Menu

Jaka jesteś...?

Jaka jesteś w trudnych sytuacjach życiowych? Jak zachowujesz się gdy Twoje dziecko choruje lub mu coś dolega, a Ty nie bardzo wiesz co mu jest lub nie bardzo możesz/umiesz mu pomóc...?
Czy jesteś twarda, odważna i zachowujesz zimną krew... nic nie może wyprowadzić Cię z równowagi?
Czy jesteś wrażliwa, słaba psychicznie, panikujesz i płaczesz?

Ja osobiście staram się zachować w miarę rozsądnie w razie jakiegoś zdarzenia ( dwa razy byłam świadkiem niegroźnego wypadku, do którego wzywałam służby ratownicze, raz do pożaru wzywałam straż pożarną... mimo, że świadków zdarzenia było wielu, tylko ja zdecydowałam się wezwać pomoc)
Jednak, gdy chodzi o chorobę mojego dziecka... banalne zapalenie oskrzeli czy gardła, wysoka niedająca się zbić gorączka itp, staję się bezradna, słaba i spanikowana...

cela
 604  17

Znajdź pytania na ten sam temat:

zachowanie się w danej sytuacj

Odpowiedzi

beatka7623
Raczej zachowuję zimną krew (kciuki) Nigdy nie panikowałam albo płakałam W sumie to u nas rodzinne - babcia była pielęgniarką z 40 letnim stażem Także panika nie była wpisane w nasze życie ona nas nauczyła trzeźwo i rozsądnie oceniać sytuacje I w wielu przypadkach radzić sobie (kciuki)(kciuki)(kciuki)
Juli1303
Jeśli chodzi o dziecko zawsze jestem słaba....Jeśli chodzi o życie zawodowe jestem twarda i często mi ludzie mówią ze jestem silna i trzeźwo myśle , do tego jestem surowa. jesli chodzi o małżeństwo to jestem obiektywnym uczestnikiem...zawsze kieruję się dobrem objga niż samej siebie. Jeśli chodzi o kobietę- jestem stanowcza, tajemnicza i złośliwa. W życiu prywatnym jestem duszą towarzystwa, sarkastyczna, szczera do bólu . A jeśli chodzi o duszę to zostwię to dla siebię...
beatka7623
A co najbardziej mnie wkurza to to że moje co niektóre koleżanki wzywaja karetke do dziecka które ma np 39,5 st temperatury (zla) Jak im mówię żeby tego nie robiły to one są mądrzejsze a i tak na moje później wychodzi Zabieraja komuś mozliwość szybkiej pomocy (zlosc)
lola86
Ja raczej troszeczkę panikuje ale tylko jeżeli chodzi i moją córę i mamę .Mój mąż to straszny panikę sieje jak mała ma katar lub małą gorączkę . Ale gdy wczoraj wracaliśmy do domu z podróży ,Byliśmy światkiem wypadku .Mój maż reanimował dziewczynkę ok 11 lat 20 minut aż dojechała karetka .W takich sytuacjach zachowuje zimną krew
cela
@beatka7623 to aż taką panikarą nie jestem(krejzolka)
A jak dzwonie do swojego pediatry, aby zasięgnąć rady, to najpierw się uspokajam i układam plan rozmowy, aby to nie brzmiało chaotycznie.
samanita
Niestety w takich chwilach panikuje, Dagmara miala zwykly katarek, a ja plakalam bo balam sie, ze w nocy sie udusi. Mielismy kiedys tez takie zdarzenie, ze zapalil nam sie samochod w trakcie jazdy. chcialam wyskakiwac jeszcze zanim sie zatrzymalismy, jak w koncu wyszlam i ucieklam kilk metrow dalej, a maz podniosl maske i okazalo sie ze jest ogien a my nie mamy gasnicy(jechalismy nie swoim samochodem) to dopiero zaczelam panikowac. Moj maz jest ta "trzezwa" osoba w naszym zwiazku, potrafi zawsze zachowac zimna krew i wie co robic. Moj tata ma cukrzyce i ja przy ataku cala sie trzese, a co za tym idze robie wszystko wolniej on raz byl jak mial atak, w dodatku jezyk wpadl mu do gardla i zaczal sie dusic moj R odrazu powoli wiedzial co robic spokojnie i opanowanie
tymianek
(kwiatek) miałam dwie "krwawe" sytuacje w okresie letnim i różnie się zachowałam. Pierwszy przypadek dotyczył obcego chłopca na placu zabaw, który jakoś niefortunnie się wywalił i leciała mu krew z nosa, był cały obdrapany i trochę potłuczony. Chłopiec był pod opieką ojca, który kompletnie nie wiedział jak się tamuje krew, dlatego podeszłam i pomogłami im, niby nic, ale pomimo, że było dużo osób, to tylko patrzyli jak dziecko zalewa się krwią . Także tu byłam spokojna i opanowana(aniol)
A drugi przypadek dotyczył mojego synka, który walą głową w metalową futrynę i "rozbił" sobie głowę ( skończyło się 1 szwem) - jak zobaczyłam u niego krew i rozcięcie, to nie mogłam sie opanować i zaczęłam płakać. Ale jak zobaczyłam, że mój synuś też zaczyna płakać, to się szybko wzięłam w garść i pomimo trzęsących rąk starałam się mysleć racjonalnie , czyli tel do męża, żeby przyjechał jak najszybciej, tamowanie krwi, szybkie ubieranie się i synka i obserwacja . Także nie wiem raz staram się być opanowana, pomimo telepania w środku (grins)
