Menu

kryzys po raz enty

w moim zwiazku po raz enty jest mega kryzys. Jestesmy razem 10 lat z czego 4 małżeństwem. zawsze było u nas burzliwie, nie wiem czy oboje mamy zbyt cięzkie charaktery czy jak. Mąż mi się oświadczył 5 lat temu, ale po pół roku wpadlismy i wzielismy szybki cywilny. Mieszkaliśmy wtedy u mojej mamy (tata nie żyje) mąz byl juz po studiach pracował a ja byłam na 4 roku. Dawał mojej mamie 300zł i to było na wszystko co niezbędne do życia prócz ciuchów. Nie wiem co robił z resztą wypłaty bo nigdy nie miał zamiaru mi się spowiadać. Potem jak przyszło kupowac rzeczy dla dziecka to był problem bo szkoda mu było i wtedy już zaczełam toczyć z nim bój o to. potem przycisnelam go aby cos wynająć bo chiałam mieć więcej swobody, no byc "na swoim" miał opory ale udało się. Wtedy zaczeła się jazda, bo okazalo się że cięzko mu się rozstać z wypłatą. Dawał mi po 10zł dziennie i dziwił się że chcę więcej :/ Nie pracowałam mimo że juz byłam po obronie ale nie miałam co zrobić z dzieckiem, a druga sprawa to taka że mąż zarabiał na tyle że bylibysmy w stanie wyżyć chocby przez ten czas jak mała bedzie mogła iśc do złobka czy aby znaleźć opiekunkę. Niestety mąz zaczął mnie traktowac jak pasozyta który wydziera mu cięzko zarobiona kasę. Poszłam do adwokata już wtedy, bo miałam dośc. Ciągle pożyczałam od mamy na życie a on nie dawał nic i nie mówił co dzieje sie z jego wypłatą. No i tak ten problem nam nawraca. Mąż był jedynie wniebowzięty jak pracowałam (ale to byla umowa na zastępstwo więc wygasła) - bo on jedynie robił opłaty a ja cała pensję wydawałam na nasze życie. Nie ma u nas nasze - jest moje i jego! jak np. chce wyjśc do kosmetyczki to musze prosić go o pożyczkę, potem musze mu oddać albo potrąca mi z kasy na życie. jak chcę coś do ubrania to wole mu się nie przyznawac i pożyczam od mamy kasę lub płacę z tego co uda mi się "zarobić" na szafce. Mąz uważa że jestem jak złodziej który chce u wydrzeć cała kase - nie rozumie że jesteśmy rodziną, że chcę abyśmy współnie rozporządali tym co mamy, żebysmy wiedzieli że w tym m-cu poszło na wszystko tyle i tyle a w drugim duzo mniej i reszte odkładamy na jakis wspólny cel. Teraz będę zaczynac prace i az mi się wszystko podnosi bo wiem że znów nic nie wskóram u męza bo mi powie "czego chcesz masz przeciez swoja kasę pracujesz!" Dziś powiedziałam mu że odchodze bo mam już dość. On zarzucił mi że chodzi o kasę, nosz ku....a jak się ma dom i rodzine to miłością sie nie da tylko żyć :( I czasem takie akcje zabijają wszelkie uczucia ale on tego nie widzi. Nie wiem czy ja może jestem zbyt pazerna czy jak? :( opisałam wszytsko pokrótce bo o tym to mozna by powieśc napisać :(

MamaMaya
 1517  26

Znajdź pytania na ten sam temat:

