Menu

Kryzys w małżeństwie po urodzeniu dziecka+teściowie

Hej! Dziewczyny proszę o wsparcie, bo jestem na skraju wyczerpania nerwowego. Otóż małżeństwem jesteśmy od 6 lat, parą od 7. Szybko zamieszkaliśmy razem, tzn z Jego rodzicami i było wszystko ok, tzn przeszkadzały mi niektóre rzeczy, ale jakoś przymykałam na to oko. Wszystko zaczęło się na poważnie psuć jak poroniłam pierwszą ciążę-brak wsparcia i bagatelizacja sprawy, pogłębiło się przy drugiej ciąży, gdy przyszło mi większość czasu spędzić w łóżku-brak zrozumienia i dogadywanie, a wszystko legło w gruzach jak urodził się synek-ciągłe wytykanie mi błędów, brak pomocy. Teściowa faworyzuje Męża siostr, Jej dziecko (6 lat) chętnie pilnuje, a mojego rocznego synka z wielką łaską. Z tego powodu poszłam na wychowawczy, bo teściowa powiedziała,że za nic w świecie nie będzie pilnować Małego, a po tmtego chodzi do szkoły i pilnuje. Mąż był cały czas za swoimi rodzicami, ale od jakiegoś czasu nie odzywa się do nich i wreszcie odciął pępowinę, teraz ja wracam do pracy, bo brakuje pieniędzy i będziemy się z Mężem wymieniać pilnowaniem Małego. Mam żal do teściowej, że nie zaproponowała mi tak jak swojej córce, że jak będzie trzeba to przypilnuje dziecka. Muszę Ją o to poprosić, ale boję się, że mi odmówi i że znów będzie awantura. Z Mężem są wzloty i upadki, 90% to upadki, ciągle mi wypomina i wytyka co robię żle, że za dużo Małemu pozwalam, że nie powinnam Mu bawić się garnkami, wchodzić na krzesło itp, ale on jest żywe srebro i próbując cokolwiek zrobić muszę pilnując Go oczywiście pozwolić na niektóre rzeczy, owszem kilka razy upadł, ale jeszcze nie raz tak będzie, nie mogę Go trzyma pod kloszem. Puenta jest taka, że czuję się tu w domu zaszczuta, jak jestem z rodziną moją czy znajomymi czuję się normalnie, miło, a tu z nimi jak jakiś psychol, nic nie wolno powiedzieć, bo obraza, trzeba ważyć słowa. Wiem rozwiązaniem byłoby się wyprowadzić, ale u Nas w grę wchodzi tylko wynajem, a co zrobimy z Małym, nie będzie Nas stać na nianię, a do żłobka nie chcę Go dawać, bo będzie ciągle chory (ostatnio łatwo łapie infekcje i jestem przewrażliwiona) i co ciągłe l4, mnośtwo kasy na leki. Nie mam możliwości zamieszkać u mamy czy rodzeństwa. Myślumy z Mężem o rozwodzie, on straszy mnie, że wyjedzie za granicę, ja Go straszę, że się wyprowadzę. Myślę o psychologu, sama nie wiem już co myśleć, co robić, mam totalny mętlik w głowie. Może któraś z Was miała podobną sytuację, jak sobie poradziłyście? Podrawiam!

sungirl25
 1421  13

Znajdź pytania na ten sam temat:

