Menu

rozwód i co dalej czy rozstanie???

Pytam się do wszystkich mam z prośbą ogromną o rade...nie wiem juz co robic...mam totalne załamanie nerwowe..nie moge przestać płakać a na to patrzą moje dzieci.Wali mi się totalnie moje małżeństwo...przez ostatni miesiąc były MEGA AWANTURY...a na to patrzą moje maleńśtwa..czarę goryczy przelało to,że mój mąż po raz kolejny stracił prace pozostawiając nas niemal na lodzie...do tego przeginał z piciem.Po pracy przychodzil podpity...albo jeszcze sie w domu dobijal.Mam dosyc!!!!!!!powiedzialam mu ze nie chce tak zyc ze albo alkohol albo my i wyprowadzilam sie do taty swojego.Dzieci ogromnie cierpialy strasznie to przeszły...po tyg zabrał nas do domu bo obiecywal ze juz nie bedzie..ze nie pije...Jest niemal miesiac po wszystkim a sytuacja wraca do normy poprzedniego stanu pomimo moich awantur...nie mam juz sil..nie wiem co mam robic zaraz wracam do pracy nie wiem jak bym poradzila sobie sama z dziecmi....poza tym trzyma mnie to ze nie chce dzieciom rozbijac rodziny..ale on nie trzyma sie zasad wogole...blagam doradzcie czy jest jeszcze o co walczyc..

Daga81
 860  29

Znajdź pytania na ten sam temat:

Dorośli Partnerstwo i Rodzina rozwód

Odpowiedzi

kama86
Walczyc jest zawsze o co..Bo walczysz o swoja rodzine.
Radzilabym ci z mezem szczeze porozmawiac.
Przemysl swoja decyzje o rozstaniu bo chyba do konca nie jestes pewna tego co robisz.
Jesli go kochasz to walcz!!!Pozniej mozesz zalowac.
Teraz czas jest piekny na zalagodzenie konfliktu.
Daga81
Kochana wlasnie nie jestem pewna...wiem ze nie chce tak zyc ale boje sie ze moge zalowac..do tego wiem ze jest dobrym ojcem zajmuje sie dziecmi gotuje w domu...ale jak widze u niego piwo dostaje "szalu" alergii...a rozmów na ten temat było tysiące...
kama86
Wiem ze to ciezkie ale postaraj sie byc dla niego wsparciem i oparciem..Po tej wypowiedzi widac ze Ci na nim zalezy.
Moze terapia? Walcz a oplaci sie..Lepiej wiedziec ze sie zrobilo wszystko niz zalowac ze sie czegos nie zrobilo..
W tym wszystkim nie zapominaj o sobie!!!
Beatka9316
Myślę, że rozwód to ostateczność... Zawsze jest o co walczyć. Walczysz o własne szczęście i kochającą się rodzinę. Ale to musi być Twoja decyzja... Czy chcesz nadal walczyć i czy chcesz dawać kolejną szanse. Porozmawiaj z mężem o tym, że obiecywał, że się zmieni. Powiedz mu szczerze to jest jego ostatnia szansa i ma ostatnie dni aby się w końcu ogarnąć się mężczyzną który ma rodzinę to powinien wziąć się za robotę a nie chlać... Wiadomo każdy może stracić pracę ale to niech chociaż jej próbuje szukać. Powiedz mu ostatecznie jeśli po świętach nie przestanie odstawiać takich cyrków to po prostu bierzesz dzieci pakujecie się i wyprowadzasz się już raz na zawsze i nie ma później, że przyjdzie i przeprosi. Takich szans może być tysiące albo nawet więcej. Jeśli rozmowa nic nie da to wyprowadź się. Jak przyjdzie za jakiś czas to bądź chwilę nieugięta i postaw na swoim, że nie masz zamiaru do niego wracać. Może wtedy coś zrozumie i zobaczy, że nie ma żartów i na prawdę za chwilę może stracić swoją rodzinę. A mówiąc o dzieciach, że nie chcesz im rozwalać rodziny i zabierać ojca. Ale pomyśl o tym jak się kłócicie i one na to patrzą co jest gorsze ? Nie zabierzesz im ojca mogą się przecież z tatą widywać. Przemyśl wszystko na spokojnie i podejmij jakieś działania. Przecież dalej tak być nie może.
Na prawdę porozmawiaj z mężem wspomnij mu o tym, że jeśli nie chce tego robić dla Ciebie to niech chociaż pomyśli o dzieciach które widzą i słyszą wasze kłótnie i widzą co chwilę tatę pijanego. Że powinien być dla dzieci wzorem a nie uczyć takich rzeczy. Może to poskutkuję.
Życzę powodzenia i oby Ci się poukładało w małżeństwie. :*
Daga81
Walizek wystawic nie moge niestety:(moge jedynie zabrac dzieci i mieszkac u dziadka czyli mojego taty-nie bedzie łatwo:((((poza tym gdyby jeszcze syn nie chodzil do przedszkola...ale z tym wiaze się zmiana przedszkola:(((((((jesli przeprowadzimy sie do taty mojego
flame123
A w jaki sposób pijany małżonek pomaga Ci przy dzieciach?
kama86
PRZEPRASZAM Cie bardzo ale nie zartuje...Dla mnie malzenstwo to swietosc..I ostatecznoscia byloby abym wywalila meza na zbity pysk z domu..
Eudaimonia napisała:
Kama, Ty chyba żartujesz.