Przedszkolak Praca i Finanse finanse rodzina

Odpowiedzi

MamaMaya
p.s. "szafka" to taki odpowienidk allegro gdzie sprzedaję uzywane ciuchy po dziecku.
MamaMaya
ja wiem że powinna być - ale nie dlatego że mąż na tzw. waciki jej dać nie chce tylko po prostu po to aby wiedzieć że ją na coś stać.
clyde22
Szukaj wolności, bo jesteś bardzo zduszona... Możesz chyba na początek zaczepić się u mamy?... Złap chłopa sądownie za pysk, niech płaci na dziecko i niech w samotności pomyśli, kto i co jest dla niego ważne. Tobie i dziecku przyda się ten oddech...
Runka
jezeli podejmiesz decyzje ze jednak z nim zostajesz, a idziesz do pracy bedziesz miala swoje pieniadze to poprostu kupuj wszystko tylko dla siebie i dziecka, nie patrz sie na niego bo najwidoczniej on nie rozumjie tego ile sie wydaje na codzienne zycie... moj maz przez chwilie stwierdzil ze troche za duzo wydajemny wyslalam go kilka razy samego na zakupy z lista i stwierdzil szybko ze jednak ja wybierajac wydaje mniej :) ale nigdy nie wypomnial mi ze on mnie utrzymuje ( a faktem jest ze ja mimo ze dorabiam w domu troche to maz jest glownym zywicielem rodziny)... jak uda man sie w miesiacu cos zaoszczedzic to wydajemy to na przyjemnosci, a jak sa moje pieniadze (ktore nie sa regolarnie i w takiej samej kwocie) to sa one traktowane jako dodatkowa kasa na ubranie nas, na przyjemnosci na wyjscie do kina, na obiad na miescie itd... choc na poczatku bylo moje twoje ale z czasem maz sie nauczyl ze jednak tak daleko nie zajdziemy i jest nasze wspolne (mamy jedno konto wspolnie z niego korzystamy jedynie sie informujemy ze wyplacamy tyle i tyle w takim i takim celu aby nie bylo rozczarowan ze kasa gdzies umyka - a i tak umyka ;))
clyde22
Zadałbym sobie podstawowe pytanie: Lepiej razem, czy osobno?... I zrobiłbym to, co słuszne... Partnerstwo zobowiązuje - myślę...
Beatka2010
Mój też mi wydziela.Co prawda nie każe oddawać i zawsze da jak na coś potrzebuje ale to nie zmienia faktu że wydziela. Ja od dłuższego czasu borykam się z myślą o rozwodzie ale nie tylko dlatego że mi kase wydziela ale dlatego że między nami zima(głównie z jego strony) tylko że ja nie mam mamy,taty,siostry,cioci,babci czy nawet koleżanki do której mogłabym pójść ,Nie pracuje jak Ty a w dodatku zaraz będę miała już dwójkę dzieci bo za kilka dni mam termin. Do tego łaczy nas jeszcze kredyt hipoteczny i ogólnie sytuacja jest dla mnie bardzo nie ciekawa ;-( Pozastaje mi poczekać aż dziecko podrośnie drugie i wtedy iść do pracy i coś myśleć. Nie zgodzę się z tym że "zawsze jest jakieś wyjście"
Niestety ja kombinuje od dłuższego czasu i wujścia póki co z mojej sytuacji nie widzę niestety. Moi rodzice to alkoholicy (menele już) brat pija jak oni i u nich mieszka a siostra ledwo wynajmuje kawalerkę z chłopakiem/Nie mam nikogo a Domy Samotnej Matki przyjmują poprzez wcześniejsze okazanie skierowania z Mopsu które to zdobywa się długotrwałym czekaniem i ogólnie można ocipieć. Dziś wysłałam maila do Ośrodka interwencji kryzysowej ale czy oni tam pomagają takim jak ja??? Nie wiem. Ogólnie życie sobie zje..... na własne życzenie ale nie świadomie jednak. Teraz dzwigam krzyż :-(
clyde22
Becia, "kiedy Bóg drzwi zamyka, to otwiera okno..."
Kobiety z dwójką dzieci też zaczynają nowe życie... Ino pracę trzeba jakąś złapać i do przodu. Poddać się nie można...
amalka
Ja pier...!!! @Emilia a nie przyszło Ci do głowy, że kolejne dziecko było jej "po to", że go pragnęła!? Idiotyczny komentarz z Twojej strony i "wybacz-ale nie rozumiem..."

@Mikama chyba naprawdę niewiele w życiu przeszłaś, nie znasz realiów a i "głód w dupie nie zagościł". Zawsze jest jakieś wyjście? No proszę Cię... Idziesz do pracy za minimalną krajową, opłacasz żłobek (plus ewentualny transport do owego), następnie opiekunkę (żłobki czynne są na ogół do 16ej) i na życie zostaje Ci ile? NIC! Nie pisz głupot dziewczyno, bo widocznie pojęcia o wielu spawach nie masz. Podczas studiów, pomagałyśmy pewnej mieszkance domu samotnej matki (nagłośniłyśmy sprawę w mediach) i poznałyśmy realia. Myślisz, że te kobiety są tam z wyboru? Bo im tam dobrze? NIE!!! Dość miały gwałtów, bicia i poniewierania. Naprawdę można wyzbyć się wszelakich złudzeń i zwątpić w instytucję małżeństwa w takim miejscu... Proponuję Ci wycieczkę i rozmowę z kobietami, które "z wygody" nie idą do pracy... Może Ci się te naiwne oczka otworzą...

