie grzecznie bawiacych sie dzieci, innym razem ostrzeglam dziecko przed nadjerzdzajacym samochodem to matka siedzaca na lawce i plotkujaca z kolezanka spojzala sie na mnie jakbym chciala cos jej dziecku zrobic ... stwierdzilam ze wiecej sie nie odezwe bo nie taki byl moj cel...

Jakbyście zareagowaly na taka sytuację, bo juz sie zaczelam zastanawiac czy jestem przewrazliwiona??

Runka
 435  13

Znajdź pytania na ten sam temat:

Przedszkolak dzieci plac zabaw

Odpowiedzi

Runka
rozne akcje widuje u nas na osiedlu i szczerze wole z mlodym isc dalej na plac zabaw niz ten osiedlowy, mamuski u nas wyzej s...ają niz du.e maja, bo toiwekszosc zony kapitanow, oficerow i przeciez ona sa najwazniejsze w swiecie i co one mowia jest najmądrzejsze, a dzieci najpiekniejsze najgrzeczniejsze itd itp.... a gdzie taka zona zwyklego starszego szeregowego moze zwracac uwage ich dziecku ze jest narazone na niebezpieczenstwo... ehhh nie lubie tego osiedla ale co zrobic poki co bedziemy tu mieszkac i bede omijac mamuski z daleka
Beki
Runka, na jakim osiedlu dokładnie mieszkasz? W Szczecinie tak? Pisz na priv jak coś :)
jagoda30
Ja akurat mieszkam w bloku,ale na wsi.Maciek mając 5 lat biegał z koleżanką bez mojego (i koleżanki mamy) nieustannego nadzoru,jednak dzieci wiedziały,gdzie mogą,gdzie nie,samochody stoją pod blokiem,ale bardziej bałam się,żeby oni czegoś samochodom nie zrobili :)Teraz koleżanka już nie mieszka a mały nie ma się z kim bawić,do kolegów trzeba z nim iść niestety.NIe ma wszędzie chodników,a szosą go nie puszczę,a jest na tyle rozsądny,że spokojnie może iść sam.Jeśli nie jest pewny drogi,nie chce iść.
Na Twoim osiedlu to rodzice są chyba największym problemem i ich WIELKIE EGO.
Za moich szczenięcych lat biegaliśmy wszędzie,jakoś żyjemy,ale byli inni ludzie,inne czasy....
Runka
Beki napisała:
Runka, na jakim osiedlu dokładnie mieszkasz? W Szczecinie tak? Pisz na priv jak coś :)

tak w Szczecinie reszta na priv
czekoladka22
ja byłam wychowana w bloku a mama mnie wypuszczała albo rzadko albo na godzinkę albo na dwie jak już chciałam wyjść i tylko przed blok rzadko wychodziłam z dziećmi na dwór i taki też miałam kontakt z nimi.
Teraz to mieszkam w domku jednorodzinnym i puszczam dzieciaki same jak jest ciepło przed dom kiedyś musiałam co chwilę zaglądać co robią bo sie bałam że cos napłochają ale teraz wiem że jak cos sie dzieje to sami alarmują albo przychodzą do domu :]
A więc nie mam za bardzo wiedzy jak sie dzieciaki bawię na ulicy uważam że moje jeszcze na to sa za małe u nas na ulicy też sie bawią dzieciaki ale starsze i u nas rzadko kiedy jeżdżą auta .
iwus198920
hmmm ja moje dzieci na podwórku na wsi nie zostawiam samych (mają prawie 4 i 17 miesięcy) u mnie na podwórku jest dość duże oczko wodne (stawik) więc bałabym się
amalka
@Runko a ja poszłam dalej. Nie upominałam dzieci (te akurat to aniołki) lecz zgłosiłam sprawę do MOPSu. Brzdące (dwie dziewuszki w wieku 3 i 4, oraz ich 5cioletni braciszek) dzień w dzień (nie ważne czy deszczowy, czy parno, czy "w ukrop"), od rana do wieczora ganiały po podwórku. Nie raz odprowadzałam Juniora do przedszkola a dzieciaki już siedziały na "Jordanku". Zwykle w odzieniu brudnym, nie dostosowanym do aury, bez picia i jedzenia. Gdy tylko otwierałyśmy (ja i koleżanki) chrupki, ciastka, paluszki, napoje... "powsinogi" zbiegały się jak szarańcza i wyciągały rączki (pout) Kilkukrotnie szłyśmy do sklepu i kupowałyśmy bułki, banany, soki... No bo jak tu nie kupić, gdy słyszy się burczenie w brzuszkach... Wyciągnęłyśmy z dzieci "co- nieco" i wyrysował się nam w miarę klarowny obraz sytuacji. Złapałam za telefon i zadzwoniłam do koleżanki pracującej w MOPSie. Była interwencja, jest nadzór, jest widoczna poprawa (kciuki)

Może takie dzieciaki bez nadzoru, winny być zgłaszane? Może rodzice pozbawieni wyobraźni powinni dostawać słono "po dupach"? Może to by coś zmieniło? Obawiam się, że oczy się wielu otworzą, gdy dojdzie do (takiej czy innej) tragedii...

Mieszkamy w centrum miasta, jednak na spokojnym osiedlu. Krzysio ma lat 7. NIGDY nie wyszedł z domu, bez mojego nadzoru. Nazwijcie mnie nadopiekuńczą- w nosie to mam. Nie wybaczyłabym sobie, gdyby coś się synkowi stało (tfu, tfu...) Pewnie i na pierwszą randkę nim pójdę (rofl)
amalka
Ps. A ciskającymi się mamuśkami, nie przejmuję się ni hu- hu (grins) Też potrafię rozedrzeć paszczękę a w obronie Krzysie, idę na pazury (grins)
Runka
zgadzam sie i z @amalka i z @Elfka... ludzie sa rózni ale uważam ze jak dziecku krzywda sie dzieje to trzeba zareagowac i rodzic powinien docenic ze sa osoby życzliwe dbajace o bezpieczenstwo ich dziecka...
Bestyjka
Dla mnie rodzice, którzy puszczają same dzieci na dwór na cały dzień abo ogólnie bez nadzoru- to patologia. Po co komu dzieci jak się nimi zająć nie potrafią. A później ktoś porywa dziecko, albo takie dziecko ulega wypadkowi i lament.
aniol
Mój mały ma 7 lat i sam nigdy nie zostaje na podwórku.Siadam sobie na ławeczce i obserwuje.Ja należę do bardzo nadopiekuńczych mam ,ale przeszłam sporo w dzieciństwie wiec wiem jakie złe rzeczy moga spotkac dziecko.Bestyjka ma racje ,po co chce sie mieć dziecko jak potem nie chce sie go pilnować.
Ups, chyba coś nie działa. Prosimy, odśwież stronę lub spróbuj ponownie później.