Menu

Głupie myśli

Piszę bo nie wiem czy to ze mną jest coś nie tak czy może ktoś jeszcze ma tak jak ja? Czuję jakby moje życie było jakąś beznadziejną wegetacją. Wstaje rano, co dzień to samo, czas leci jak szalony, dzień się kończy a ja znów czuję że wszystko jest do kitu... Nie mam depresji - chyba... Wychodzę z domu, do ludzi, ogarniam się przecież, jakoś egzystuję, nie płaczę w poduszkę. Ale nie mam na nic weny, nawet posprzatać mi się nie chce, ciężko mi się zabrać do czegokolwiek, ciągle planuję że zrobię to i tamto i nic z tego nie wychodzi bo czas przecieka mi przez palce. Nie widzę żadnego głębszego sensu w czymkolwiek. Myślę że w niczym nie jestem dobra, że nie zrobiłam kiedyś wielu rzeczy dzięki którym teraz mogłabym żyć sto razy lepiej. Nie mam pomysłu na siebie. Zawsze kiedy planowałam jakis większy krok w moim życiu to wszystko tak się komplikowało że nic się nie udawało - śmierć taty, nieplanowana ciąża myslę że przez to wszystko zaprzepaściłam tak wiele szans. Nie umiem się cieszyć tym że mam męża, dziecko, mieszkanie, ciągle nachodzą mnie myśli że to nie jest moje miejsce że powinnam byc gdzie indziej robić coś innego z kims innym... Często myslę że głupia jestem bo powinnam to docenic ale od razu zastanawiam się czy jest co??? Czasem wydaje mi się że to wina mojego małżeństwa - zero spontaniczności, nie wiem czy moje uczucia już wygasły, czy to tylko jakieś cholerne przyzwyczajenie? Czasem mysl eże kocham męza po czym zaraz mam ochotę go skonczyć to wszystko bo stwierdzam że już dłużej nie wytrzymam z nim. Często się kłócimy, ja mam do niego ciągle pretensje, że bałagani, że mi nie pomaga, że nie robi czegoś tam jak należy, że mi wylicza wszystko, że mnie nie rozumie, że nie mówi mi ile zarabia, że nic razem nie planujemy, że on myśli że ja to takie mam super życie bo nie pracuje w stresie jak on, że nigdy nie instesuje się mną, że nigdzie razme ni chodzimy... Można by tak wymieniac bez końca! Nie mam źle ale nie potrafię się niczym cieszyć. Jak widzę inne kobiety szcześliwe dzięki męzowi, dzieciom to się zastanawiam co do cholery ze mną jest nie tak? Czemu ma takie myslenie a nie inne? Nie wiem czy któraś z was tez tak ma? (pout)

MamaMaya
 994  21

Znajdź pytania na ten sam temat:

