Menu

Felieton prof. Mikołejko

Rozgorzała dyskusja na temat wyżej wspomnianego. Całości nie przeczytałam, bom jedynie ochłapy w necie znalazła (jeśli któraś z Was ma linka do całości- będę wdzięczna) ale tak czy inaczej jako Matka Polka (o zgrozo!) do niedawna "Wózkowa" poczułam się dotknięta... "Matki" są różne- wiem, ale jednak...

Jakie jest Wasze zdanie na ten temat?

amalka
 475  15

Znajdź pytania na ten sam temat:

matka polka

Odpowiedzi

amalka
Ja również po części zgadam się z treścią felietonu. Oburzyły mnie jednak epitety, zaszufladkowanie matek, wrzucenie wszystkich do jednego wora, sprowadzenie "Matki Polki" do poziomu durnego, nieoczytanego, leniwego, rozprawiającej całymi dniami o dzieciach i "dupie Maryny" MAMISZONA; stwora co to w d...pie ma wszystko i wszystkich, normy, zasady... a sam oczekuje czerwonego dywanu by wózek po nim prowadzić. Do parku chodziłam- a jasne! Plotkowałam- a owszem! Tyle było mojego gdy cały dzień z noworodkiem sama w domu przesiadywałam. Czy czytałam książki? No jasne, że czytałam ale niech sobie profesor czyta gdy dziecko (choć nadal wózkiem transportowane) chce biegać, jeść, zrobiło w pieluszkę...

I gdzie do diabła ma taka matka "wózkowa" się z wózkiem wybrać jak nie do parku? Lepiej się po mieście szwendać i napotykać bariery architektoniczne? Na palaczy dmuchających maluchowi w pyśka?

Powiedzmy sobie szczerze- czego Wam najbardziej brakowało gdy tylko i aż dzieckiem się zajmowałyście? Ja tęskniłam za drugim człekiem co mnie zrozumie, za rozmową... Kogo do tego celu "użyć" jak nie koleżanki z parkowej ławki/ piaskownicy? Kto zrozumie pokąsane sutki, obolałe piersi, niewyspanie, hemoroidy... (grins) Mnie "moje" dziewczyny pomogły niejednokrotnie, wliczając chwile gdy moje ciało się buntowało i nawet tego wózka znieść po schodach nie mogłam. Wszystkie to inteligentne kobiety. Większość pracuje i piastuje wysokie stanowiska. Od lat trzymamy się razem i życia sobie bez nich nie wyobrażam.

A o czym "ławkowiczki" i "wózkowe" z takim zapałem rozprawiają? A no o dzieciach (bo jakby inaczej), facetach, pieniądzach, gotowaniu, teściowych, zakupach, problemach, kinie, literaturze, polityce... o życiu. niech mi profesor pokaże kobietę "nie matkę", która na inne tematy rozprawia... O!
goskapolak
Zdaje się,że przeczytałam tylko fragment felietonu.Jest w wysokich obcasach. Z pewnością jest tam sporo racji bo ja np nigdy nie widziałam matki wózkowej czytającej książkę:).
U kobiety,która sobą niewiele reprezentuje fakt,że zostaje matką nagle predestynuje ją (tak jej się wydaje) grona mądralińskich paniuś przed którymi kwestia wychowania i żywienia dziecka nie ma tajemnic.Nagle wydaje jej się,że jak posłucha tych swoich też niezbyt rozgarniętych koleżaneczek to wszystko już będzie wiedziała i z satysfakcją rzuci jakimś tekstem innej,dopiero wchodzącej do grona szacownych rodzicielek.

Ale to wszystko jest kwestia inteligencji,pasji,zainteresowań i chęci "ogarniania świata".

Przyznam,że nie miała zbyt wiele kontaktu z takimi mama w czasach gdy sama byłam "wózkowa".Wystarczała mi jedna kumpelka z pracy,która też w tym samym czasie urodziła.Z resztą z tymi, z którymi spotykałam nie były wózkowe i bardzo mnie to cieszyło bo nie jestem z tych co w nieskończoność potrafią gadać czy słuchać o niemowlęcych czy dziecięcych przypadłościach.