Achcha
Kiedyś byłam zahukana i bałam się reagować tak jak powinnam i serce podpowiadało. Myślałam co będzie jeśli przesadzam, skrytykują mnie, wyśmieją? Teraz jest inaczej. A jeszcze gdy chodzi o zdrowie dziecka! Po doświadczeniach w szpitalu z pierwszym synem (niechętne udzielania jakichkolwiek informacji, opryskliwe pielęgniarki, niezainteresowani pacjentem lekarze...) zmieniłam się diametralnie: wypytuję o każdy najdrobniejszy szczegół, zadaję nawet najgłupsze pytania jeśli mam jakieś wątpliwości, walczę o swoje prawa. Jednocześnie panikarą nie jestem. Zawsze staram się przemyśleć swoje działania, gdy jest czas.
Starszy syn poparzył się herbatą i bez namysłu wstawiłam go do wanny i polałam chłodną wodą, dopiero po chwili dotarło do mnie, że przecież zimno mu było ale w szpitalu lekarz powiedział, że b. dobrze, że momentalnie go schłodziłam bo poparzenia tak rozległe są b.niebezpieczne. Miałam zakodowane, że poparzenia się schładza tak jak i inne odruchy przy zagrożeniach. Syn koleżanki zakrztusił się cukierkiem i mając w pamięci moją mamę ratującą mojego siostrzeńca złapałam małego i odwróciłam do góry nogami a cukierek wypadł.
Sprawa ma się inaczej jeśli chodzi o gorączkę. Mój starszy (bo młodszy na szczęście jeszcze nie miał jej ani razu) tak jak i ja miewa ją bardzo rzadko ale konkretną - powyżej 40- 41 st i bardzo trudno ją zbić! Gdy leżał w nocy półprzytomny a ja robiłam zimne okłady, sprawdzałam co chwilę czy trochę już jest chłodniejszy to wciąż zastanawiałam czy jeszcze poczekać, może dać jeszcze jeden czopek, czy zadzwonić do szpitala i zapytać bo nie wiem czy on taki śpiący czy w tak złej kondycji.... Brrr! Nie lubię jak moi chłopcy chorują!
Kasik34
Jesli chodzi o dzieci to niestety czesto panikuje.Jak syn byl w szpitalu (mial wycinane polipy z nosa) i przywiezli go juz po operacji to zalalam sie lzami szczescia,nie moglam sie uspokoic.Nawet najmniejsza dolegliwosc moich dzieci zaraz wyprowadza mnie z rownowagi.
beatka7623
@cela (grins) Oby tak dalej (kciuki) Bo na prawdę znam panikary i uwierz mi można mieć dość (grins)
beatka7623
@Achcha jesli chodzi o temperaturę to jesli jest taka wysoka i nie chce się zbić to jest to zrozumiałe że sie dzwoni na pogotowie ale są możliwości jej zbicia i najpierw te trzeba wykorzystać a nie od razu wydzwaniać I wiem co przezywałaś moja mała ostatnio miała 40,3 st Całą noc nie spałam tylko jej zbijałam ta temperaturę ale sie udało (kciuki)
renata29
Kiedy moje dziecko chorowało nie panikowałam a w jakichś nagłych sytuacjach wymagających natychmiastowej reakcji jeszcze się nie znalazłam ale pewnie bym spanikowała i nie wiedziała co robić.
Achcha
Beatka7623! Ja mam zawsze czopki przeciwgorączkowe w domu bo syropki gówno dają! A i tak różnie bywa ale po pogotowie nie dzwonię, ewentualnie dzwonię na izbę przyjęć dziecięcą do szpitala, mówię co i jak, co podałam i pytam o ile więcej mogę podać niż to podane w ulotce. Dzwoniłam też na izbę czy mam przyjechać jak syn przyfasolił w futrynę i miał na głowie śliwkę (już wiem skąd taka nazwa!!!!!(pout)(pout) ) na pół czoła! Kazali mi go obserwować i cieszyć się, że skóra nie pękła i nie trzeba szyć.
Iwona1977
@beatka czasem z niegroznie wygladajacej sytuacji moze wyniknac cos naprawde groznego...sama sie o tym przekonalam ,moje dzieciaki przy chorobach nie goraczkuja ... starsza jak miala wyrostek miala tylko 37,5 st i tez myslalam ze to zwykly bol brzucha i zachowujac zimna krew podawalam srodki przeciw bolowe, i kropelki na zoladek ktore pogorszyly stan... dopiero jak temperatura wzrosla do prawie 40 ,a ja nie moglam jej zbic ,zdalam sobie sprawe ze to wyrostek i wpadlam w panike...bo dopiero wtedy nogi nie mogla przyciagnac do brzucha ..a jeszcze ta lekarka ktora stwierdzila ze dziecko symuluje i przepisala kolejne ziolka na zoladek...moglam sie mylic bo lekarzem nie jestem ,wiec te ziolka
podawalam ,ale na drugi dzien stan sie pogorszyl i pojechalam do szpitala...jeszcze godzina a dziecko by zmarlo...takze warto byc ostroznym,kazy kaszel ,chrapka , czy goraczka zawsze cos oznacza i nie zawsze musi to byc cos "normalnego" co da sie zwalczyc srodkami przeciwbolowymi...moze tez oznaczac powazniejsza chorobe





