Menu

Rozstanie - dlaczego mi tak cięźko...

Podjełam decyzje a w zasadzie to musiałam a nie chciałam powiedziec *to koniec*. Mój związek trwał 4,5 roku. Od samego początku nie układało nam sie tak jak powinno (zdrada z jego strony), ale dla dobra dziecka postanowiłam byc z nim. Moja córeczka ma teraz prawie 4 latka. Jakos nam było, no własnie JAKOŚ. Przez praktycznie całe te 4 lata płakałam, nieszczęsliwa, samotna, bez wsparcia, bez zrozumienia. Ale cały czas sobie tłumaczyłam, jakos to bedzie, mamy dziecko, ludzie sobie wybaczaja, nawet jak są zgrzyty , kłótnie itd to dalej sa razem. Temat zdrady poszedł w zapomnienie, po 6 przepłakanych miesiącach. Ale potem przychodziły nowe powody do płaczu, czułam sie przy nim jak powietrze albo niepotrzebny mebel. Wielokrotnie pozostawiał mnie samą kiedy dziecko chorowało, w najwazniejszych momentach zawodził. Potem doszła jego obojetność, dosłownie momentami myslałam że on nie ma serca. Nigdy mnie nie uderzył, ale psychicznie to byłam wrakiem. Potem przyszedł alkohol, wprowadzanie nas w problemy finansowe, bo jego pieniądze sie nie trzymały, wychodzenie z domu i powroty nad ranem. Dziecko stało sie dla mnie najwazniejszym skarbem, dla mojej córci zawsze starałam sie zapewnic to czego potrzebuje, oraz tyle mojego czasu i wspólnej zabawy aby mogła sie rozwijac i poznawac nowe rzeczy. W tym wszystkim całkowicie zatraciłam siebie. Przez ostatnie 5 lat nigdzie nie wyszlam, nawet jak byłam zapraszana na *babskie wieczory* to odmawiałam. W wakacje tamtego roku problemy zaczeły mnie już przerastać, a co najgordzse każda rozmowa która chciałam przeprowadzić aby coś wyjaśnic, porozmawiac, spróbowac jakoś problem rozwiązac kończyła sie na niczym. On cały czas powtarzał że to ze mna jest cos nie tak, że z nim wszystko w porządku. Moje poczucie winy narastało, a w srodku poczucie niesprawiedkliwosci i samotności poprostu zjadało mnie. ale cały czas jeszcze próbowałam ten związek ratowac, ciągle jak jakaś ślepa kura pozwalałam aby to nadal trwało. Nawet teraz jak cztytam co napisałam to na zdrowy rozsądek już dawno nie powinnam z nim byc, a to co napisałam to tylko ogólne sytuacje, a sytuacji kiedy zawodził i narazał mnie i dziecko na przykre sytuacje i wrecz biedote było setki. I teraz moje kochane prosze o pomoc. Prosze pomóżcie mi. Pod koniec tamtego roku coraz czesciej zaczełam myslec ze to nie ma sensu, ze to sie bedzie ciagle powtarzało. 1 tydzień sielanki a potam 3 tygodnie albo 2 miesiące płaczu. W styczniu powiedziałam mu że to koniec. Niestety nadal mieszkamy razem. Najpierw chciałam ja sie wyprowadzic ale za względów finansowych nie dałam rady wiec w końcu staneło na tym że to on sie wyprowadzi. I co ja teraz robie. Otóż moje kochane, ja zalewam sie łzami, jakby ktoś umarł. Wogóle nie umiem sie pozbierac. Walczyłam o ten związek, a on nie robiła nic ze swojej strony a mimo to to mnie pożeraja wyrzuty sumienia ze rozwaliłam rodzine. Jak to teraz powiedziec dziecku? Chociaz ona to juz chyba przeczuwa, bo sie nie smiejemy, nie ma żadnej czułości, on spi na podłodze a ja z dzieckiem. Dlaczego to tak boli, dlaczego nie potrafie sie otrzasnac. Ciągle sie zastanawiam czy aby na pewno podjełam dobra decyzje. Wiem ile mi złego zrobił, nie mam do niego zaufania i wiem że na niego nie można liczyc. Bo duzo mówi i na tym mówieniu sie kończy. Czy jest tu ktoś kto tez to przechodził? Czy jeszcze długo bede w takim stanie? Oczywiście przy nim nie płacze, na szczescie córeczka też chodzi do przedszkola to staram sie do tego czasu ogarnac. Wiem że to teraz ja bede musiała ja pocieszac i wspierac jak bedzie za tata teskniła i powinnam zbiarac siły aby moja córka mogła na mnie liczyc. I aby moja córka wiedziała że ma obok siebie silna mame która da jej poczucie bezpieczeństwa. ale dlaczego to takie tródne i bolesne. Prosze pomóżcie!!!

