Menu

Kłótnia o pieniądze - rozwiązanie problemu..

Zacznę od początku. Jest sobie pewna para (nie małżeństwo), posiadająca jedno dziecko, oboje pracują, facet zarabia więcej od kobiety ale im to nie przeszkadza. Ona rozporządza wspólną kasą (zakupy, rachunki itp.) ale On ma wgląd do funduszy, bierze ile chce i kiedy chce, wydaje na co chce. Od pewnego czasu jednak On stwarza problemy, liczy tylko to co wydaje Ona, nie bierze pod uwagę tego ile i na co On wydał, żali się, że musi pracować od rana do nocy, żeby mieli co jeść a Ona tak łatwo wydaje pieniądze.. A tak naprawdę pracują tyle samo godzin, choć faktycznie On łapie jakieś "fuchy" po pracy ale kasę zazwyczaj wydaje na fajki, piwko, coś dla dziecka, jakieś przyjemności, ogólnie rzeczy bez których na codzień można się obejść. I tu tworzy się pytanie.. Czy to jest dobry pomysł aby zaczęli liczyć w stylu "moje to moje" a "twoje to twoje"? Czyli każde zarabia na siebie, dzielą się na pół rachunkami, składają się na jedzenie i utrzymanie dziecka.. Czy Waszym zdaniem może skoro są parą i prowadzą razem gospodarstwo domowe, powinni wspólnie zarządzać kasą, no nie wiem, np. zapisywać ile i na co wydali? Co Wy byście zrobiły w takiej sytuacji?

Panterka
 1288  12

Znajdź pytania na ten sam temat:

pieniądze jako problem w związ kompromis

Odpowiedzi

andziabuziak
JEDEN MIESIĄC PŁACE JA RACHUNEK DRUGI ON ! LECZ W TYM MIESIĄCU ON ZAKUPY DO LODÓWKI ROBI!.
a by źle nie było tworzymy konto dla dziecka i po 20zł miesięcznie na konto! oboje:) mysle że świetne rozwiązanie
Edytka85
Nie wyobrażam sobie mieć dwóch różnych kont i "dzielić " się wydatkami. Przed ślubem mieszkaliśmy razem z przyszłym mężem w Czechach, oboje pracowaliśmy, mieliśmy wspólne konto i jakoś nikt nikomu niczego nie wyliczał. Teraz jesteśmy małżeństwem, ja nie pracuję i nadal mamy wspólne konto. Nie ma zgrzytów co do tego kto, kiedy i na co wydał pieniądze. Ale ja to ja..my to my... każdy jest inny.
daryjka87poznan
U nas jest tak ze maz mi daje na rachunki i na zycie.
andziabuziak
u mnie leżą pieniązki w banku i kiedy potrzebuje na zakupy wybieram i mąż kiedy chce tez wybiera ale nie zdazyło się kontrolowac jeden drugiego.
amalka
Cała pensja mojego męża wpływa na konto. Oboje mamy karty (ja z większym limitem) i korzystamy z nich kiedy potrzebujemy. Pieniążki zarobione przez nas oboje na "fuszkach" również wspólnie wydajemy. Nie wyobrażam sobie podziału na "moje i twoje". Dla mnie to chore...

W sytuacji opisanej przez Ciebie, zrobiłabym listę zakupów i wręczyłabym ją mężowi. Niech nabędzie wymienione produkty bo może nie ma świadomości ile kosztuje "życie"... W sumie to za każdym razem wysyłałabym go sklepu- nie zarzucałby mi rozrzutności. Dodatkowo podliczyłabym ile partner wydaje na piwko, fajeczki i taką samą sumę wydawałabym na własne przyjemności. A co!!! (grins)
MiJa
U nas w domu istnieje podział na moje i twoje ale tylko w stosunku do garderoby,bielizny i butów(smiech)(smiech)(smiech) No i jeszcze do poduszek(grins) I co więcej...wypłata mojego faceta wpływa na MOJE konto do którego tylko ja mam kartę(grins)(grins)(grins) I wiecie co...wcale się nie kłócimy o pieniądze(smiech)(smiech)(smiech)
alinagj1o2
Ja mam rozdzielność majątkową i uważam że to w moim przypadku było najlepsze rozwiązanie.Każda sytuacja jest inna i jak tak czytam że takie rozwiązanie uważane jest za chore to jest przykro coś takiego czytać.Wiele par ma osobne kąta i często są szczęśliwsze niż te ze wspólnym.
amalka
@alinagj1o2 tam od razu przykro... Moi rodzice również mają osobne konta ale zakupy robią wspólnie, wspólnie płacą rachunki, tata pali papierosy mamy a mama podpija mu piwko (smiech) Nie chodzi mi o to, że "chore" są osobne konta. "Chore" jest rozliczanie współmałżonka z każdej wydanej złotówki i "raporty" z wydatków. Chyba każdy rozsądny człowiek wie, że jeśli nie ma na chleb, nie ma na zbytki...

No i się wywnętrzę- żeby nie było (grins) Któregoś dnia (na początku wspólnego życia) P dał mi 50 zł (wówczas jeszcze nie miałam karty) Zrobiłam zakupy i nie zostało nawet na waciki. P zapytał gdzie się podziały pieniądze, strzelił mi wykład i.. nie opłaciło mu się (grins) Wywaliłam z lodówki to co nabyłam- taka prezentacja, rzuciłam w niego portwelem i oznajmiłam, że od tej pory nie obchodzi mnie co żre i nie robię zakupów. Głupio mu się zrobiło, przeprosił ale to nie koniec... Każdego dnia przyklejałam na lodówce paragony a jemu było coraz bardziej "łyso". W końcu błagał żebym przestała, bo mu wstyd (smiech) Gdy pierwszy raz wysłałam męża z listą zakupów wrócił zdziwiony, że ziemniaki tyle kosztują... Na mojego chłopa podziałało więc polecam (kciuki)
isiorek
u nas kasa jest wspólna - partner zarabia dużo więcej, ja tylko dorabiam na wychowawczym ale nigdy mi nie wypominał że tyra na nasze utrzymanie. co miesiąc przelewa mi pensje na konto bo ja mam internetowe a on nie i łatwiej tak płacić rachunki. mamy osobne oszcędnościowe dla córy i średnio 200 miesięcznie wpłacamy na większe wydatki, opłaciliśmy tak chrzciny, fotelik samochodowy dobry itp. partner zawsze zostaewia sobie coś na koncie na piwo, prezenciki czy kawe w pracy. nie ma też problemu jak pójdę do fryzjera lub kosmetyczki. większe zakupy oczywiście konsultujemy. a na przyjemności mamy świnkę i wrzucamy każdą 2-złotówkę. niby to 2 złote ale można sporo uzbierać a na codzień nie odczuwa się tej straty a raz w miesiącu można wyjść na kolacje
piasekpustyni
jakać dziwna parka...(zlosc)
ja nie pracuję, Mąż sam mi kase do portfela podrzuca i nawet nie wiem kiedy, wspomni tylko że włożył pieniądze do portfela... Kochany(prezent)(prezent)(prezent)
JustiSam
U nas najpierw idzie wyplata meza potem moja. Ile zostanie to zostanie. Gdyby byly takie problemy to rozdzielnosc finansowa byla by OK.
Ups, chyba coś nie działa. Prosimy, odśwież stronę lub spróbuj ponownie później.