Menu

Pieniądze a małżeństwo

Dziewczyny mam problem z moim mężem. Od zawsze ciezko było doprosić się go o jakiekolwiek pieniadze na zycie. Jako narzeczenstwo mieszkalismy u mojej mamy, moj maz pracowal juz wtedy, ja studiowalam jeszcze, on dawal mojej mamie 300zł miesiecznie i to mialo pokryc wszystkie koszty (jedzenie, oplaty)mimo ze zarabial duzo wiecej. Gdy okazlo sie ze jestem w ciazy bylo wiele klotni o to ze cos trzeba kupic dla dziecka bo jemu nie bylo po drodze aby cokolwiek dac. Kiedy nasza corka sie urodzila sytuacja wcale sie nie zmienila. Jedynie tyle ze wyprowadzilismy sie a maz zaczal placic czynsz+odstepne no i rachunki. Ja jeszcze nie pracowalam bo mialam przed soba obrone , corka byla malenka, a na zycie maz nie dawal mi zlamanego grosza, pieniądze musialam "pozyczac" od mojej mamy no bo za co mialam niby kupic jedzenie czy ubranie dziecku? Moj maz nie widzial najwyrazniej w tym nic zlego. Aż pewnego dnia doszlo do wojny, bylam nawet u adwokata i moze dobrze ze trafilam na beznadziejna babe ktora myslala chyba ze chce wydebic od meza kase na kolejne buty a nie na podstawowe rzeczy bo inaczej to chyba zlozyla bym wtedy pozew o rozwod. Udało mi sie wtedy dogadc z mezem i zaczal mi dawac co tydzien 150zł na zycie. Dalej jednak pozyczalam od mamy no bo powiedzcie same co mozna kupic majac 150zł/tydzien? Potem poszlam do pracy, jednak musialam zatrudnic opeikunke do malej (koszt taki sam jak jakies prywatne przedszkole u nas, na normalne mala jeszcze za mala byla), wiec 1/3wyplaty oddawlam jej. Nareszcie przestalam pozyczac od mojej mamy i od czasu do czasu moglam sobie pozwilic na kupienie czegos dla siebie. Jednak bywaly miesiace ze bylo wiecej wydatkow i pod koniec miesiaca bywalo krucho...np. teraz tak mam i juz od 3 dni czekam az moj mąz łaskawie skapnie mi te 150żl i bede mogla isc zrobic zakupy. Mam juz dosc. On nigdy nie robi prezentow ani dziecku a tym bardziej mi. Zarabia dwa razy tyle co ja i wszystko chomikuje, a jak przyjdzie co do czego to twierdzi ze jest totalnie spłukany! Od wielkanocy mieszkamy w swoim mieszkaniu ktore dostal po dziadku i juz odeszlo mu odstepne. Fakt ze robilismy remont ale meble i wyposazenie mielismy ze starego mieszkania, jedynie materialy trzeba bylo kupic, placil za to on ale duzo tez pomogli nam rodzice. Kiedy zaczynam sie domagac pieniadzy od meza on zaczyna mowic ze nie ma, ze jak mi da to kto odlozy, ze jak przyjdzie do remontu czy wczasow to skad niby wytrzasniemy wpiebniadze! No ludzie! To najwyraznij nie stac na nas takie rzeczy. Wkrzuka mnie ze on cos niby odklada ale bez porozumienia ze mna. Ja do koncy nie wiem ile w on w ogole zarabia, bo nie mam wgladow do jego konta, a paskow nie przynosi do domu bo kiedy znalazma jakies stare i byla afera bo oczywiscie mnie oklamywlam mowiac ze dostaje mniej niz w rzeczywistosci. Teraz konczy mi sie umowa i jestem przerazona bo jak nie znajde pracy to nie wiem jak bedziemy zyc. Nie chce uzerac sie z mezem o kazda zlotowke ani isc pozyczac od mojej mamy...Czy ja za wiele wymagam?

MamaMaya
 2213  20

Odpowiedzi

MamaMaya
napisze jeszcze jedno - ze gdyby nie to ze moja mama tak bardzo pomaga mi to juz dawno odeszlabym od meza, bo wolałabym dostawac od niego alimenty na dziecko niz walczyc wiecznie z nim. a tak to caly czas przymykam oko na jego zachowanie....