Anulkaa
 861  9

Znajdź pytania na ten sam temat:

Partnerstwo i Rodzina rozstanie trudne sytuacje ból

Odpowiedzi

Anulkaa
Dzieki za wsparcie. Chodze do psychologa już od października tamtego roku. Ale powiem szczerze że czasem to po tych wizytach czuje sie gorzej niz przed. I mam jeszcze większy mętlik w głowie.
Majaaaaaa0000
Podjełas słuszną decyzje! Kazda kobieta zasługuje na to by byc szanowaną , kochaną i docenianą...Znajdziesz jeszcze kogos kto Ci to zapewni! Tobie i córeczce! Nie mozna dac sie tak traktowac jak powietrze! Teraz zalecam wizyte u psychologa, nie zaszkodzi a moze pomoc ;) powodzenia...
MamaMaya
tylko Ty wiesz czy ta decyzja była słuszna. jest ci bardzo cięzko ze wzgledu na to że to Ty wyszłas z tą inicjatywą - on do konca twierdzi że przeciez wszystko jest ok jak piszesz, wiec to ty jestes ta "zła"... myslisz tak prawda? nawet nie wiesz ile razy ja chciałam podjąc taką decyzje jak ty wreszcie rzucic to i uwolnic się ale nigdy nie miałam na tyle odwagi, ale moze ja nie mialam az takich powodów jak Ty. dojdziesz do siebie i kiedys na pewno odetchniesz z ulgą i powiesz sobie ze to bylo najlepsze co moglas zrobic. na pewno bylo by o wiele łatwiej gdyby nie dziecko - ja rozstałabym sie już dawno temu gdyby nie córka... a co twoj maz na decyzje jaka podjelas? co powiedzial? widzisz żeby chciał o coś walczyć zmienić sie? bo jesli nie to ten zwiazek nie ma dalej sensu i jest to pewne.
Anulkaa
Dzięki dziewczyny!!!! Nawet nie wiecie ile to dla mnie znaczy ze moge wasze opinie pzreczytac.
Mama Maya: Przez prawie 3 miesiace nie rozmawialismy, ja pierwszy raz zdecydowałam sie na zachowanie dystansu. I ani razu nie podszedł, nie przeprosił, nie zapytał dlaczego sie nie odzywam,kompletnie nic. A po tych 3 miesiącach wkońcu w styczniu zebrałam sie na odwage (aż głupio sie przyznac ale bałam sie jak nie wiem co, sama nie wiem czego, chyba tego że jak to powiem to faktycznie bedzie koniec). Powiedziałam słowo *koniec* i co? Zero reakcji, tylko przytaknoł głową. Nawet nie poprosił zebym została. To zabolało strasznie. Mozna powiedziec że poświeciłam mu 5 lat mojego zycia, obiadki, prasowanie gotowanie zakupy, wychowanie dziecka, pomagałam mu nawet w firmie, potem poszłam do prasy i jednoczesnie robiłam kurs języka niemieckiego, a on nawet nie zapytał czy może jednak to jakoś naprawimy i sprubujemy. Nic. Wiecie jak sie czuje? Jak sie może czuc kobieta w takiej sytuacji? Strasznie!
Beki
To tylko potwierdza słuszność Twojej decyzji. Nie poddawaj się i walcz o siebie. Nikt za Ciebie życia nie przeżyje.
monikas342
kochana jestem w bardzo podobnej sytuacji tylko ze ja mam 2 dzieci 1.5 roczku i 4 lata....bylam z nim 9 lat,9 lat tak naprawde nie wiem dlaczego.milosci nie bylo nigdy tak naprawde nie slyszalam czulych slow.tylko nie zaluje z nim dzieci.mialam tak samo nie bil ale psychicznie..........w koncu powiedzialam dosc sama jestem dopiero od tygodnia i powiem ze tez jest mi tak bardzo ciezko boli jak cholera najgorsze sa wieczory ale czesto mysle ile przez te 9 lat bylo dobrego a ile zlego przebicie zlego....ja tez duzo lez wylewalalam na net mama dostalam duzo rad i jestem bardzo duzo wdzieczna mama ktore mnie podnosily na duchu....ogolnie wopowiedziec moje zycie braklo by tygodnia haha a tak kochana jak cos mozesz pisac na priva pomoge jesli bede mogla.trzymaj sie dla coreczki:)))))))))))