13-18 lat Partnerstwo i Rodzina życie

Odpowiedzi

MamaMaya
no włąśnie i ja codziennie mam mysli - ze gdzieś czeka na mnie coś lepszego ale czy tak faktycznie jest?
mycha2706
No jakbym czytała o sobie :) dodatkowo jestem rozhisteryzowaną wariatką, przewrażliwioną. Witaj w klubie:D
mycha2706
To są moje wczorajsze słowa, że czekam na coś a nie wiem na co. Myślę, że to wpływ pogody powoduje takie stany.
kasia3030
tez tak mam i juz myslalam,ze jestem z tym sama
MamaMaya
@mycha2706 ale jak tak mam od dawna to nie chodzi o pogode choć nie ukrywam że ona to potęguje. a o histeriach nie musisz mi mówic skądś to znam....
Iwona1977
Nie jesteś sama też tak mam i to od kilku lat, mam tylko dzieci nie narzekam choc lekko nie jest ...i wiesz co doszlam do wniosku że to przez uplywajacy czas, jesteśmy coraz starsze i to chyba wywołuje u nas tęsknotę za młodością ta energia która była w nas kiedyś a która teraz jest monotonia ,za beztroska która teraz zmieniła się w obowiązki praca dom gotowanie sprzatanie dzieci i tak w kółko.... i szczerze to jak pomyśle sobie już mam 36 na karku to płakać mi się chce a tak niedawno miałam 18 ...kiedyś nawet próbowałam kolezanki na babski wieczór zaprosić... kilka nie przyszło bo im mąż nie pozwolił lub bez niego nie wypada , drugie owszem ale z dziećmi bo boją się je z kimś zostawić lub rozstać się z nimi nie mogą (czyt. mąż się nimi nie zajmie) i na 15 dziewczyn które zaprosilam przyszła tylko jedną - moja przyjaciółka na która zawsze mogę liczyć choć ma czwórkę dzieci i beznadziejnego męża (moim zdaniem) najmłodsze 3letnie zawiozla do mamy a chłopaki byki 12-15 lat same mogą sobą się zająć ....chociaż później wspolczulam jej nocowala u mnie a jak wróciła do domu to nie wiedziała w co ręce włożyć bo nikt jej nie pomaga
Runka
tez tak mialam dopoki nie postawilam sie wszystkim i zaczelam robic cos tylko dla siebie... poszlam do szkoly policealnej najpierw na administracje 2-letnia a teraz juz mam pol roku za soba rachunkowosci (jeszcze poltora roku mi zostalo), zaczelam wychodzic 3 razy w tygodniu na cwiczenia, zaczelam sie spotykac ze znajomymi... przestalam sie przejmowac balaganem w pokoju ktory robił Michał, gotowac uwielbiam wiec dla mnie to chwila relaksu (nawet moja mama sie ze mnie smieje ze sie relaksuje przy pieczeniu u gotowaniu)... dalam sopro na wstrzymanie bo bym zwariowala... mialam okres ze podkopano moja samoocene w zwiazku z dyskryminacja mnie jako matki bo nie moglam przez to znalezc pracy w takich godzinach na jakie pozwala mi praca mego meza... wkoncu przestalam szukac na sile i znalazlam zajecie ktore przynosi mi satysfakcje i troszke moge dorobic... nie powiem mam nadal dni lepsze i gorsze ale stwierdzilam ze nie moge poswiecac sie w 100% tylko mezowi i dziecku bo bym w depresje popadla... zaczelam wygosopdarowywac czas tylko dla siebie poza domem i zaczelam byc szczesliwa... (choc do idealu szczescia brakuje mi zrzucenia kolejnych 30 kg (grins) )...

