Menu

Mama z dzieckiem na spacerze, na zakupach, w autobusie...

Często wychodzimy same z dziećmi na spacer. Mamy, które mieszkają w blokach doskonale wiedzą ile to kosztuje zabiegów, żeby wraz z dzieckiem i wózkiem wydostać się z budynku. Jak sobie radzicie z takimi wyjściami? Jak radzicie sobie na zakupach w sklepie z wózkiem, koszykiem, siatkami? No i najważniejsze - jak to jest z komunikacją miejską? Czy ludzie są na tyle życzliwi, że pomogą wsiąść z wózkiem do autobusu, czy też udają, że nie widzą i to nie ich zmartwienie? Opowiedzcie jakie waszym zdaniem największe utrudnienia czyhają w miastach na mamę z wózkiem dziecięcym?

Ania
 2687  8

Odpowiedzi

Achcha
Mieszkam na parterze, więc wyjście z bloku jest w miarę łatwe (9 schodów) ale załatwianie czegoś w urzędach wymaga nie lada gimnastyki i kombinowania. Sklepy do których nie mogę wjechać wózkiem
(lub wręcz nie wolno- bo i z tym się raz spotkałam !!!!!!(zlosc)(zlosc)(zlosc)(zlosc)(zlosc) ) omijam szerokim łukiem - nie zasługują na to bym tam zostawiala pieniądze!
amalka
Mieszkam w mieście ale to raczej prowincja niż zakorkowane i gwarne centrum, choć centrum... Wózio zawsze stał na parterze (my mamy lokum na piętrze pierwszym) obok drzwi wyjściowych z klatki, wystarczyło więc Krzysia ubrać/ sprowadzić po schodach i po kłopocie. Tylko przez jakiś czas zabierałam pojazd synka do mieszkania ale mąż wystawiał go na klatkę wychodząc do pracy. Zakupy robiłam zwykle w hipermarketach (mam "pod nosem" przekrój przez większość dużych sieci) więc z wchodzeniem do sklepów też problemu nie było, jeśli jednak musiałam zawitać do takiego z utrudnieniami- synuś na ręce, wózio przed sklepem i już. W moim ulubionym "ciuszku" panie już nas znały i pomagały dostać się do wnętrza :) Z komunikacji miejskiej nie korzystałam, bo oprócz wózka miałam/ mam inne kłopoty z poruszaniem się. Mąż brał urlop podróżowaliśmy autkiem. Tam gdzie dostać się nie byłam w stanie- nie wchodziłam... Niestety liczne urzędy i inne placówki nie są przystosowane dla "mam"...
lola86
ja mieszkam w domku także wydostać się jest łatwo .Do osiedlowgo sklepiku mama 1,5 kilosy ale tam nie mogę wjeżdzać z wózkiem bo jest zakaz .Więc omijam go i śmigam do markietu ale to 4 kilometry od mojego domku przez las .Gdy ide z koleżanką to pędzimy pieszo w 2 zawsze raźniej ale sama z mała to wole autobusem podjechać . Dobrze że mama duże koła w moim wozie bo na pewno sama bym nie wjechała do autobusu , a u nas jak ludzie widzą kobietę z wózkiem to wolą patrzeć w drugą stronę żeby przypadkiem nie musieli pomóc .A w markiecie to już lajt koszyk do wózka co małej bardzo się podoba bo są w nim kolorowe rzeczy które zawsze można wyrzucić po za wózek .Tylko wnerwia mnie stary ochroniarz który ledwo co widzi ale musi zajrzeć pod wózek czy czegoś w koszyku nie wynoszę. I zawsze mam plecak bo czasem przeholuje z zakupami i nie mieści się to pod wózek a z sitkami nie wygodnie .A 1 do miesiąca biorę męża i małą do auta i robimy wielkie zakupy razem
beata87
Ja mieszkam na 4 piętrze bez windy..:( mam córeczkę w wieku 2 lat i synka 2 miesięcznego, wyjście z nimi na spacer to po prostu koszmar, samo zejście po schodach to ogromny wysiłek , jak już zejdę muszę małego zapakować do wózka, potem ruszamy w drogę do parku i na malutkie zakupy, córeczka na szczęście mnie sucha na spacerze, nie muszę za nią biegać, nie ucieka mi, grzecznie idzie przy wózku,