Dagmara ma walczyć? Przecież Ona już próbowała dotrzeć do serca i rozumu swego męża.
Teraz Jego kolej.
Tutaj jedyną walkę powinien stoczyć Jej mąż. Bo to On tę rodzinę depcze i bezcześci.
Ultimatum: "Albo masz jaja i bierzesz się w garść, szukasz pracy a alkoholowi mówisz do niewidzenia, albo wracaj do kawalerskiego stanu, skoro i tak jak kawaler żyjesz. Albo wybierasz rodzinę, albo idziesz na łatwiznę".
Dagmaro Droga, ani Ty, ani Dzieci nie zasługujecie na życie w zawieszeniu, z mężem i ojcem, który ma Was w odwłoku. Zatem, albo się opamięta, albo walizki za próg.
Czasem trzeba porządnie potrząsnąć, żeby do człowieka dotarło, że stoi po kolana w kupie.
flame123
Kama ma rację. Małżeństwo powinno być świętością, ale dla dwóch stron.
kama86
Oczywiscie ze dla dwuch osob..Nie ma malzenstw idealnych kazdy kiedys przechodzil jakis kryzys jeden wiekszy drugi mniejszy i gdyby kazdy w ten sposob reagowal to na swiecie bylyby same rozwody..Ja nie mowie zeby Dagmara sie poswiecala ale jesli jest problem w rodzinie to niestety czasem trzeba walczyc..
flame123 napisała:
Kama ma rację. Małżeństwo powinno być świętością, ale dla dwóch stron.
katarynka3311
Trzeba nim potrząsnąć i powiedzieć, że albo mu zależy i będzie zachowywał się jak facet, albo nie i niech wraca skąd przyszedł. Jeżeli w domu jest taka atmosfera, jak piszesz, to nie jest to dobre ani dla Ciebie, ani dla dzieci. Jeśli się wyprowadzicie, to będzie wielka zmiana, ale możliwe, że na lepsze.
Świętość małżeństwa jest dla mnie oczywista, ale to, jak którakolwiek ze stron rani, dołuje i sprawia ból, dalekie jest od świętości, prawda?.
Odwagi, siły i szczęścia dla Ciebie i dzieci.
kama86
@Eudaimonia Kazda z nas ma inne zdanie na ten temat..inny charakter i inne podejscie.
Dobrze nam pisac a jakbysmy sie zachowaly bedac w takiej sytuacji,tego nie wiemy..
Pawdopodobnie walczylybysmy o swoje rodziny a nie uciekaly od problemu..
Bo on istnieje i trzeba go pokonac a nie przed nim uciekac..