nie jestes jedyna w takim stanie ducha i pewnie wiele z mam tak ma tylko niektore nie chca sie przyznac przed soba i swiatem ze jest im zle ze tkwia ciegle w jednym miejscu,
katarynka3311
Dokładnie mam to samo. Jak widzę nie tylko ja. Myślę,że dobrym pomysłem jest jakiś cel, hobby. Trzeba będzie nad tym pomyśleć. A i codziennie robię coś tylko dla siebie, np. czytam, oglądam jakiś film, spotykam się z koleżanką. A co do męża to może warto z nim o tym pogadać?. Może przemyśli i się zmieni?. Albo zaczniecie coś robić razem?. Fajne są wspólne wycieczki, albo tak, jak u mnie, kiedy jest czas, robię dobrą kolację i oglądamy jakiś film. Miłe chwile i zbliżają. Pozdrawiam(prezent)
asiunia83
obejrzyjcie sobie film ,,sekret- prawo przyciągania " staram się po nim mysleć pozytywnie choć to czasem nie jest łatwe (kciuki)(kciuki)(kciuki)
LaMandragora
Wszedzie dobrze tam, gdzie nas nie ma. Wazne, zeby umiec odnalesc sie tu, gdzie jestesmy.
Doceniac to, co juz mamy. Cieszyc sie kazda chwila, ktora sie wlasnie dzieje. Problem w tym, ze duzo ludzi zyje przeszloscia - ubarwia ja i przyszloscia - bojac sie jej, nie zyje jednak terazniejsza chwila. :)
sque
Niestety ale mam to samo, tylko u mnie dochodzi nieobecność męża, bo pracuje za granicą i co miesiąc przyjeżdża na tydzień tylko, oraz ciągła presja rodziny, że mam iść do pracy i to już bo już za długo siedzę w domu nic nie robiąc. Ale łatwo jest powiedzieć "szukaj pracy" gdy mogę pracować tylko w godzinach gdy Julka jest w przedszkolu i tylko od poniedziałku do piątku. Pracowałam przez 3 miesiące po 5 godzin dziennie ale niestety nie przedłużyli umowy bo redukują koszty, nie powiem, że było mi wtedy łatwo, bo nagle pół dnia zajęła mi praca a przez kolejne pół musiałam nadrabiać wszystko przy obecności córci, więc 2 razy ciężej mi było. Doszło do tego, że zaczęłam zapominać o ważnych i mniej ważnych sprawach bo nie mogłam wszystkiego ogarnąć. Praca mi się podobała, to fakt, ale było mi strasznie ciężko, zwłaszcza jak córcia co chwila chorowała i nie wiedziałam co mam z nią zrobić. Teraz od nowego roku siedzę w domu i ogarniam się w końcu ze wszystkim, ale znowu jest presja rodziny, że mam iść do pracy a nie siedzieć i nic nie robić jak leń. Mam już przez to coraz większego doła, niedawno zaczęłam mieć problemy zdrowotne oraz nerwicę. Chciałam otworzyć własną działalność ale nie mam żadnego pomysłu i boję się że znowu coś mi nie wyjdzie. Nie mam również pomysłu na siebie ani na hobby. W kółko tylko słyszę, że jestem materialistkę, choć tak nie jest. Ostatnio doszły problemy zdrowotne córki a teraz mąż również ma poważne problemy, gdyż czeka go operacja i to za granicą. Sama też niewiem co mam już robić, żebym czuła się dobrze, spełniona i szcześliwa. Jestem poprostu załamana i nie mogę sobie z tym poradzić, choć wszyscy myślą, że jest inaczej bo chodzę, uśmiecham się, żartuję itp.
goskapolak
Ech a ja nie mam czasu na pierdoły.I może to jest metoda.Mam roboty po uszy a jak przyjdzie wiosna to pewnie w ogóle nie będę wychodzić z pracy.

W domu mam dorastającą prawie nastolatkę z foszkami,męża alkoholika,który na szczęście zjeżdża do domu w weekendy.A kiedy przyjeżdżam do mamy,mój chory na raka brat,który nie zamierza się leczyć potrafi zamknąć bramę i spuścić psy...
Muszę skupić się na zarabianiu kasy bo to ja muszę dom utrzymać.I kiedy mam chwilę słabości ta myśl od razu sprowadza mnie na właściwe tory.
I chętnie zamieniłabym się z Tobą,droga autorko(awve)
goskapolak
Jasne Geodonna ale tak to bywa,że jak czasu mamy za dużo to za dużo myślimy i się zastanawiamy.A jak widać nic dobrego to nie daje...
mycha2706
A ja wciąż zapominam o Sekrecie:/Muszę obejrzeć/przeczytac raz jeszcze. bo było mi dobrze kilka dni po ... :)
MamaMaya
dziewczyny dzięki za te wszystkie słowa jesteście wspaniałe! ja absolutnie nie chce żyć przeszłością i plakać że tamte czasy nie wrócą - chcę być szczęśliwa tu i teraz, cieszyć się tym co mam, ale ciagle nie wiem czemu nie potrafię. Tzn. trochę wiem czemu.... Mój mąż. Tak jak napisala @anu80 jej facet jest podstawa jej szczęscia bo mają wspólne pasje, marzenia, podejście do życia. A u mnie jest wręcz w drugą stronę... Czuję się "stłamszona" przez niego, nie mogę być tym kim chcę, żyć tak jak chcę, a jak już coś chcę zrobić po swojemu to albo wbrew niemu albo po kryjomu.... Przecież to bez sensu....
Ups, chyba coś nie działa. Prosimy, odśwież stronę lub spróbuj ponownie później.