Najgorsze sa powroty, muszę się wdrapać z dwójką dzieci i zakupami na górę, jak już wejdę to jestem wykończona,

Na spacer chodzę codziennie,
Remedios
no ja mieszkam w bloku na 2 piętrze, na szczęście mamy windę ale z partery też są schodki, rzadko jest ktoś na klatce więc po prostu robię bam bam bam wózkiem...inaczej chyba się nie da:) na mieście..cóż...ludzie są pomocni ale wkurza mnie to że wiele miejsc jest niedostosowanych do matek z wózkami...tak jakby kobieta z dzieckiem nie mogła robić zakupów albo załatwiać innych spraw..najbardziej wkurza mnie apteka najbliżej domu, wchodzi się po schodkach, wąskich, jakieś dziwne progi, listwy, wąskie drzwi, no nie ma siły żeby się tam dostać z wózkiem...a ludzie patrzą i pytają: a nie może pani na chwilę zostawić wózka na zewnątrz?? niestety, głupota ludzka nie zna granic...z autobusami sobie radzę, gorzej z tramwajami...niestety większość sklepów i urzędów nie są zbytnio przystosowane, nawet gdy są podjazdy to jakieś dziwne, nie można normalnie po nich wjechać wózkiem, są albo za wąskie albo za szerokie..nawet do przychodni u nas tak jest!!!!
Anciacia
my mamy 6 pietro z winda, ale czasem winda sie psuje - na szczescie zanim zaczeismy uzywac spacerowki zepsula sie tylko raz ale akurat byl wtedy ze mna maz i udalo sie wniesc wozek na gore. Jak raz wracalam z zakupami, mala w wozku i jeszcze torba z rzeczami Olki wchodze do klatki a tam na windzie kartka, ze nieczynna. Zlozylam wozek, co sie dalo upchnelam do torby, mala na nogach a ja wozek, torba i 3 reklamowki i dawaj na 6 pietro. Na 3 pietrze myslalam ze pluca wypluje, jak doszlam do 4 akurat sasiedzi z pietra szli (maz z zona), on nic a ona zaproponowala pomoc i wziela wozek :) Z busami na ogol nie ma problemu, chyba ze sa wysoki to trzeba sie prosic o pomo bo wiekszosc ludzi udaje ze ich tam nie ma kiedy widza matke z wozkiem.... Tam gdzie nie moglam wejsc z wozkiem nie wchodziolam, mialam jeden sklep ktory lubilam ale jak dali kartke zakaz wstepu z wozkiem to powiedzialam, ze nigdy wiecej moa noga tam nie stanie.... Szczyt chamstwa poprostu. Po schodach sama nosilam wozek, bo na pomoc nie mozna liczyc - raz stoje z wozkiem kolo schodow i zbieram sily zeby zaczac wspinaczke i izie 4 facetow - popatrzyli i poszli dalej, zaden nie zapytal czy pomoc. Tak jak ktos juz napisal, z dzieckiem uczysz sie ile prawdy w powiedzeniu "umiesz liczyc, licz na siebie"
LukaszN
A jak z waszym wchodzeniem do autobusu? Jestem taka od prawie roku i bywa ze uzywamy komunikacji miejskiej. I mimo ze jestem facetem nie zawsze jest latwo przeniesc wozek z chodnika do autobusu... raczka w wozku jest nie najlepiej zrobiona i kiedy chwytam wozek na dole jest go niewygodnie zlapac na gorze. To nie chodzi o wage, tylko zeby dalo sie latwiej takie rzeczy nosic kiedy maluch jest w srodku. I chyba kola bylyby lepsze troche wieksze, szkoda ze takich rzeczy nie dalo sie przewidziec kiedy kupowalismy wozek. Moja zona tez nazeka na wsiadanie do autobusu mimo ze sa niskopodlogowe, zartuje ze fajnie byloby gdyby dalo sie przypiac wozek do rurki w autobusie :) a wy macie jakies konkrente klopoty? albo co pomaga? duze kola, wygodne raczki, dodatkowe uchwyty?

pozdrowionka, bo jestem tu nowy :) (bankimydlane)
Ups, chyba coś nie działa. Prosimy, odśwież stronę lub spróbuj ponownie później.