Menu

Kto wesprze i podniesie na duchu?

U mnie nadal temat *rzeka* czyli rozstanie. Dzis sie dowiedziałam że mój eks partner wyprowadza sie 22.04. Troche z tego powodu popłakałam. Bo doarło do mnie po raz kolejny ze to koniec. Jest mi ciezko, z jednej strony na to czekałam, bo cięzko tak zyć osobno , ale pod jednym dachem. Teraz czeka mnie duzo spraw do załatwiania w urzedach, stresuje sie strasznie. No i tez mam stracha czy sobie poradze, czy to udźwigne. Mieszkam w Niemczech i poza sobą sama to za bardzo nie mam na kogo liczyć... Raz mi źle i popłakuje, to znowu sama siebie przekonuje ze dam rade, że już tyle przeszłam to i to przejde. Najgorsze tez to że juz w żadnym temacie praktycznie sie nie dogadujemy. Każda *rozmowa* jesli można to tak nazwac konczy sie tym ze sie nie dogadujemy, jakby każde z nas mieszkało na innej planecie. Dzis była mowa o meblach, ja mówie bierz wszystko co twoje i to na jeden raz, bo nie chce żebys tu potem co drugi dzień pukał, że cos jeszcze potrzebujesz zabrać. A on że to jego nowe mieszkanko bedzie za małe i żeby jego *niektóre rzeczy* tu jeszcze zostały. W ostatecznosci powiedział, że albo tak, albo bede musiała jeszcze nastepne 6 miesięcy poczekać zanim cos wiekszego znajdzie.... Dziewczyny mi juz rece opadaja.... Jak zwykle w takiej sytuacji, poszedł na dół do sasiada pić. Jutro po raz kolejny bedzie córce tłumaczył że jest zmęczony po pracy i dlatego wstać nie może... Zazwyczaj wraca o 3 lub 4 nad ranem totalnie pijany. Wiem doskonale że tak naprawde on sobie nie radzi z ta presja i z problemami, bo za każdym razem jak był temat i rozmowa na temat rozstania, wyprowadzki czy czegokolwiek co z tym związane to zaraz w ten sam dzien albo na drugi szedł do sąsiada pić. Zreszta wczesniej jakakolwiek miedzy nami klótnia po której sie nie odzywalismy konczyła sie tym że szedł do sasiada pić... Smutno mi z powodu tego ze sie rozchodzimy i szkoda mi córeczki, bo wiem że to bedzie dla niej na pewno bolesne i cięzkie. Ale mimo tego chciałabym aby sie to wkońcu skończyło. Zeby sie wkońcu wyprowadził, juz chce miec to za soba. Wiem że córcia bedzie miała ciężkie 2 lub 3 pierwsze miesiące, a i ja na pewno nie jedna noc jeszcze przepłacze. Ale wiem,ze ten związek już dawno nie istniał i tak naprawde im szybciej to skonczymy to tym lepiej, bo i tak innego wyjścia z tej sytuacji nie ma jak rozstanie. Ja chce normalnego zycia, bez stresu, płaczu, strachu i niepewności. (placze)

Anulkaa
 425  7

Znajdź pytania na ten sam temat:

Partnerstwo i Rodzina koniec związku

Odpowiedzi

siwa72
Napewno sobie dasz radę , niewarto tkwić w toksycznym związku trzymam kciuki za ciebie
ryzawa535
Jasne ze dasz rade bo masz dla kogo zyc,masz prawo do szczescia,poszanowania ze strony drugiej osoby,mialam podobna sytuacje w rodzinie mojej siostry maz nie radzil sobie ze soba ,ze wspolnym zyciem a wszelkie problemy zapijal alkoholem,byli para przez 7 lat a po roku malzenstwa rozwiedli sie,pewnie ze bylo jej ciezko niejedna noc przeplakala bo nadal nie byl jej obojetny ale dzwignela sie jest szczesliwa zona i matka,szkoda ze nie masz przy sobie kogos bliskiego bo wsparcie jest i bedzie Ci potrzebne,wszystkiego dobrego
Justyna14
Poradzisz sobie.Dasz rade.Trzymam kciuki
mycha2706
Ty powinnaś skakac z radości, że się wyprowadza:) Ja bym zrobiła imprezę na sto osób, gdyby mój szanowny książe chciał się dobrowolnie opuscić mieszkanie :D Dasz radę, a spokój jaki z tej sytuacji wyniesiesz- bezcenny. Myśl pozytywnie, bo dobre mysli przyciagają dobre sytuacje a złe...
Beatka2010
Pomśl sobie kochana że ja mam identyczny związek w którym tkwię i nie bardzo mam jak z niego wyjść bo ..... jestem teraz w ciąży a mamy już 4 letnią córcie. Na własne życzenie i z własnej głupoty mam co mam bo trzeba było uciekać jak jeszcze w drugiej ciąży nie byłam ale nie, głupia łudziłam się że to przejściowy kryzys a teraz nawet w łóżku już nie ma nic między nami. Od 2 miesiący cisza,codziennie się kłócimy i jak czasem go słucham to myślę sobię ... Boże kim on jest? Gdzie jest mój kochany,wyrozumiały i czuły mąż. Ja nie mam nikogo,bo rodzice moi są alkoholikami a rodzeństwo sobie jeszcze własnego życia nie ułożyło i mam tę świadomość że muszę jeszcze co najmniej kilka lat tak wytrzymać i ciągnąć to zanim dziecko odchowam i stanę na nogi,wrócę w końcu do jakiejś pracy. Dużo bym dała by być w takiej sytuacji jak TY więc głowa do góry-inni mają gorzej
Beatka2010
I dodam z całą odpowiedzialnością że SAMA SOBIE JESTEM WINNA I GŁUPIA JESTEM JAK BUT !!!! Mam co chciałam a teraz muszę to przeczekać :-(
Ups, chyba coś nie działa. Prosimy, odśwież stronę lub spróbuj ponownie później.