Menu

Hejo jak wspominacie moment kiedy zaczał się poród ??

Tak mnie naszło na takie myślenie o tym jak będzie wyglądał ten moment.... hihi, pozdrawiam

bondomina
 487  12

Znajdź pytania na ten sam temat:

Poród Zdrowie poród

Odpowiedzi

monkawwa
Ja bardzo lubię wspominać tą chwilę, i często wracam myślami jak już to wszystko minęło i zobaczyła moją córkę:) - bezcenne:)).
Anulkaa
Ja pamiętam dokładnie jak mi się skurcze zaczęły i z ciekawości patrzyłam na zegarek, czy to na prawdę tak jest że co np. 20 minut, potem co 15 min. I faktycznie, jak w zegarku :)

Już 2 tygodnie przed terminem wylądowałam w szpitalu i jak mi się zaczęły skurcze, to dopiero jak miałam co 4 minuty to poszłam piętro wyżej na porodówkę (o własnych siłach z butelką wody i ręcznikiem pod pachą). O 3:30 nad ranem tam poszłam, a o 8:40 już miałam na rękach córeczkę.

Chwila BEZCENNA :)
alinagj1o2
Jak rodziłam ostatniego syna to pomyślałam jak mogłam świadomie i dobrowolnie wpakować się w to trzeci raz . Potem przeszła mnie myśl że przy wcześniejszych porodach nie krzyczałam i chyba teraz nie będę bo sobie wstydu narobię .
tlolek
jak wspominam moment porodu...śmiesznie :)
pierwszy poród...
Szykuje się do wyjścia do fryzjerki -przyjaciółki na nowy fryz i pogaduchy. Skurcz, dziwnie mocny.Jeden, drugi, trzeci.Patrzę na zegarek z jaką częstotliwością...
mmm no dobra dzwonie do położnej.
"Pani M. bo chyba mam skurcze, ale słabe co jakieś 3minuty..."
"No to chyba się zaraz widzimy na oddziale..."
w drodze do szpitala telefon do przyjaciółki
"J. wiesz ja dziś nie przyjdę do Ciebie na kolor"
"A co się dzieje?
"A nic...jadę na porodówkę..."
5godz później już było po wszystkim

drugi poród...
Chwila odpoczynku po sprzątaniu, Synek śpi a ja oglądam "Rozmowy w toku" temat "depresje poporodowe".
Odpoczywam, leże na łóżku.Nagle takie dziwne uczucie. Ooo wody mi odeszły. Jupiii teraz to już musimy kupić nowy materac na łóżko....
Telefon do męża że ma się stawić w domu w trybie natychmiastowym bo to już czas...
Samochód, szpital, pogaduchy i żarty z położną.
Po 5 godz od odejścia wód już Córcia była ze mną.
Już po porodzie, obie śpimy na sali, nagle telefon...
Dzwoni fryzjerka- psiapsiółka
"Aga, gdzie Ty jesteś, miałyśmy dziś kolor robić !!"
"Dziś nie przyjdę..."
"A co się stało?"
"W szpitalu jestem, 12godz temu urodziłam..."
"hahaha no nie znowu..."
smerrfetka
Zaczęło się ok 24 pobolewanie podbrzusza jak na okres.Skurcze stawały się coraz boleśniejsze.O 4 rano obudziłam męża ,który smacznie spał(grins) o 6 rano w okropny mróz zapierniczaliśmy 250 metrów do taksówki,bo jak na złość zepsuło się nam auto dzień wcześniej (pasek klinowy strzelił)....Urodziłam małą o 15-45 dopiero..Czyli poród trwał 16 godzin....(wow)(wow)
lola86
Wylegiwałam się w łóżku z mężem , a skurcze męczyły mnie już od soboty (a była już środa ) i gdy tylko mówiłam jedziemy to następowała cisza . Więc odliczałam nagle zabolało tak mocno i zachciało mi się siku . Więc toczę się po tych cholernych schodach .(w myślach klnąc że mąż nie skończył jeszcze łazienki na piętrze ) otwieram drzwi łazienki i o wody mi odeszły . Więc wołam mężu jedziemy . I słyszę poczekaj bo śniadanie robie chcesz ogórka czy pomidora . Ej słyszysz , pytam czy jedziemy bo wody mi odeszły . Zanim skorzystałam z ubikacji to maż stał przy drzwiach z walizkom w ręku był już ubrany a auto już zapalone . A potem tylko 9,5 godzinki i mała już sobie smacznie jadła . I tak już jej zostało , mamusiu jemy coś słyszę co chwilkę (glodna)(glodna)
LaMandragora
1. porod...
godz. 8 rano... jakis dziwny bol brzucha...
mysle sobie "zaparcie, trzeba do ubikacji".
Ide... nie idzie.
Dobrze. Tancze taniec brzucha. Rusza jelita. Idzie.
Ide spac. I tak przez godzinke... co sie polozylam... to za jakis czas jakos tak bolalo i ubikacja. O 9.30 czy cos kolo tego ubikacja i taniec brzucha przestaly skutkowac. Na czworaka.
Mezu - wstawaj, chyba rodze. Mezu - jeszcze pospie, poczekaj z tym rodzeniem.
Nie. Nie poczekam.
Jedziemy.
Szpital Jakos krotko po 10-ej, bylismy tam migusiem. Badanie. 8 cm rozwarcia. Porodowka.
Mloda o 11:06 po drugiej stronie brzucha.


