Menu

Pierwsze dni po porodzie

Dziecko nareszcie przyszło na świat. Pierwsze dni po porodzie są szczególnym doświadczeniem, jednak każda matka przeżywa je inaczej. Opowiedz nam, jak wyglądały pierwsze chwile po narodzeniu twojego dziecka.

Ania
 9622  16

Odpowiedzi

ulenka091987
po poradzie nawet szybko doszłam do siebie, pierwszy dzień był najtrudniejszy, bo podczas porodu mimo szycia strasznie popękałam i miałam mnóstwo szwów(w środku, na zewnątrz tylko dwa) więc musiałam przyzwyczaić się do tego, ale szybko się pozbierałam, dziewczyny z którymi byłam na sali nie wierzyły, że byłam szyta, wsparcia partnera nie miałam więc musiałam z wszystkim radzić sobie sama, ale dostałam aniołka a nie dziecko, wiec nie było tak źle
ulenka091987
miało być że mimo tego, że mnie nacinali, jeszcze nie do końca się obudziłam
malgosia
ja nie byłam bardzo wymęczona porodem, i po kilku godzinach drzemki miałam Julkę jak najczęściej przy sobie- przez trzy dni w szpitalu najbardziej lubiłam leżeć na plecach ze zgiętymi kolanami, kładłam na nich Julkę zawiązaną w becik i wpatrywałam sie w jej prześmieszne minki(grins)(grins)(grins) - ona strasznie dużo spała przez te pierwsze dni.
I mimo,że szpital to mało sympatyczne miejsce,a warunki też trochę zostawiały do życzenia (najbardziej mnie wkurzały wizyty rodziny współlokatorki, cały czas ktoś u niej siedział, a ja krępowałam sie wstać do ubikacji...), bardzo miło wspominam te trzy dni- w końcu miałam malutką przy sobie, mogłam ptrzytulić, pogłaskać- pełnia szczęścia:)))