Karola5
Hm no to jest naprawde ciekawy przypadek skąpstwa. Nie znosze takich ludzi. Dać na własne dziecko TYLKO 150 zł? Gdzie są wasze potrzeby? On myśli że jak odłoży to będzie dobrze. Wcale nie. Co to za życie z takim człowiekiem. Dobrze że pracujesz i masz te pieniądze dla siebie i dziecka, no ale on chyba też zarabia. Nie wiem teraz co masz zrobić w takiej sytuacji.
Tuptolek
Ja na Twoim miejscu od takiego faceta bym odeszła, po prostu. Odejdź do matki na jakiś czas, poprzedź to rozmową z nim, wyjaśnij mu dosadnie dlaczego bo widocznie chłop ma malutki i ograniczony rozum (sorry, ale inaczej być nie może). Nie ufałabym człowiekowi, który zataja tak istotne sprawy, albo sobie odkłada i jak się rozejdziecie ma kasę dla siebie, albo co gorsza trwoni i albo na nic konkretnego, albo może ma jakąś ukrytą pasję typu hazard lub inne życie. Na początke nic mu nie dawaj, ani do jedzenia ani żadnego mydła, papieru itp. niech sobie kupi ze swoich skoro jesteście rozdzielni finansowo, wyprowadź się do mamy na jakiś czas, niech się ogarnie, a jak się nie ogarnie to ja bym do niego nie wracała, a i chyba jest coś takiego jak zasądzenia alimentów w trakcie trwania małżeństwa - ale to nie wiem. głowa do góry kochana musisz to zrobić dla siebie i młodej(kwiatek)
Karola5
Powiem wam, mój jest też skąpy (w mamusie) ale nie aż do takiego stopnia, razem jeździmy na zakupy, a to kupimy coś dziewczynom. Zawsze coś. Zrób tak jak napisała Tuptolek. Są alimenty w małżeństwie.
Karola5
Przysługują i na ciebie i na małą.
amalka
W czasach "przed Krzysiem" wszelkimi sprawunkami zajmowałam się ja- w tym oczywiście zakupami. Początkowo nie miałam karty do bankomatu bo i nie potrzebowałam. Mąż zostawiał w szafce większą kwotę a ja brałam kiedy i ile potrzebowałam. Któregoś dnia pieniążki się skończyły więc wzięłam od P 50 zł. Zrobiłam zakupy w mięsnym, poszłam do warzywniaka, do tego jakaś chemia i po pieniądzach śladu nie było. Pokłóciliśmy się zdrowo... Doszło do tego, że rzuciłam w P portfelem i oznajmiłam, iż od dziś- jeśli chce żreć (hehe)- sam robi zakupy. Przeprosił ale jako, że ja złośliwa z natury, zaczęłam przyczepiać magnesami o lodówki wszelkie paragony. Mężowi było tak głupio, że miałam spokój (grins) Później- gdy byłam na podtrzymaniu, to P robił zakupy i za każdym razem wracał z "nowiną" w stylu- "A wiedziałaś, że mąka ziemniaczana kosztuje aż tyle?!" (smiech) Faceci po prostu nie zdają sobie sprawy z tego, ile trzeba wydać by jeść, a gdzie reszta wydatków? Może powinnaś zrobić listę i wysłać chłopa do sklepu- niech wreszcie przejrzy na oczy!

Na Twoim miejscu kupowałabym to, co potrzebne mnie i dziecku, prałabym sobie i dziecku, gotowałabym sobie i dziecku... Skoro pieniążki nie są wspólne- dlaczego masz wydawać jedynie swoje? No i oczywiście alimenty (grins) Powodzenia!
Majaaaaaa0000
To co piszesz,to straszne...Jak On może wydzielać Ci pieniądze? Małżeństwo, to też zaufanie...Boi Ci dać więcej pieniedzy byś nie kupiła czegoś małej ? Albo Tym bardziej sobie? PORAŻKA...
Wyprowadź się na jakiś czas do mamy , napisz mu kartkę dlaczego to zrobiłaś, i powiedz ze za 150 zł na tydzień wydziela jak jakieś sprzątaczce to nie masz ochoty z nim mieszkać póki się nie zmieni...
