Menu

Granica wolności w związku

Gdzie waszym zdaniem leży granica wolności w związku? Czy uważacie, że samodzielne wyjście z kolegami czy koleżankami jest w porządku czy też dla was absolutnie nie do pomyślenia? Jak określić granice wolności, żeby nie skrzywdzić drugiej osoby, a jednocześnie nie przesadzić w drugą stronę? Czy da się być z kimś, nie uważać go za swoją własność, dać mu wolność, a jednocześnie wymagać i być szczęśliwym? Czy waszym zdaniem im krótsza smycz tym szybciej się zerwie? Opowiedzcie czym w waszym rozumieniu jest wolność w związku.

Ania
 2236  6

Odpowiedzi

Kubusiowa
wiem z własnego doświadczenia że im bardziej kontrolujesz tym większa jest potrzeba wolności.. niestety to tak nie działa, każdy potrzebuje własnej przestrzeni i powietrza, dopóki trzymamy się zasad które związek budują wszystko jest oki i nikt nikomu smyczy zakładać nie musi
Punia
ustalanie twardych zasad w związku, które ograniczają swobodę i wolność prowadzi do ruiny emocjonalnej i rozpadu związku albo co gorsza do toksycznego związku. dla mnie i mojego męża oczywiste jest, że potrzebujemy kontaktu z innymi ludźmi a ze względu na małe dziecko dzielimy się terminami- czyli raz ja wychodzę z kolegami na lotki raz on i po powrocie opowiadamy sobie kto był i co u znajomych słychać :-) wychodzę z założenia jak mąż będzie chciał mnie zdradzić czy odejść to poprostu to zrobi więc jakieś zakazy to poprostu bzdura....
Renatka2019
Iwonka doskonale to ujęła :)
justii34
Tak sie milo pisze ale kiedy mjój spedza czas po pracy na kawalerskim,pepkowym..tp.to skóra mi się jeży ,bo wiekszść kolegow zabawia się potem gdzieś indziej wstyd pomyslec ,o czym żony nie maja zielonego pojecia-naszczescie moj zalicza sie do tej lepszej strony jest ich tak niewielu i wraca grzecznie do domu nastepnym autobusem i z wyraznym wygladem...hiihih . To zalezy od charakteru -czy nie zbładzi?jestesmy tylko ludzmi i musimy wierzyc ze wszystko bedzie ok i nas nie dotknie zadne zlo. P.S a teraz ludzie nawet psow na smyczy nie trzymaja,wrrrrrrrrr
aniol
u nas to troche inaczej wyglada cale malzenstwo to tak bylo ze wszedzie razem i nigdzie mojemu samemu niepozwalalam wychodzic bo juz mial zle mysli .moj czasmi mial mi za zle zetrzymam go jak psa na smyczy .mowilam ze moze wysjc jak chce ale on wiedzia ze i tak ja mu zrobie albo awanture albo bede wyc do poduszki .pierwszy raz wyszedl na impreze firmowa pozwolima mu ale przyszlo mi to bardzo ciezko cla noc wylam ze poszedl tam bezemnie jakby niemzna bylo zoy wzaisc .nieumiama sie z tym pogodzic i po jakims czasie pokucilismy sie o to .zaczeam chodzic do psychiatry na konsultacje ze nieradze sobie z nerwica i zazdroscia dostalam leki .zaczelam byc spokojniejsza i teraz juz tak niekontrluje meza ale on wcale niechce wychozic hihi teraz mowi ze fajnie ze ja sie wyciszylam ale on woli ze mna spedzac czas.pewnie nadejdzie taki dzien ze bede miala probe czy dam rade ale wiem ze musze bo inaczej to mnie zniszcyz .podziwaim meza ze tyle lat byl i wspieral tlumaczyl ze mnie niezdradzi ze niepotrzebnie sobie wymyslam bajki ..ja mu wierzylam ale ciagle psrwdzalam .teraz jest ok ale i tak razem wszedzie chodzimy .moj maz nielubi wychodzic z kolegami co mnie cieszy bo mi sie to niepodoba on zaprasza kumpli do domu na piwko czy kawke .
Ups, chyba coś nie działa. Prosimy, odśwież stronę lub spróbuj ponownie później.