@Atena i Clyde (klaszcze)(klaszcze)(klaszcze)

@Beatko (kwiatek)(kwiatek)(kwiatek)

@MamaMaya proponuję podać mężowi listę tego, czego potrzebujesz by mu (ewentualnie) obiad ugotować i gacie wyprać, wyznaczając jednocześnie limit zakupowy 10,- Zobaczymy czy "poszaleje" w sklepie. Później dopisz rzeczy dla dziecka. Na Twoim miejscu przestałabym robić zakupy.

Oczywiście o tym, że bym takiego męża kopnęła "tam gdzie słońce nie dochodzi" nie muszę chyba wspominać...
jagoda30
Na dzień dobry podaj o alimenty (pomiętaj o rachunkach paragonach itp).Idziesz do pracu Brawo! tylko teraz niech sam o siebie zadba,pierze sprząta,gotuje,ROBI ZAKUPY.Miałaś chyba to "szczęście" trafić na ch.......o dusigrosza.....
Beatka2010
emilia2009 a nie pomyślałaś że drugie dziecko było chciane przez nas oboje i to tak na prawdę po moim zajściu w ciąże zaczeło się wszystko poważnie psuć??? Owszem były wcześniejsze sygnały ale nie chciałam ich widzieć bo ja nadal kocham męża i chciałam żeby to minęło i było dobrze,wierzyłam w to że tak będzie ale niestety jest coraz gorzej. Nie twierdzę że jestem idealna. Jest żle bardzo ale ja sama dzwigam ten krzyż i nie musisz rozumieć. Przyzwyczaiłam się do oceniania mojej sytuacji przez ludzi którzy nic o niej na prawdę nie wiedzą.
clyde22
Ładnie powiedziane, Asiu...

Cytując poetę: "Kobieta jest jak lilia: subtelny nie ośmieli się jej dotknąć - ale przyjdzie osioł i ją zeżre..."
Nena
Do tego co napisała eudaimonia dodam jeszcze ze możesz również wystapic o alimenty dla siebie- kobieta która nawet 5 minut nie pracowala zawodowo poza domem a jedynie w trakcie małżeństwa zajmowała się domem też ma do tego prawa- popytaj dokladnie prawnika rodzinnego. Jak mezus taki wyliczony to też go rozlicz!!! Głowa do góry, jest tam gdzieś inny facet ktory będzie ciebie wart!!!!bo to coś wcale na ciebie nie zasługuje!!!!
Beatka9316
To jest chore ... Twój mąż jest na prawdę egoistą... U mnie też tylko mąż pracuję i nie ma czegoś takiego, że daje mi 10 zł dziennie... Po prostu ja mam pieniądze bo to ja gotuję i robię zakupu więc to ja musze miec dostęp do gotówki... i to co on zarobi to jest nasze nie ma , ze jego jestesmy rodziną i to co ja zarobie albo on to wszytsko jest naszę. Nie dziwię Ci się, że się od niego wyprowadziłaś bo ja osobiscie tez bym sie wyprowadzila. Wiem latwo sie mowi na pewo bedzie Ci bardzo trudno bo go kochasz w koncu długo jestescie razem ale moze jak si ewyprowadzisz na jakis czas to przemysli sobie wszytsko i sam zmądrzeje .. Jeśli nie to nie ma sensu zebys z nim byla to jest bardziej meczarnia niz rodzina ...
amalka
Yyyy... a w którym miejscu Cię (a może cIĘ skoro tak wolisz) obraziłam, he? Będę pisała jak chcę, kiedy chcę i do kogo chcę. Takie są zasady forum. Jak się pANI nie podoba to niech pANI nie czyta. Nic prostszego (kciuki) Jeśli "zawsze jest jakieś wyjście" to czemu żebrałaś i spałaś na ulicy? No chyba, że to jest to wyjście i rada dla autorki pytania. Jeśli tak, raczej marna.