Facet ma duzy problem, stracil prace.Wiem ze to go nie usprawiedliwa ale tez nie trzeba byc geniuszem zeby zobaczyc ze dziewczynie na nim zalezy.
Znam malzenstwo ktore pokonalo wieloletni alkocholizm meza a takze przemoc..Walczyli o siebie i teraz sa kochajacym dogadujacym sie malzenstwem..


Dagmara i tak zrobi to co ona uzna za sluszne..
Ja jestem czlowiekiem walecznym i nie poddalabym sie..
Kazda z nas jest inna..I kazda ma na ten temat inne zdanie..
Czasem pewnosc siebie sie chowa..
Bestyjka
Mój ojciec pił jak byłam dzieckiem i wiecznie albo nie pracował albo zarabiał tyle, że na nic nie starczało. Pamiętam płaczącą matkę i tłuczenie butelek pod domem;/ Nigdy w życiu nie pozwoliłabym dorastać mojemu dziecku przy alkoholiku ( mimo , iż ojciec przestał pić od moich 9 urodzin i przez 10 lat nawet nie powąchał alkoholu to ja wszystko pamiętam). Alkoholik może nie pić 5, 10 nawet 20 lat ale wróci do nałogu a bo pracę stracił, a bo inna tragedia. Jestem waleczna i nie jedno wybaczałam ale alkoholizm to coś czego bym nie dała rady przejść.
renata29
Jedyne wyjście to wyprowadzić się i nie wracać po tygodniu,dwóch czy miesiącu.Nie obietnice się liczą a czyny.Niech teraz mąż się stara,walczy.
LaMandragora
Mysle, ze odpowiedz sama znasz.
Zrob jak czujesz.

Nie bede Tobie nic radzic.
Sama sie rozwodze w trakcie i uwazam, ze to bylo najlepsze dla mnie i dzieci wyjscie.
Nie uwazam tego za wygrana i sukces.
Mam poczucie porazki, ale wiem, ze takie cos bylo najlepszym mozliwym wyjsciem.
Nie bede wiec nikomu doradzac "rozwiedz sie", bo to nie jest takie proste.
Nie bede rowniez doradzac "zostan i walcz".
Sama znasz odpowiedz.
Pytasz sie, ale po co?

Powie Ci ktos "rozwiedz sie". Zrobisz to?
Powie Ci ktos "zostan". Zrobisz to?

Taka decyzja nie jest latwa, ale to Ty musisz ja podjac. To sie nazywa odpowiedzialnosc. I ona moze bolec.
Ale...

To Twoje zycie i tylko Ty mozesz tu cos zrobic.
Wiec pytanie. Co chcesz zrobic? Ty? Nie ja. Nie ktos. Nie my tu na forum. Ty.
kama86
Mamy inne zdanie i z calym szacunkiem do twojej osoby ale niestety do konca do swoich racji mnie nie przekonasz...
Po czesci masz racje ale niestety nikt nie ma niczego zawsze na tacy podane..
Nie kazdy od zawsze ma szczesliwa rodzine.Ja jestem taka ze ratowalabym malzenstwo do konca..
Chyba ze staloby sie cos co bym nie przewidziala..
daryjka87poznan
Ja jestem po rozwodzie. Było ciężko, weszłam prawie przez to wszystko w nerwice. Nie mogłam sobie przez jakiś czas wogole poradzić z niczym, załamywałam się z byle błahej błahostki. Troszke to trwało. Na dzień dzisiejszy ciesze się ze jestem sama, ze nie borykam się z problemami które były gdy był jeszcze mąż. Szkoda mi tylko córki bo jednak wiem ze brakuje jej ojca a on ze tak powiem ma ją w czterech literach teraz. Zero praktycznie kontaktu ale sam tak wybrał. Kiedys wierze w to ze wszystko się zemści na nim, chociaż to ze jak córka podrośnie sama zobaczy jaki tatuś jest ''wspaniały''
koza54
ja walczyła i dawałam szanse a problem był podobny, przginka z alkoholem i problemy z praca oczywiscie przez picie ciagle ja tracil... szans mial trzy i wypie....dolilam na zbity pysk... nie pozwolilam zeby dziecko na to patrzylo, nie toleruje takiej nieodpowiedzialnosci. Byly blagania, placze ale nie pozwolilam wrocic, bo wiem, ze byla by powtorka z rozrywki a pomijam juz fakt, ze przez te jego wyskoki z alko moje uczucia zupelnie wygasly wiec nie widzialam sensu... Teraz cieszy mnie tylko fakt, ze spotyka sie z corka, bo widze, ze jej bardzo go brakuje a ja nie chce zeby ona cierpiala, bo i ja bede...