kasiaczek9911
Moim zdaniem bardzo dobrze zrobilas. Nie mozesz sie zadreczac mysleniem, ze to Ty rozwalilas rodzine! Twojemu partnerowi tez powinno zalezec na poprawie sytuacji, a nie zrobil nic zeby ratowac wasza rodzine. Po prostu na Ciebie nie zaslugiwal! Skup sie na coreczce, ona Cie teraz potrzebuje i na pewno bardzo kocha i bedzie potrafila docenic wszystko, co dla niej robisz. Glowa do gory masz dla kogo zyc!:*
Anulkaa
Dzieki dziewczyny!!! Od dawna chodziłam zdolowana i z czarnymi myslami, ale wasze opowieści i rady podniosły mnie na duchu. Tak jak monikas342 ciagle myslę o tym co było, a raczej o tym czego juz nie bedzie ... mam na mysli te dobre chwile które miedzy nami były, lecz prawda jest taka że dobrych chwil owszem było sporo lecz tych złych też i to te złe właśnie bolały tak bardzo ze nawet jak potem robił coś dobrego to ja juz nie ufałam, nie cieszyłam sie, nie wierzyłam i co najgorsze zbierał sie we mnie w środku ogromny żal do niego. Tyle razy chciałam sie przytulic to było * nie teraz*, jak chciałam usiasć na kolana to było *zejdz jestes cieżka*, jak w łóżku chciałam sie przytulic to było * idz na swoja połowe bo nie moge sie odwrócić i ruszac*, przyszedł z pracy i chciałam sie pośmiac i pogadac to było * daj mi zjeść i chwile czasu, musisz od razu mi wszystko opowiadac*, wieczorem mogłam sobie gadac jak dościany żeby sie połozył żebysmy choć raz razem zasneli, przecież on musiał kolejny *etap w grze przejść* Az w tamtym roku zauwazyłam że seks wogóle nie sprawia mi przyjemności, nic kompletnie nic. Wtedy myślałam że akurat mam taki czas, ale teraz wiem że to był sygnał że ten zwiazek sie kończy. O dziwo dla naszej córki potrafi poświecić czas i sie z nią bawic a ja do dzis nie potrafie zrozumiec jak można sie cieszyc i śmiac a jak tylko ja weszłam czy coś powiedziałam to zachowywał sie tak jakbym była jakims intruzem który psuje dobra zabawe. Córka jest z nim bardzo zżyta, jest dla niej jak jakies bóstwo. Troche sie boje jak Alicja zareaguje jak on sie wyprowadzi. Ja już bym chciała żeby go tu nie było, wtedy mogłabym faktycznie zaczac od nowa, a tak to on nadal jeszcze tutaj jest i jest mi cieżko. Ciagle wracam do przeszłości. a on zachowuje sie tak jakbysmy nadal razem byli, jest wrecz mega miły. Co prawda nie dotykamy sie, nie rozmawiamy, on śpi na podłodze a ja z córeczką, ale tak jakby chciał żebyśmy zostali przyjaciółmi i utrzymywali znajomość. Strasznie zagubiona jestem, bo mieszkam za granica w Niemczech, nie ma tu nikogo z mojej rodziny, właściwie to tylko on i moja córcia. Kilka koleżanek mam ale nie jak to sie mówi na zawołanie, bo każda żyje swoim życiem. Dlatego sie ciesze z tej stronki i z tego że tutaj moge liczyć na porade i wsparcie. Musze sama sobie radzic z wątpliwościami i momentami czuje sie strasznie samotna, a wiem że dopiero jak on sie wyprowadzi i zabierze rzeczy to odczuje samotność jeszcze bardziej.
Ups, chyba coś nie działa. Prosimy, odśwież stronę lub spróbuj ponownie później.