Partnerstwo i Rodzina kryzys małżeński

Odpowiedzi

oOoanitaoOo
Taką samą sytuacje mieli moi rodzice.. tzn troszkę inną bo moja babcia traktowała mojego brata jak własnego syna, mojej mamy do niego nie dopuszczała, wszystko skończyło się oczywiście rozwodem. Uważam, że para małżonków, w dodatku z dzieckiem powinni mieszkać sami, nawet i wynajmować kawalerkę ale sami, bez wtrącających się teściów. Bardzo Ci współczuję...
ewlirinka
A nie myśleliście z mężem o jakiejś terapii małżeńskiej? No chyba, że oboje uważacie, że nie ma sensu dalej ciągnąć tego małżeństwa, to owszem najlepszym rozwiązaniem dla Was i przede wszystkim dla Waszego dziecka będzie rozwód. Może jest to kontrowersyjne co napisałam, ale chyba większość się ze mną zgodzi, że lepszym rozwiązaniem jest rozstanie niż to żeby dzidzia patrzyła na wiecznie kłócących się rodziców. Przykre jest to, że nie miałaś i nie masz wsparcia ze strony teściowej, ale cóż założę się, że ona kiedyś będzie tego żałować, że Ci nie pomogła. Mąż straszy Cię wyjazdem za granicę? ba powiedz mu, że w końcu przyda Ci się trochę odpoczynku od niego... Założę się, że rodzinka Twojego męża ma baaardzo ciężkie i "zajadłe" charakterki!
jagoda30
Po pierwsze,spróbujcie się wyprowadzić,po drugie umiesz liczyć,licz na siebie.Ja też jestem tą gorszą synową,najlepsza mieszka z teściami.Ona twierdzi,że nie wtrąca się w wychowywanie dzieci szwagra,ale naszymi stara się rządzić.Na szczęście mąż odciął pępowinkę z mamusią, ale zajęło to jakieś 5-6 lat.Ja bynajmniej mam satysfakcję,że SAMI wychowujemy nasze dzieci tak jak uważamy za stosowne.Nikt za 10-20 lat nie wypomni mi,że wychował moje dzieci. I pamiętaj,że nigdy nie będziesz tak samo ważna jak córcia,ą że ta kobieta najwyraźniej nie wie co to szacunek do drugiego człowieka......no cóż olej i zajmij się małżeństwem.
Tuptolek
Jak najszybciej się wyprowadźcie, nie ważne są minusy tej wyprowadzki, musicie zamieszkać oddzielnie od tęsciów, aby Wassze małzęństwo mogło przetrwać. Reszta się ułoży. A jeśłi chodzi o pilnowanie małego. A co z Twoją mamą/rodziną?
Tuptolek
@ewlirinka no super jej radzisz, skoro nie dogadują się z teściami to niech się rozejdą ze sobą (krejzolka)
Runka
popieram zdanie dziewczyn wyprowadzce sie od rodziny... wiem ze swojego doswiadczenia ze jakbysmy zostali u tesciowej (a pozniej u moich rodzicow) bylabym od 3 lat rozwodka... mieszkamy z dala od jakiejkolwiek rodziny, musialam zrezygnowac z "wychodnej" pracy, ale jestesmy razem i jest nam dobrze... Michala mi nie chcieli przyjac do przedszkola wiec znalazlam sobie zajecie w domu, moze dochod nie jest staly i wysoki ale zawsze cos do budzetu wpadnie... myslalam ze od wrzesnia mi sie uda pojsc do normalnej pracy ale wczoraj moje nadzieje zostaly rozwiane, bo syn sie dostal do 5godzinnej zerowki wiec nadal bede robila to co do tej pory jeszcze przez rok, a potem zakladam swoja dzialalnosc.... nie licze na niczyja pomoc, maz pracuje w wojsku wiec czesciej go nie ma w domu niz jest a nawet jak nie jest na poligonie to z domu wychodzi o 5 a wraca ok 17.30... nauczylam sie nie oczekiwac pomocy od innych i jest mi dobrze jestem szczesliwa ze mam rodzine.... ratuj swoj zwiaek bo wartol czasem zawalczyc ale jedyna szansa to na ciasnym mieszkanku.... ( my do tej pory na 30 m mieszkalismy w kawalerce)
sungirl25
Wczoraj w nocy przeprowadziłam rozmowę z Mężem i dał mi wyjścia:

1-zostajemy u teściów, ale utrzymujemy się sami i wszystko robimy sami
2-on wyjeżdża za granicę i łoży na nasze utrzymanie
3-rozchodzimy się, a on łoży na utrzymanie dziecka

O wyprowadzce ani myśli, bo nie dostaniemy kredytu, a on i tak nie płaciłby 30 lat kredytu, a na wynajem nie pójdzie, bo nie da komuś zarabiać, więc wg Niego jeśli będziemy współpracować tu w domu to będzie dobrze, a jeśli jak zacznę zarabiać znajdę sobie sama mieszkanie to on za mną nie pójdzie tylko wtedy się rozejdziemy. Ok może być tu między Nami dobrze, ale nie rozumie tego, że zachowanie teściowej zwłaszcza mnie będzie nadal tu denerwować i zmusza mnie do czegoś czego ja nie chcę. Powiedział, że trudno, jak nie to się rozejdźmy.

A powiedział, że może rodzice tak się zachowują, bo też chcieliby mieć spokój, a nie ciągle słuchać naszych awantur i że jeśli między Nami będzie dobrze to i oni się zmienią. Może coś w tym jest, bo teściowa na początku pomagała sama, ale jak raz czy drugi zrobiłam innaczej niż ona chciała (np. kołysać Małego w domu w wózku, a raczej nim trzepać co mi się nie podobało) to się obraziła i powiedziała rób co chcesz i robię, ale ona ostantacyjnie się zachowuje.

anu80 masz oczywiście rację to moje dziecko i oni nie mają obowiązku, ale mnie po prostu denerwuje, że muszę patrzeć jakciągle tu ktoś wpada bez zapowiedzi i nie mam na to wpływu-wiem, wprowadzając się tutaj musiałam się z tym liczyć, bo ja przyszłam do nich, ale teraz mnie to denerwuje i nic na to nie poradzę.