Rozumiem po częsci opinię profesora jednak sposób w jaki ją wyraził ( w sumie to same epitety,bez większego uzasadnienia) kojarzy mi się z pracownikiem na budowie,który wkurzony jest bo przyszedł do pobliskiego parku zjeść kanapkę a tu nie ma wolnej ławki:)
amalka
Nawiasem mówiąc czy całe (przepraszam za wyrażenie) towarzystwo geriatryczne w parku przesiadujące, to z opasłymi tomiskami w garściach o literaturze i sztuce rozprawia? Nie sądzą. Na tapecie są wszyscy w koło, z gosposią proboszcza łącznie (grins) A czy babcie siedzące na ławkach z wnukami zawsze zauważą sypanie piachem, wyrywanie zabawki, lianie jednego lizaka prze trzech urwisów? A tatusiowie to do parku z pociechami nie chodzą? A no chodzą. Na ławeczce przesiadują? A no przesiadują. O czym rozmawiają? O tym co kobiety, tyle tylko że miast komentować tyłek czyjegoś męża, skomentują cudzej żony (grins)
goskapolak
Amalko- zawsze lepiej równać w górę niż w dół(kciuki).
Zresztą tłumaczenie "wózkowych" w podobny sposób jest dla mnie nieporozumieniem.
amalka
@Goskapolak ależ ja nie tłumaczę! Nie mam zamiaru tłumaczyć "wózkowych" bo to nie jest jakiś odrębny gatunek. Matki dzielą się na dobre i złe, na odpowiedzialne i mniej... Chciałam jedynie zauważyć, iż na tych ławeczkach przesiadują nie tylko matki, nie tylko matki popełniają głupie błędy, nie tylko matki coś przeoczą, nie tylko matki nie dobiegną na czas do dziecka spadającego z drabinki czy łapiącego w garść piasek... No proszą Cię- chodziłaś za dzieckiem/ćmi krok w krok i czatowałaś na potknięcie cy zachowanie negatywne? Nigdy nie zamieniłaś słowa z obcą "wózkową" w parku? Nie wiem jak Ty ale nie jestem w stanie czytać (próbowałam) gdy mały gania po placu zabaw, choćby dlatego by w porę reagować gdy coś jest nie tak. No jeśli to jest "be" to ja przepraszam...

Widywałam matki co to tak pierdołami zajęte były, że nie zauważyły nawet, iż ich pociecha płakała zalana krwią, stała wołając siusiu i wreszcie siuśnęła w majteczki i po nogach, sypała piachem, biła, pluła... I mnie do szału takie osobniki doprowadzają ale zgodzisz się chyba ze mną, że nie każda matka z wózkiem to zło wcielone, obraz nędzy i rozpaczy czy też żywa reklama tępoty...

Żeby nie było- moje dziecko nie jest w tej chwili zaniedbywane. Świętuje w przedszkolu swoje urodzinki a ja piszę na NM między kolejnymi partiami piekących się babeczek (grins) Później pewnie wybierzemy się do parku a ja (o zgrozo!) nie zabiorę ze sobą książki (awve)
goskapolak
No jasne Amalko- matka z wózkiem to nie jest osobny gatunek- też to napisałam wcześniej.Ja też nie byłam w stanie czytać gdy moje dziecko biegało albo siedziało w wózku.Ale gdy w nim spało- jak najbardziej wyciągałam jakiegoś newsweeka.
Nie gadałam z obcymi wózkowymi mamami bo jakoś ich nie widywałam- jesli już to w licznych,głośnych i odstręczających grupach.

A moje dziecko ma już prawie dziesięć lat,jest teraz jeszcze w szkole a ja- w pracy:).
amalka
Miłej pracy w takim razie (kwiatek)

Przyznaję bez bicia- gdy mały w wózku spał, rozmawiałam z kimś kto mógł mi odpowiedzieć więcej niż "a gu gu" (grins) Czasem krzyżówki rozwiązywałam ale czytać w parku nie potrafię. Za głośno jakoś... Pewnie przez "wózkowe" (smiech)
tymianek
a mi wisi co pisze ten Pan profesor. Odkąd mam dziecko przeczytałam więcej książek, niż wcześniej. Zawsze chodziłam (jak byłam na wychowawczym) na plac zabaw z książką i ją czytałam. Mam bardzo podzielną uwagę i mogę skupi się na kilku czynnościach jednocześnie, także i pilnowanie synka i czytanie nie stwarza mi problemu. To właśnie będąc na wychowawczym zrobiłam II stopień studiów i uczyłam się, wykonywałam projekty, między karmieniem, przewijaniem i zabawą z dzieckiem.
amalka
@Mikama czytałaś felieton czy odnosisz się tylko do wypowiedzi na forum? Tak z ciekawości pytam...

Przeczytałam całość profesorskich wywodów i moje zdanie specjalnie się nie zmieniło. Nadal twierdzę, że tekst zawiera sporą dozę prawdy, jednak język, epitety... nie koniecznie mi się podobają, podobnież drwiny z kobiet.
amalka
No i chwała Ci za to. Się nie unoś (pokoj)
renata29
Przeczytałam(nie wiem czy całość) i lata mi to,wcale nie poczułam się dotknięta.Nie rozumiem tylko tego podziału na młode matki i wózkowe.Jak siedzę w parku z książką to ok a jak nie tzn.,że jestem wózkowa ? (krejzolka)
Kasia1978
dawać linka...bo nie chce mi sie szukać..
Ups, chyba coś nie działa. Prosimy, odśwież stronę lub spróbuj ponownie później.