2. porod...

15 - godzina brzuch zaczyna nieco twardniec (6 dni po terminie), nie boli jednak.
Jedziemy do szpitala. 14.30 jestesmy, polozna podpina pod ktg.
Pokazuje skurcze, ale wg poloznej to nie sa skurcze porodowe. Rozwarcie 3 cm.
Siedze tam pod ktg do 16-ej. Odchodza wody, polozna bada, rozwarcie nadal 3 cm, skurcze nieporodowe.
Wysyla na usg. Ide.
Musze czekac na korytarzu, bo jakas kobieta wlasnie ma robione usg.
Na korytarzu chwytaja mnie bole. Siedze na czworaka przed drzwiami do usg.
Wychodzi lekarka, kaze wejsc, kaze sie polozyc. Klade sie. Kaze sie wyprostowac, trzeba zrobnic usg.
Za chiny ludowe nie moge sie wyprostowac, mam skurcze!
Dre sie.
Polozna slyszy i wpada.
- Ona rodzi...
Jedno parcie i mloda wyskakuje poloznej na rece. Jest godz. 16.20.


3. porod...

Jade o 18-ej do szpitala. Twardy brzuch. Podpinaja pod ktg. Nie ma skurczy. Za to dziecko ma za wysoki puls.
Trzeba kroplowke, bo znaczy ja odwodniona. Nawadnianie.
Zero skurczow.
Rozwarcie 3 cm.
O 23-ej polozna konczy zmiane, przychodzi sie pozegnac.
- No pani Kasiu, to kiedy rodzimy wreszcie?
Ja ze smiechem:
- No chyba nie dzis. Mi sie dzieci rodza tak, ze pasuje data narodzin i godzina... jak 11-ty to 11-ta, jak 16-ty to 16-ta... a tu jak... mamy 26-ty... nie ma 26-tej.
Polozna patrzy na zegarek i:
- No... mamy zaraz 27-my, to o 00:27.
Do drugiej poloznej wychodzac:
- Ta pani urodzi o 00:27.
Ok. 23:45 zaczynaja sie skurcze. Widac na ktg. Ja czuje cos.
Puls mlodej jest ok.
Pojde sie przebrac do pokoju (nie mialam do tej pory okazji).
Ok, ale jak zaczna sie mocne skurcze, wracac.
Dochodze do pokoju, przebieram sie. 00:05 wracam juz na czworaka.
Rozwarcie 9 cm.
Mloda przychodzi na swiat o 00:25.