Moje zdanie, zakonczyc ta meczarnie
kama86
Z tego co wiem to i jej tego tez nie powiedzial.
Piszemy o konkretnym przykladzie wiec nie wiem po co dodawac inne sytuacje.
JA PISALAM JAKBYM SIE ZACHOWALA W TYM KONKRETNYM PRZYPADKU
Eudaimonia napisała:
Nie mam intencji przekonywać Cię do swoich racji.

Gdyby Ci mąż powiedział, że ma Cię w odwłoku i w najmniejszym stopniu już Cię nie kocha, raczej byś nie miała o co walczyć ani czego ratować.

Mam nadzieję, że Dagmara nigdy nic takiego nie usłyszy.
clyde22
Każdemu trzeba dać drugą szansę, ale nigdy nie trzecią... Jak się jest w związku, to odpowiada się nie tylko za siebie, ale i za drugiego. Małżeństwo zobowiązuje. Więc tata/mąż dawno powinien się poogarniać. Bo świętość (małżeństwo) jest świętością, póki jej się nie podepcze. Wszystko w życiu dozwolone, byle z umiarem. I głowę resetnąć czasem trzeba, i wieprzem przez dzień zostać, ale jutro futro otrzepać i wracać do codziennego życia na jawie.
Asia, moje cztery kopyta podpisują się pod Twoimi słowami...(kwiatek)
LaMandragora
Opowiem Wam cos... ciekawego.

Moze...


Byl sobie facet. Mial dziewczyne. Dziewczyna totalna zdzira (przepraszam za slowa, ale nie da sie tego inaczej okreslic), puszczalska, interesowna, zolza, wredna, no masakra.
Jego przyjaciele widzieli, co z nim robila. Facet no doslownie konczyl sie przy niej.
Postanowili mu pomoc.
Rozbic te relacje.
Zeby facet sie odnalazl, znalazl sobie moze kogos lepszego, kto go doceni, kto mu bedzie wsparciem i nie bedzie gnoil.
Jak postanowili, tak zrobili.
Udalo im sie rozbic te relacje.

Coz... duzo czasu nie minelo, jak facet chodzil pod reke z nowa kobieta. Jeszcze lepsza zdzira, zolza, puszczalska i wszystkim na raz.


Bo co...


Wniosek jest taki, ze dopoki ktos nie zrozumie, dlaczego ma takiego a nie innego partnera, to samo rozstanie na niewiele sie nie zda.
Dlaczego rozwodki (byle zony alkoholikow) czesto powielaja swoje wzorce relacji partnerskich i ciagle i ciagle szukaja sobie lotrow? :)

Mozna kobiecie doradzic, dajmy na to, zeby odeszla.
Ale jezeli ona sama w sobie tego nie stwierdzi, to albo bedzie wracac albo... za chwile znajdzie sobie podobny model.


Dlatego ja nie bawie sie w porady.

Jak wystarczajaco zaboli to sama bedzie wiedziala, co i jak robic. Taka prawda. Bolesna, ale prawdziwa.

I caly swiat moze tu cos chciec radzic, mowic itd.

To nic nie da. Zwyczajnie... ;)
Ups, chyba coś nie działa. Prosimy, odśwież stronę lub spróbuj ponownie później.