Mój małżonek daje mi cała wypłatę do ręki...I kupuje mi i córce co potrzebujemy...Jak sie nie zmieni, odejdź od niego ALIMENTY , by wasze dziecko nie cierpiało...
sque
No ja to bym chyba szału dostała jakbym musiała żebrać od męża o każdy grosz na życie i wogóle. My z mężem nie mamy rozdzielności majątkowej i jak narazie tylko mój mąż pracuje. Od września córcia idzie do przedszkola a ja będę szukać pracy, żeby mieć jakieś pieniążki dla siebie i odłożyć. Mąż mój pracuje za granicą, do końca też niewiem ile zarabia, ale dopóki przesyła mi regularnie pieniążki na dom, rachunki, życie itp, to mnie to nie interesuje. Wiadome, że sobie też trochę zostawia bo i żyć za coś musi, ale mi nie skąpi. To on w naszym małżeństwie wydawałby kasę bez opamiętania, a ja go trochę stopuje, bo inaczej już na bruku byśmy byli. No ale ogólnie nie jest źle i nie potrafię sobie wyobrazić, żebym musiała od niego żebrać kasę na dom, życie i jego dziecko. Dla mnie to jest nie pojęte jak można tak żyć. Bierz się kobieto za siebie i jeśli nie chce na nic dawać to podaj o alimenty na dziecko i na siebie też chyba możesz. Nie doprowadzaj się do takiego stanu, żebyś musiała go o wszystko prosić. Tak nie może być.
izkalepszy
to się fachowo nazywa przemoc finansowa...nie pozwalaj na takie traktowanie,porozmawiaj z mężem że macie wspólne dziecko a to że on więcej zarabia to standard polskiej rodziny i powinien łożyć na Wasze utrzymanie...określ jasno jakiej kwoty potrzebujesz na życie a jak nie będzie chciał się zgodzić to możesz wystąpić o alimenty.
syla
Chyba bym pier.... dostała i nie potrafiła bym tak żyć mój mąż utrzymyje całą naszą czwórkę czyli mnie i 3 dzieci i nie ma z tym problemu i nigdy nie muszę o nic prosić wie ile życie kosztuje i też dostaję od niego jego wypłatę on zostawia sobie tyle żeby mieć tam na życie bo nie pracuje w Polsce ale ja zawsze regularnie co tydzień dostaję kase
Karola5
Tak jak dziewczyny napisały. Ja na tydzień wydaje ok 300 zł niekiedy! A co niby miałabym kupić za 150 zł? Raczej nic. Nie wiem jak ten twój mąż myśli ale raczej nie swoim rozumem (sory za wyrażenie). Przyszło mi teraz na myśl a może go ktoś kieruje że ma tak robić. Myślałaś o tym? Jak wiem że mój robi nie tak jak się umawialiśmy to już się domyślam czym albo ktoś nim kieruje. Opieprzyłam raz, drugi i jakoś narazie jest dobrze.
katarynka3311
Przemoc ekonomiczna to się nazywa... Jak ktoś zakłada rodzinę to wiąże się z jej utrzymaniem, ale też z szacunkiem, poczuciem bezpieczeństwa, stabilnością.... U Ciebie tego brakuje. Jeśli nie pomogą rady dziewczyn (wyprowadzka i niech sam się utrzymuje, może to pozwoli mu przejrzeć na oczy), to po co Ci taki facet. Walcz wtedy o alimenty.
karolincia
Myślę jak Amalka kupuj dla siebie i dla dziecka jego olej skoro nie łoży na rodzinę niech nie je, co za palant
Adrian
(kwiatek)(kwiatek) nie rozumie takich facetow jesli jestesmy malzenstwem to nie ma moje twoje jest wspolne tak jak pisza mamy zrob mu liste zakupow i niech sam przejzy na oczy ile co kosztuje powinnas na jakis czas przeprowadzic sie do mamy moze twoj maz w koncu przemysli wszystko ze tak nie powinno byc pozdrawiam trzymam kciuki(kwiatek)(kwiatek)
piasekpustyni
powiem tyle: WSPÓŁCZUJĘ!!!!
nie wyobrażam sobie mieć takiego "typa" w domu. u nas pracuję tylko Mąż i nigdy mi nie wypomniał że wydaję pieniądze, zawsze to On mnie upomina że to NASZE pieniądze. Na nas nigdy nie oszczędza i sam chodzi w starych spodniach dopóki dziury nie wydrze, a nam wszystko kupuje co potrzeba. To ja muszę Go namawiać żeby sobie kupił coś nowego. Po prostu nie rozumiem zachowania Twojego męża i albo porozmawiasz z Nim szczerze i się zmieni, albo wystąp o alimenty-jak piszą Dziewczyny...