Ot... i tak sobie to w skrocie sie zaczynalo i tak sie konczylo. Nic spektakularnego.
LaMandragora
14.30 jestesmy, - mialo byc 15.30 :D
niki30041988
W pierwszej ciąży miewałam nie regularne skurcze więc się tymi prawdziwymi nie przejmowałam, aż do momentu jak chciałam spać, a nie mogłam, bo nagle mi się siusiu chciało a nie mogłam, położyłam się dalej spać, aż poczułam, że wody mi odchodzą, wstaję i bach o 4.15 budzę mojego Ł, że rodzę, 5.20 znaleźliśmy się na porodówce, taka młoda i miła położna podłączyła mnie pod ktg, przyszedł lekarz bada mnie i mówi 6 cm rozwarcia, położna zrobiła mi szybki kurs porodu, wszystko mi wytłumaczyła, kiedy przeć i jak, zagadywała, mówiła co podaje i po co szkoda, że nie ma więcej takich kobitek jak one, dzięki niej mój pierwszy poród był bolesny ale i piękny, o 8.15 ostatnia faza porodu mój Ł. podtrzymywał mi głowę do przodu bo byłam zmęczona, położna mówiła kiedy przeć, widać już było główkę, położna na to "widać czarny łepek po tatusiu, pani Moniko dajemy z siebie wszystko" i o 8.30 moja Julitka pojawiła się na świecie, płakałam ze szczęścia mówiąc do Ł. "mamy córeczkę, naszą córeczkę" pierwszy raz widziałam mojego mężczyznę jak mu łezka z oka płynie ze wzruszenia. Drugi poród oj nie wiedziałam czy rodzę, ale mój mężu bał się, bo wykryto u mnie paciorkowca gbs i jechałam z nieregularnymi skurczami , zajechaliśmy o 5.00 rano, 5.45 na salę mnie w końcu zawieźli, bo kobieta mając poprzednie dane (w tym samym szpitalu rodziłam poprzednio) męczyła mnie durnymi pytaniami, dopiero jak mnie lekarz zbadał odeszły mi wody i zaczeły się regularne skurcze i 4 cm rozwarcia, akcja porodowa szybko przebiegała, musiałam przypomnieć o GBS podano zastrzyk, położna była bardzo miła, również z powołania, mała o 8.15 pojawiła się na świecie, zaplątała się pępowiną wkoło szyi przestraszyłam się ale mnie uspokojono, zawołali męża na przecięcie pępowiny, Emilce na szczęście nic nie było:). Pod koniec usłyszałam od położnej, że gdyby więcej kobiet rodziło tak jak ja, było by przyjemniej.
czekoladka22
mój pierwszy poród nie był za miły :( w domu po sexie zaczeły sie skurcze... gdy przyjechałam okazało sie że to już na szczęście był przy mnie mąż było to 26 tygodni tyle ile mam teraz w obecnej ciąży .. a że lekarze mówili mi od początku że albo dzieci urodzą sie martwe ... niby byłam na to przygotowana ale jednak to nie jest takie proste sie przygotować bo jak sie przygotować na śmierć i to jeszcze podwójną.. niby było małe rozwarcie ale przebili mi wody i przyszły skurcze po jakichś 5 minutach parcia gdy już rozwarcie było 10 cm pokazali mi na 5 sekund z daleka synka i gdzieś zabrali potem okazało sie że drugi źle sie ułożył i lekarka siłą mi go wepchała spowrotem i obróciła za ok 5 następnych minut następny był już z nami ale tego mi już nie pokazali bo stwierdzili ze nie żyje okazało sie że położyli je w inkubatorze i patrzeli jak umierają nic nie zrobili żeby ich ratować po 30 i 45 minutach chłopcy zmarli a ja prze ten czas leżałam na korytarzu .. a potem wróciłam do pokoju gdzie leżałam z dziewczynami ... " 5 lat temu"
Więcej razy nie chciałam tam rodzić ale nie wiedziałam że mogę rodzic gdzieś indziej !

po ponad roku znów był romantyczny wieczór więc sexik mile widziany no i znowu przyszły skurcze na szczęście było to tylko 2 tygodnie przed końcem :]
Bałam sie bo pamiętałam poprzedni poród i nie wiedziałam jak teraz będzie ale na szczęście wszystko było ok córcia była duża 3050kg szybko wyszła bo mnie nacięli i zdrowa przede wszystkim:]
poród ogólnie bardzo krótki "4 lata temu"

Ponad rok temu znów rodziłam w tym samym szpitalu ale jeździłam tam 3 razy z rozwarciem 2 cm za każdym razem miałam już wszystkiego dojść a to znowu za sprawą "sexu" tym razem niestety nie podziałało tak jak miało:] jak już dostałam 3 raz skurczy nie za sprawą sexu wiedziałam ze to już synka urodziłam jeszcze większego o 50 czyli 3100kg i urodziłam go choć juz chciałam sie poddać bo pani położna chciała żebym urodziła bez nacinania i jak już miałam główkę w kanale myślałam że nie dam rady tak bolało że myślałam że chyba wolę żeby mi zrobili cesarkę i wyjęli go w końcu:] ale dałam rade i zaraz po wyjściu mój maluch prawie obsikał pielęgniarkę:]