Na szacunek moja droga, to sobie trzeba zapracować. Znam cIĘ jedynie z wypowiedzi i jedynie na ich podstawie mogę oceniać. Ocena jest raczej niska...
Bestyjka
Kurczę..beznadziejna sytuacja. Ja w trakcie małżeństwa pracowałam tylko dorywczo za grosze ale czy moje czy jego pieniądze, to zawsze szły na nas. Nawet w narzeczeństwie mieliśmy wspólne pieniądze. Mój mąż może ma i milion wad ale wie ile co kosztuje i jakie są jego obowiązki względem rodziny. Dlatego nie boję się, że w razie ewentualnego rozwodu będę jadła piach i mieszkała pod mostem. Zdarza nam się kłócić o pieniądze ale rzadko dlatego Tobie współczuje niepewnej sytuacji. W trakcie małżeństwa można wnieść sprawę o alimenty na dzieci i na siebie bo mąż ma obowiązek wykładać pieniądze na zaspokojenie potrzeb rodziny, którą (chyba) świadomie założył. Oczywiście nie chodzi o to, że jest facetem i to jest jego obowiązek a o to, że on pracuje a ty nie. Daj mu popalić! Niech wie z kim ma do czynienia :))
MamaMaya
no powiem wasm że wczoraj zdarzyło się cos co kompletnie mnie dobiła i generalnie odechciało mi się życ. rano jeszcze mnie mama pytała czy mieszkania szukam itd. a już wieczorem kiedy do niej zadzwoniłam zaczęla się na mnie wydzierać że co ja wyczyniam, że niszczę życie mojemu dziecko, że jestem zawzięta, kłotliwa i pyskata i powinnam sie zastanowić że powiinam się zmienić i pogodzić z męzem bo marnuje sobie życie.... jak uszłyszłam te słowa to na poczatku mysłam że to mi sie chyba sni?! jakiś koszmar mówie, albo moja matka miała uraz głowy i cos jej sie tam poprzestawiało. nie mogłam uwierzyć że mówi to ona - co to jeszcze dzień wcześniej powiedziała że mojego męża na oczy nie chce widzieć i żebym przypadkiem nie spała z jednym łóżku z nim tylko mam iś na kanapę żeby se nie myślał że jest szansa na pogodzenie. wyłam jak bóbr cały wieczor powiedziałam jej że nie wierzę że to mówi że jest przeciwko mnie co się stało?! to wpadła w histerię że sobie zmije na piersi wychodowała, w sensie mnie.... że całe życie mi pomaga a ja zero wdziecznosci.. i jeszcze miw ygarneła że moje dziecko znerwicowane że krzycze na nie bez powodu, szok... gdyby nie to że mam dziecko to chyba juz by mnie tu dziś nie było i bym tego nie pisała wiecie?
MamaMaya
troszkę wiem czemu mama nagle tak zmieniła zdanie - niestety moja mama wdowa znalazła sobie takiego pana juz 4 lata temu co to od poczatku chcial miec ją na wyłączność nie pasował mu fakt że córka i wnuczka się ciągle między nogami mu plączą, a moja mama choć do chwili obecnej twierdzi że tak nie jest to ciagle mu ulega i niby taka niezalezna z niej kobieta ale on ją tak omotał taka cicha woda bo on taki szarmancki że potrafi jej nawet buty zakładać jak wychodzą (serio!) on ma dwie corki co to kariere robia i przyjezdzaja na swieta pochwalic sie zdjeciami i osiągnięciami a tak nie interesują się nim on ma stwardnienie rozsiana i gdyby nie moja mama to nie miał by co do garnka wlozyć bo ma marna rencinę a tu zycie jak w madrycie - wczasy, wyjazdy, kino teatr fajne mieszkanie, a to nowe dvd a to nowy aparat. niestety straciłam moja matkę bezpowrotnie szkoda ze nie liczy sie dla niej to ze jesteśmy same - ona i ja bez ojca mojego ja nie mam rodzeństwa... życ nie umierać.....
Beatka2010
eh... przykre bardzo. ja też na matkę moją liczyć nie mogę :-(
Ups, chyba coś nie działa. Prosimy, odśwież stronę lub spróbuj ponownie później.