kaszel
monique25
staram sie byc opanowana i spokojna pewnie dlatego że moje dziecko nie choruje ; ale pamiętam sytuacje kiedy miał jelitówkę z podejrzeniem rotawirusa ... groził nam szpital ... oj cięzko było :( odchodziłam od zmysłów , ale na szczęscie przeszło i wszystko wróciło do normy... oby nigdy więcej
kreskah
dawniej jak widziałam jakiś wypadek, czy komuś obcemu coś się działo, paraliżował mnie strach i przerażenie, nie byłam w stanie nic zrobić, nogi jak z waty, okropne to było uczucie takiej bezradności. wydaje mi się, że "stwardniałam" odkąd zostałam mamą. stałam się bardziej opanowana i potrafię zachować zimną krew, aż sama się sobie dziwie. maż bardziej panikuje, a ja działam, robię co się da, nie zastanawiam się i nie zalewam łzami.
ostatnio musieliśmy stawić czoła poważnej chorobie męża, dwa tygodnie leżał w szpitalu, na szczęście się wykaraskał, choć bałam się, wiedziałam, że nie mogę się stresować, bo dzieci potrzebują opanowania mamy. zwłaszcza to w brzuszku odczuwa bezpośrednio moje nastroje, ale i Amelka, też znalazła się w trudnej sytuacji, nagle taty zabrakło w domu, tym bardziej dla niej chciałam zachowywać się jakby nigdy nic, żeby nie odczuła, że dzieje się coś złego.
Ups, chyba coś nie działa. Prosimy, odśwież stronę lub spróbuj ponownie później.