DZIĘKUJĘ!
sungirl25
P.S. Myślę, że jak wrócę do pracy to się zmieni, bo po prostu nie będę miała czasu i nie będę widzieć ciągłych odwiedzin (bo są one głównie rano), skupię się na sobie i dziecku, a może i w małżeńśtwie jakoś się ułoży.
Tuptolek
jej fajne ultimatum Ci mąż daje i nawet mu za mocno nie zależy, a może wyprowadź się na jakiś czas do swoich rodziców
Anulkaa
A jakie Ty mu dałas *wyjścia* ? Bo Twój mąż dał Ci 3 ale.... aż 2 oznaczają ze nie będzie go przy Tobie i dziecku. Nie chcę ci robic przykrości, ale cos mi sie wydaje że to typ wygodnika, patrzącego tylko na siebie....
jagoda30
JAŚNIE PAN WIELKI KRÓLEWICZ-MAMISYNEK!!!!
sungirl25
Ja Mu powiedziałam, że dla mnie najlepszym wyjściem jak wrócę do pracy i finansowo staniemy na nogi byłoby poszukanie mieszkania na wynajem i wyprowadzka, bo mimo, że między Nami może być tu dobrze to ja ciągle będę się do czegoś zmuszać, a drugim rozwiązaniem to byśmy rozejszli się na jakiś czas (ja wrócę do mamy) i przemyślmy sobie wszystko jak Nam się żyje bez siebie, a on swoje, że najpierw dążyłam do tego, żeby mieć wspólną kasę (co nie wyszło), bo przecież będę Go kontrolować, a teraz zmuszam Go do wyprowadzki. Daje mi przyład mojego brata, że on z bratową od początku mieszkają sami, ale żeby zarobić na dom obydwoje cały dzień pracują i ich syn przez brak czasu dla Niego teraz żyje w wirtualnym świecie, cały dzień ogląda bajki lub gra na komputerze i w ogóle się ich nie słucha-to racja, ale nikt nie powiedział, że u Nas tak będzie, wiele par jest w takiej sytuacji i współpracując sobie jakoś radzą.

Ciężki typ, szczerze żałuję, że się zgodziłam na taki układ, ale chciałam jak najszybciej uciec z domu, bo akurat wtedy nie układało mi się z moją mamą i teściowa wydawała mi się ideałem, teraz płacę za tą decyzję. Żałuję też, że nie wycofałam się w pewnym momencie bądź przed ślubem nie postawiłam ultimatum, że się wyprowadzamy, ale wtedy nie pracowałam i nie mielibyśmy za co, dopiero rok po ślubie znalazłam stałą pracę, a wtedy było juz za późno.

Wzięłam sobie za Męża bardzo ciężkiego człowieka, tak nieraz patrzę na innych mężczyzn i są jacyś inni, choć pewnie mają inne wady, a szczerze to nie wiem czy chciałabym się z kimś teraz wiązać i związać. Lepiej samemu, najgorszą moją decyzją było zdecydowanie się na dziecko z Nim, bo to już uwiązanie, owszem, możnabyłoby się rozejść, ale jakoś tradycyjnie do tego wszystkiego podchodzę.

Anulkaa tak to typ wygodnika, całe życie nie miał jakiś większych obowiązków, wszystko za Niego i rodzeństwo robili rodzice, wszystko pod nos, on tłumaczy mi, że boi się, że jak pójdziemy sami to nie będziemy mieli na chleb, ale to oznacza, że jest nieodpowiedzialny. Owszem zachowuje się odpowiedzialnie, ale w kluczowych kwestiach brak Mu tej cechy.

Na mamę nie mam co liczyć, bo ona nie naaje się do dieci, więc to jest też argument, że skoro moja mama nie musi to teściowa też-ech skomplikowane to wszystko.

Tak poza tym to teraz np. Mały śpi mi raz dziennie nawet po 3h, a jak przyjdzie ten wnuk to odeśpi to co najgorsze i koniec i mi Go szkoda, bo wiem, że mógłby pospać dłużej,a poza tym ja wtedy nic nie zrobię, bo jak śpi to mogę porobić, a jak się wyrobię to nawet chwilę odsapnąć, owszem mój Mały bardzo Go lubi, ale tamten jest, że trochę się z Nim ładnie pobawi, a potem Mu dokucza.

WYPROWADZKA to recepta na moje problemy, myślę jeszcze o psychologu.

Przykro mi, że na ogólnopolskiej stronie muszę się żalić, ale na prawdę dużo mi dajecie... Przytulam Was wszystkie!
Ups, chyba coś nie działa. Prosimy, odśwież stronę lub spróbuj ponownie później.