Teraz czeka mnie następny poród i nie mogę sie doczekać(jeszcze 3 miesiące) kiedy będę miała następne maleństwo koło siebie następną córcie :]

Każdy poród był szybki więc nie by ło tak źle ogólnie chyba ok 2 godziny u mnie trwa wszystko :]

Teraz jeszcze myślę o aktywnym porodzie tylko nie wiem czy dam rade :]
malutka543
Moj porod wpominam bardzo milo:) 2 dni pobolewal mnie brzuch jak na okres 3 dni przed terminem na wieczor dostalam skurczy, sama w domu, ukochany w pracy zaczelam sie troszke bac ze nie zdazy wrocic, ze nie dam rady sie do niego dodzwonic, skurcze coraz czesciej, sms do znajomej ktora mieszka blisko 5 minut i jest u mnie skurcze co 4 minuty.. no to czas dzwonic do pracy zeby przyjechal bo to chyba juz czas.. wrocil z pracy mina przerazona.. dzwonimy do szpitala (jako ze w Anglii mieszkam wiec trzeba pierw zadzwonic) uslyszelismy ino "prosze wziac 2 tabletki paracetamolu i jak skurcze stana sie mocniejsze i czestsze prosze zadzwonic" no i wszystkie skurcze ucichly.. nastepnego dnia od samego rana skurcz co 3 minuty no ale nie byly bardzo mocne dzwonimy do szpitala okolo godziny 12, mowia ze mamy sie wstawic do szpitala, tam mnie obejrzeli, sprawdzili jakie rozwarcie, dali tabletki przeciwbolowe i odeslali nas do domu. Okolo godziny 17 skurcze zaczely sie nasilac przyszla moja siostra.. bole jak przy miesiaczce (a miesiaczkowanie mam straszne), co chwile chce mi sie do toalety.. probuje sie zdrzemnac ale nic z tego skurcze co 2 minuty juz nie moge wytrzymac z bolu siostra mowi ze zaczynam rodzic.. dzwonimy do szpitala okolo godziny 20 zjawiamy sie w szpitalu ledwo docieram do sali w ktorej mialam rodzic skurcze co kilka krokow. Polozylam sie na lozko bardzo mila pani Polozna mnie zbadala i wyszla.. za chwile wrocila i mowi ze moge wejsc sobie do wanny usmiezy mi to bol skurcze co 30 sekund lecz wody dalej nie odeszly polozna przygotowala mi kapiel, przyniosla mi gaz rozwesalajacy jako ze nie chcialam zadnego innego znieczulenia skurcze zrobily sie nieregularne czasem co 2 minuty czasem co 5minut okolo godziny 21:10 odeszly mi wody wiec malzonek polecial po polozna no i czas wyjsc z wanny i przeniesc sie na lozko.. polozna kazala ulozyc mi sie na kolanach i rece wesprzec sobie na oparciu z lozka polozna ino zagladala czy widac dzidzie.. i co jakis czas mierzy puls, polozna chce przypiac mi pasy zeby moc kontrolowac puls dziecka ale.. ale nic z tego akcja porodowa sie zaczela nagle wbiegaja 3 inne kobiety nie wiem co sie dzieje.. slysze ino ukochanego "kochanie chcesz gaz", polozna mowi zebym sie odwrocila i polozyla na plecach.. a ja jak sparalizowana nawet drgnac nie moge. 21:24 polozna mowi to juz czas.. no to zaczynamy.. slysze ino jak polozna mowi do mnie oddychaj.. nie przyj oddychaj... 21:25 corcia juz przy mnie.. caly bol minal.. ulga ogromna.. podchodzi lekarka i mowi ze zastrzyk musi mi dac (a ja strasznie boje sie zastrzykow).. w tamtej chwili nic dla mnie nie bylo wazne jak tylko moja corcia.. nie czulam nawet uklucia.. nie wiem nawet kiedy lozysko wyciagneli ani nic..byla tylko Córcia;)
Ups, chyba coś nie działa. Prosimy, odśwież stronę lub spróbuj ponownie później.