MamaMaya
dziewczyny ja juz raz tak zrobilam jak radzicie - ale to bylo za czasów jak nic nam nie dawal no i wtedy udalo mi sie wywalczyc te cale 150zł tygodniowo. boli mnie to ze on ma swoje ja swoje! tyle ze ja te cale swoje wydaje na dom a jak mi braknie to go to zupelnie nie obchodzi... jak jedziemy do jakiegoz wiekszego sklepu to on idzie sobie sam ewentualnie radzi sie mnie w sprawie fasonu/koloru i kupuje np. jeansy w Big starze za 200zł, czy cos tam innego w jakims markowym sklepie, ale nie pyta czy ja cos potrzebuje, albo czy cos mi sie spodobalo bo go to nie obchodzi. to samo jesli chodzi o dziecko. moja mama ciagle mi powtarza że to ja "nauczylam go takiego dziadostwa" i ma racje... przez to ciagle uzeranie ja juz stracilam do niego szacunek i moje uczucia tez juz słabną, a wieczorem on wiadomo czego by jeszcze wymagał ale ja najnormalniej w swiecie nie mam na to juz ani sily ani ochoty no i wtedy zaczyna sie gadka wiec za co ja chce pieniadze skoro nie umiem byc dla niego zona? i takie bledne kolo....
mania5
Piep........y popapraniec. Chlopy,to takie stworzenia, ze albo dbaja o wlasny tylek, albo trzeba ich o wszystko prosic. Nie pomysli jeden z drugim, zeby samemu cos od siebie dac,czy zapracowanej kobiecie pomoc w domu.Zeby byc zona, to on najpierw musi pokazac,ze jest mezem zdolnym zadbac o wlasna rodzine.Zostaw go,bo zmarnujesz sobie zdrowie.Zawalcz o alimenty dla siebie i dziecka.Pozdrawiam cieplutko i zycze powodzenia. Nie miej zadnych wyrzutow wobec tego czlowieka.Wyjatkowy Ci sie trafil egoista zapatrzony w siebie. A z takim draniem szkoda wspolnego zycia. (kwiatek)
Tuptolek
troche mnie złości takie coś, że takie fajne dziewczyny jak Ty dają się tak głupio wykorzystywać i niby wiesz, że to tak nie może być, a jednak jak ta jakaś cierpiętnica zgadzasz się na to i jeszcze mu doradzasz co do fasonu spodni, no proszę Cię, szanuj siebie bo inaczej on nigdy Cię nie uszanuje, nie gniewaj się, ale inaczej napisać się nie da
ulenka091987
powiem Ci tak, z moim mężem też nie łatwo jest dogadać się o pieniądze, jest na własnej działalności(jeździ taksówką) więc zarobki w dużej mierze zależą od dnia, ja poszłam do pracy i zamiast lepiej z kasą zaczęło się robić coraz trudniej, na pytania o finanse nie dostawałam odpowiedzi, w końcu po wielu rozmowach jakoś wydawało mi się że coś zrozumiał, choć dalej ja miałam swoje on swoje pieniądze, nigdy nie skąpił mi pieniędzy ale raczej to było na zasadzie że robił zakupy itp. jak pewnego razu zapomniałam o jego rozliczeniu vat (bo zamiast myśleć o jego firmie myślałam czy dam radę bez zaliczki do końca miesiąca) i była o to wojna, "bo to ja jestem od pamiętania" tak powiedziałam mu że koniec składam wypowiedzenie i wracam do mamy na drugi dzień zobaczył że przeglądam oferty pracy w tamtym rejonie tak teraz jest pudełeczko w szafce gdzie lądują wszystkie pieniądze które on zarobi a na koniec miesiąca rozliczamy wszystko co ile i na co potrzeba(już nie mamy osobnych pieniędzy), jakby tego nie zrobił, nic nie zmienił już byłabym u mojej mamy. Także na Twoim miejscu zostawiłabym tego idiotę napisała o alimenty i niech sobie robi co chce
Ups, chyba coś nie działa. Prosimy, odśwież stronę lub spróbuj ponownie później.