Julka była od początku bez problemowym dzieckiem- jadła od razu pięknie bez ranienia brodawek, ja trochę byłam obolała po zszywaniu i ciężko mi było wstawać przez pierwszą dobę, ale dość szybko doszłam do siebie. Na drugą dobę wstawanie, prysznic już nie stanowiły dla mnie problemu i nic nie zakłócało mojego szzęścia.
emiliab
Poród był szybki, więc i radość z tego że jesteśmy już razem wielka. Ale przy porodzie zainfekowano mnie czymś i dostaliśmy wysokiej gorączki, więc nie spędzaliśmy tego czasu razem, jedynie na karmieniu.
elcia
pierwsze dni po porodzie określam jako: TRAGEDIA i juz nawet nie chce do tego wracać głębiej.
JULKA
U MNIE BYŁO TAK:PRZYJECHAŁAM DO SZPITALA I ZABRALI MNIE NA PATOLOGIE,W NOCY DOSTAŁAM SKURCZÓW.CAŁĄ NOC PRZESZŁAM SKURCZE W MILCZENIU AZ RANO POCZÓŁAM ZE GŁÓWKA MI JUZ WYCHODZI.JAK TRAFIŁAM NA PORODÓWKĘ TO PO 15 MIN.NIKOLKA BYŁA JUZ NA ŚWIECIE..DZIDZIA TRAFIŁA DO INKUBATORA BO BYŁA MAŁA I ZEBY SIE NIE WYZIĘBIŁA.POSPAŁAM CHYBA Z GODZ. I POSZŁAM DO NIEJ ALE NIE NA DŁUGO BO USTAĆ NIE MOGŁAM,TEGO SAMEGO DNIA POSZŁAM POD PRYSZNIC,JEDYNIE CIĘŻKO SIE WSTAWAŁO PO DŁUŻSZYM LEŻENIU.WIECZOREM JUZ DZIDZIE MI PRZYWIEŻLI NA ODDZIAŁ:)
JULKA
JEDNYM SŁOWEM WSPOMINAM DOBRZE I PORÓD I SZYCIE I POŁÓG :)
Punia
widziałam małego jak go wyjęli-zapytałam od razu dlaczego nie płacze i za chwilę usłyszałam traktor :D dali mi go do całowania a on puszczał bańki a potem zabrali go do inubatora a mnie na pop.nie widziałam go do południa następnego dnia i nikt nie potrafił mi powiedzieć co się dzieje z moim dzieckiem-myślałam, że umrę ze strachu...
przyszła pani,która robiła dzieciom fotki i wysłałam ją natychmiast na górę...po kilku godzinach przyniosła mi fotki synka i to musiało mi wystarczyć do późnego popołudnia gdy ogłosiłam powszechny strajk, odłączyłam pompę infuzyjną i wstałam ordynator się zlitowała i kazała mężowi zawieźć mnie na górę do dziecka...potem już widziałam tylko mojego synka i nie chciałam go zostawić...
neonatolog w końcu pozwolił na przywiezienie mi dziecka na dzień a na noc mały wracał na neonatologię.na położnictwie w 5 dobie nie oddałam małego na noc na oddział i był już ze mną aż do wyjścia czyli do 9 doby jego życia i nieważny był szew i ból,wenflon w żyle..najważniejszy był on w inkubatorze na środku mojej sali :]
aniol
Moj porod wspominam bardzo dobrze ,chociaz bylam juz po terminie ,rodzilam w nocy z mezem polozna choc wydawala sie zlowwrogo nastawiona jak dowiedziala sie ze nie chodzilam do szkoly rodzenia ,to maz ja ugadal i odrazu milutka sie zrobila ,bardzo mi pomogla ,rodzilam 4 godziny raczej po cichu ,niebylo tak zle ,wiecej sie smialam bo maz mnie rozbawial masowal i smialismy sie caly czas.samo rodzenie trwalo 10 minut chociaz lekarz musial mi pomoc go wypchnac bo byl duzy a ja waska no i wlasnie nacieli mnie ze hohoho!!!
po porodzie odrazu polozyli mi synka na brzuchu ,pozniej zabrali do umycia i zbadania i spowrotem oddali i tak z mezem i synkiem bylismy jescze 2 godziny z boku na porodowce pozniej zawiesli mnie i synka do sali gdzie spaly inne mamy a maz poszedl do domu.nastepnego dnia problemow bylo troche smiesznych ,balam sie malego przebrac ubrac trzesly mi sie rece.ale najgorzej ze niemoglam siedziec tylko stac albo lezec tak bylam nacieta i pozszywana jak niepowiem co bol byl tragiczny sam porod to pikus te szycia to zabraly caly urok cieszenia sie dzieckiem .ale dalam rade najgorzej bylo z malym mleko bylo ale za malo i maly niemogl wyciagnac to gryzl az do krwi ,karmilam go przez zeby az lzy mi lecialy taki byl bol ale przysieglam sobie ze sie niepoddam i po 3 dobach juz bylo lepiej w 4 dobie pojechalismy juz do domku a tam mama babcia i maz bardzo mi pomagali bo niestety niemoglam malego nosic bo raz ze bol dwa bardzo krwawilam i to dlugo bo 2 tyg.a chodzilam jak kaczka 4 tyg.i jeszcze musialam isc zdjac szwy bo sie nierozpuscily .no coz niewspominam napewno bez bolowo pobytu w szpitalu ,ale niebylo zle opieka nawet dobra mamy sobie wzajemnie pomagaly .napewno bym chciala rodzic w tym samym szpitalu.bo polozne byly bardzo pomocne dziecko mialam od porodu caly czas przy sobie a to wazne.wiec ja bylam zadowolona mimo niewielkich boli szczesliwa ze wszystko poszlo dobrze i synek zdrowy bo to jest najwazniejsze
bobasekm
Po pierwszym porodzie od razu byłam z synkiem, to były cudne chwile choc nie bardzo wiedziałam jak się nim zająć :P
Po drugim porodzie (cc ze znieczuleniem ogólnym), koszmmar po wybudzeniu, ból przeokrutny, dopiero po kilku godzinach dali mi Małą, ale ból jak ręką odjął. Nawet mąż się śmiał, że jak leżałam na łóżku to jęczałam z bólu, a jak mi dali córcię to tak się nią zafascynowałam, zę chyba zapomniałam o bólu :)
Ech cudne uczucie byc matką i tulic w ramionach swoje maleństwa :)
popi844
Hm ja w sumie czułam się świetnie.I mogłam od razu iść do domu,ale nie dało rady:-))A po przyjeździe do domu miałam męża z temperaturą 41 stopni i to nie on nade mną ale ja nad nim biegałam w nocy.No ale cóż zrobić;-)
popi844
A poza tym mogłam dużo odpoczywać bo Martusia duuuużo spała i budziła sie przez jakieś dwa tygodnie tylko na karmienie:-)))Takie dziecko to istny skarbek:-)
Ups, chyba coś nie działa. Prosimy, odśwież stronę lub spróbuj ponownie później.