Menu

niezrozumienie...

czy czujecie sie czasem samotne posrod otaczajacych was problemow??moj synek czesto choruje na tle alergicznym(dusznosci i nie tylko).przezywam ciezkie chwile bojac sie o niego,by sie nie udusil bym nie zareagowala za pozno badz po prostu bym umiala sobie poradzic z przeciwnosciami.czasem mam slabe dni i wlasnie wtedy czuje sie nie zrozumiana przez swoja druga polowke.nie wiem czy chodzi po prostu o to ze mezczyzni inaczej wszystko odbieraja i aby cos zauwazyli musimy glosno o tym mowic bo inaczej jest to dla nich nie widoczne,czy o cos wrecz innego...??czasem psychicznie "siadam"i zdaza mi sie plakac ale moj maz tego nie zauwaza badz mowi-"zdazyl ci sie gorszy dzien i juz narzekasz,chyba za bardzo przyzwyczailas sie do wygody..."a przeciez wcale tak nie jest tylko jak to mu wytlumaczyc??ciezko pracuje po 12/13godz i wydaje mu sie ze tylko on ma prawo byc zmeczonym...ja latam po szpitalach.lekarzach,martwie sie non stop,gotuje,sprzatam,zajmuje sie dzieckiem...czy to malo?? nie mam prawa na chwile slabosci?? pomozcie :(

Martita
 630  9

Znajdź pytania na ten sam temat:

Partnerstwo i Rodzina slabosci lęk niezrozumienie placz

Odpowiedzi

Martita
wspiera mnie czasem ale dla mnie to za malo badz robi to w taki sposob ktory do mnie nie dociera.moze za duzo wymagam od niego?? juz sama nie wiem ale dzisiejsze slowa ze "przyzwyczailas sie do wygody..."rozwalily mnie na czesci pierwsze... :((
mariola79
Dobrze Cię rozumię, wydaje mi się,że mężczyżni poprostu juz tak mają, widzą wszystko inaczej niż my. Ja strasznie przeżywam, jak moje dzieci choruja, denerwuje się, nie spie, nie jem, czasami płacze.... Mąż pracuje, ma mnóstwo spraw na głowie i poprostu nie ma czasu o tym myslec tak często jak ja. Ale zawsze mnie pociesza " Nie matrw się , wszystko bedzie ok, wyniki bedą dobre, jutro bedzie lepiej itp. "
Masz prawo do chwili słabości, masz prawo wypłakać się mężowi w rekaw. Poprostu powiedz mu co czujesz, ze bardzo sie martwisz i ze nie jest to narzekanie, tylko potrzeba wyrzucenia tego wszystkiego z siebie, potrzeba zrozumienia i wsparcia z jego strony. Mi zawsze ulży jak się wygadam i przytule... widze wtedy światełko w tunelu. Rozmawiaj, to czyni cuda... Głowa do góry Jutro bedzie nowy, lepszy dzień :)))
Martita
a kogo mam poprosic o pomoc??rodzicow nie moge,rodzenstwa tez nie(dluga historia)przyjaciolki udaja ze rozumieja a tak naprawde nie wiedza co maja powiedziec badz mowia ale smieszne rzeczy(nie maja dzieci wiec jak maja mnie zrozumiec?)pisze wiec do was z nadzieja ze mi pomozecie badz wesprzecie...z gory dziekuje
Martita
widzisz tylko u nas jest tak ze przychodzi z pracy(19/20)zje,wykapie sie i praktycznie na nic nie ma sil i idzie spac albo oglada przez chwile tv a ja sie wstydze pokazac przed nim moja slabosc choc moim zdaniem bardzo po mnie widac moj smutek i zmartwienie tylko on nic nie mowi i wtedy jeszcze bardziej mi przykro ze tak wazna dla mnie osoba nie zauwaza mojego przygnebienia
Martita
mam wrazenie jakby najwazniejsze bylo dla niego wlasne zmeczenie.wyspanie sie i troski...a gdzie ja w tym jestem??ja siedze w domu wiec nie moge na nic narzekac.spie do 9 ale nie patrzy na to ze zasypiam bardzo pozno(choc probuje wczesniej nie moge,mysli wiruja mi zawsze w nocy jak oszalale nie dajac mi zmrozyc oka)dlaczego tak jest??wydawalo mi sie ze zgralismy sie ze soba i tworzymy prawie idealna pare a z to nowszym dniem uswiadamiam sobie ze wcale tak nie jest.czuje sie jakbym powoli cos tracila.naprawde zlapal mnie mega dol :(((
Martita
to widze moniko ze jestesmy we dwie...zawsze razniej a z piotrkiem chodzilam do klasy(fajny facet ale wiadomo ze kazdy ma swoje dwie strony medalu)pozdrawiam
Martita
czasem tez grozilam mu odejsiem ale on to bagatelizowal choc czasem mowilam to calkiem powaznie.on wtedy na to ze i tak nie odejde bo on wie ze go kocham zreszta on mnie tez i nie da mi odejsc a czasem mowi ze i tak bym nie miala dokad ani za co sie utrzymac.znalazlam nawet nr do fundacji ktora pomaga matkom ktore nie maja sie gdzie podziac,pokazalam mu i powiedzialam ze teraz mam gdzie isc ale on na to ze jaka ja chce przyszlosc dziecku dac w takim domu,tam nie ma warunkow a i tak nie odejde bo nie mam az tyle odwagi... wiem ze bym nie poszla ale chcialam w ten sposob pokazac mu ze to juz nie sa zarty i jak sie nie zmieni bedzie naprawde zle ale jak widac nie pomaga(czasem tylko ale na krotka chwile) nie moge go rozgrysc
Martita
wlasnie mnie przeprosil za wszystko,ja go rowniez i jest dobrze.powiedzial ze mnie rozumie bo wie jak jest z dzieckiem zwlaszcza chorym w domu i nie wie jak mogl tak powiedziec.tez mial gorszy dzien choc nie dal tego po sobie poznacobiecalismy sobie wiecej zrozumienia i wsparcia.teraz jest juz dobrze i mam nadzieje ze tak juz pozostanie :))
Ups, chyba coś nie działa. Prosimy, odśwież stronę lub spróbuj ponownie później.