Menu

Poród

Jak wspominacie swój poród? Bo ja nieszczególnie. Czułam się jakbym rodziła na dworcu gdzie jest pełno ludzi. Stażyści, studenci czułam się momentami jak małpka wzoo którejjeszcze o tego wszyscy zaglądają między nogi. W trakcie trwania porodu stawalo mi się to wprawdzie coraz bardziej obojętne bo skupiałam się na czymś innym niemniej jednak utkwilo mi to w pamięci.

dwudziestka
 731  21

Znajdź pytania na ten sam temat:

poród

Odpowiedzi

patrycja21
no ja też wspominam nieszczególnie mój poród jeden ,jak i drugi ale stażystów na szczęście nie było.,Położne były bardzomile,wiecnie narzekam .Ale sam poród był okropny bolesny i z komplikacjami
Matina
No to ja też nieszczególnie. Jak w szpitalu polowym. Jakieś parawany, chaos. A to był szpital wojewódzki! Wrocław, Chałubińskiego.
neliteli
najbardziej brakowało mi zainteresowania położnej...jakaś bladź mi się trafiła....zainstalowali mnie na samolocie i tak sobie co jakiś czas wpadała coś zaglądneła i nic poszła sobie ...jak ją spotkam to jej kudły powyrywam za moje męki które mogła sprawnie skrócić gdyby powiedziała mi co i jak...ale po co niech się dziewczyna pomęczy
agnesse81
Ja w miarę dobrze, moze dlatego, że trwał dość krótko. Ale wmawiałam sobie-juz nigdy więcej, niegdy więcej nie urodzę(z powodu bólu|), oczywiście już tak nie myśle:). No i jak krzyczałam, chyba wszyscy w klinice mnie słuchali:)
Mandarinios
CZy ktoś Cię informował o tym, że będą stażyści podczas Twojego porodu? Wszyscy wiemy, że lekarze też gdzieś się muszą uczyć ale jeśli pełnili tylko funkcje "gapiów" było to niezgodne z prawem pacjenta. Poza tym miałaś prawo ich wyprosić! I mnie to właśnie cholernie wścieka takie podmiotowe podejście do pacjenta!!!!Mam nadzieję, że następnym razem pomimo trudu porodu zapamiętasz go o wiele lepiej :)
neliteli
ja akurat trafiłam na zmianę zmiany...w sumie po wszystkim policzyłam na sali z 15 osób i wszyscy plotkowali,śmiali się do siebie, takie miłe spotkanko towarzyskie (nawet kawkę popijali)a ja tam rozdziawiona na zszycie czekałam
dwudziestka
Mandarinios nie byłam o tym poinformowana po prostu byli i już. A ja się nawet nie zastanawiałam nad swoimi prawami chciałam żeby się to skończyło...
malgosia
ja wspominam poród w miarę, położna była bardzo pomocna,mówiła co i jak robći by mniej bolało, była pod ręką cały czas, lekarka przez cały poród była jedna (fakt,że dość szybko urodziłam). Jeśli chodzi o opiekę i podejście personelu, to było naprawdę OK.
madusia
ja w sumie nie bardzo nie pamietam swojego porodu-mialam nieplanowana cesarke:(przedwczesne odklejenie lozyska
niunia21
No ja wspominam tak sobie,choć personel był wmiare miły.Ale za to trzymali mnie większe pół dnia wbólach choć wiedzieli że będzie cesarka to liczyli na cód rozwarcia,gdzie do samej cesarki nie
miałam nawet na 1cm.
kasia13_archiwum
W szpitalu, w ktorym rodzilam obydwie coreczki jest tak, ze przy porodzie jest obecna tylko jedna polozna... i nikt wiecej.

Tak bylo przy moim 1. porodzie... Lekarka przyszla dopiero do zszywania mnie.

Tak byloby rowniez przy 2. porodzie, gdyby nie to, ze dzidzia nie chciala poczekac, az pojde na porodowke, lecz urodzila sie podczas badania usg.
Przy porodzie byla rowniez jedna polozna i jedna niczego nieswiadoma lekarka, swiece przekonana, ze przez zwykle fanaberie utrudniam jej wykonanie badania usg.


Przy obydwu porodach towarzyszyla mi ta sama polozna (Polka). Oczywiscie to byl przypadek. Ale polozna naprawde wspaniala. I bardzo madra.

Obydwa porody byly krotkie. Pierwszy odrobine skomplikowany, bo choc bylo pelne rozwarcie corcia zaczela sie nagle cofac.
Ale polozna od razu naciela mnie i wyjela core rekoma... Jedna reka chwytajac za glowke, a druga jednoczesnie odkrecajac pepowine, ktora mala miala okrecona wokol szyjki.
No drugi porod jak juz pisalam, byl zaskakujacy i nagly... takze tak naprawde nie zdazylam sie na niego jakos przygotowac... rodzilam 15 minut... nawet nie wiedzac, ze to juz zaraz bedzie koniec, ze corcia zaraz sie urodzi. Zreszta nikt tego nie przypuszczal, choc jeszcze 15 minut wczesniej bylam badana przez polozna.
Na szczescie polozna poznala, ze to juz czas, jak ja wybieralam sie do toalety... no i zdazyla jeszcze mala odebrac... ;)

Takze ogolnie wspomnienie mam dobre... i porodu sie nie boje.
kasia13_archiwum
swiecie* przekonana...
Nanya
Ja nawet miło wspominam swój poród. Miałam osobną salę do porodów rodzinnych i przez cały czas była ze mną moja mama (teraz będzie mąż, wtedy się bał). W I fazie robiłam co chciałam, chodziłam po sali, po korytarzu, skakałam na piłce, brałam prysznic, itp. Co jakiś czas przychodzila położna sprawdzić rozwracie, zapytać o samopoczucie i zrobić ktg. Dostałam nawet obiad, choć nie mogłam go później przełknąć (na każdym skurczu mnie mdliło). W fazie parcia siedziałam na fotelu (nie leżałam), a wokół mnie chyba cały personel oddziału porodowego :) Mnie się to akurat podobało, bo czułam że mam należytą opiekę. Niemile wspominam jedynie masaż szyjki, nacinanie krocza (nie miałam skurczy partych, więc wszystko czułam) i szycie. No, ale kto mile wspomina ból? Personel był ok.
smerrfetka
ja miałąm poród rodzinny i powiem że stażyści owszem byli ale nie w mojej sali a nawet bym sobie nie życzyła ich.....to miał być poród z mężem i położna a nie stażyści wyprosiła bym ich po prostu mam takie prawo....połozna też mało sie interesowała bo btyła sama a byly 3 porody więc wpadała i wypadała dopiero później przyszły iine położne więc już siedziała u mnie...ale przy z szywaniu było dwóch stażystów na szczeście mnie nie zszywali tyko asystowali:-) a sam poród no bardzo długi 16 godz i bolesny....
Wisienka
Ja wspominam bardzo milo choc to byla cesarka twalo to ok pol godz i bylo po wszystkim i pamietam doskonale wszystkie szczegoly a podczas operacji zartowalam sobie z 2 panami operujacymi mnie tak wiec bylo milo i zabawnie dodatkowo zagadywal mnie anastazjolog podczas zabiegu mialam wysoki cisnienie (nerwy) natomiast kiedy pokazali mi malego momentalnie spadlo na 120/80 choc przedemna bylo jeszcze zszywanie . ..
Wisienka
Aha a na sali bylo 2 lekarzy anastazjolog i 2 panie ktore czekaly zeby zajac sie dzieckiem ... wiec luz...
kasiaimaks
Do końca życia nie będę mogła wybaczyć ludziom ze szpitala w którym rodziłam..
Zaczęło się około 8 rano.. wstałam, przeraziła mnie krew w dość dużej ilości i brak ruchów dziecka. z płaczem i sercem na ramieniu pojechałam do szpitala. na dzień dobry usłyszałam wielkie pretensje, po co ja w ogole przyjechalam. Z wielkiej łaski zrobili mi KTG (które z resztą się zacinało). leżałam podłączona do KTG 2.5h. później tylko rutynowe badanie ginekologiczne i już już chcieli mnie odesłać do domu bo nie miałam skórczy. Dzięki Bogu Pani Doktor zauważyła że sączą mi się wody płodowe.
Przebili mi pęcherz płodowy,podali oksytocyne, środki rozkurczowe. po godzinie moałam już skórcze parte... po 1.5 godziny dzidziuś nadal nie mógł się wydostać...
Wszystko było by dobrze gdyby położna posłuchała mnie i zrobiła USG. a nie zrobiła. Mówiłam że mój synek dwa tygodnie przed porodem miał już 4 kilo to mnie wyśmiała, że maksymalnie będzie miał 3.2, bo mam taki malutki brzuszek!!
opadłam totalnie z sił, słabłam, traciłam kontakt z rzeczywistością.. Lekarka położyła mi się na brzuch, a położna wyciągała małego na siłe łamiąc my przy tym obojczyk:(
Nawet nie mierzyły mi miednicy..nic zupełnie nic..
Na dodatek maluszek nie mógł złapać oddechu. Wpadłam w szał!! Myślałam że zabiję wszystkich.
Na szczęście po minucie miałam już przy piersi swojego synka ważącego 4.340,(58cm).
Żeby było weselej nie urodziłam łożyska i łyżeczkowali, ale na szczęście uśpili mnie:)
Ups, chyba coś nie działa. Prosimy, odśwież stronę lub spróbuj ponownie później.