Menu

szukam porad

czesc dziewczyny moje pytanie jest takie mianowicie mam 3.5letniego syna i mój syn chyba ma stulejke bo jego siusiak jak sie odciaga to go boli boje sie bo bym nie chciala zeby mial chirurgicznie robiony zabieg slyszalam ze sa jakies masci sterydowe ktore pomagaja jutro moje dziecko ma wizyte u pediatry i zobaczymy co ona powie a wy prosze wypowiedzcie sie na ten temat

beata23011
 356  9

Znajdź pytania na ten sam temat:

1-3 lat Zdrowie dziecko

Odpowiedzi

MaLaCzarna
Nie panikuj , zabieg to ostateczność.
U nas było podobnie , dostaniesz skierowanie do chirurga i on zadecyduje . W przypadku tak małych dzieci są inne metody uporania się z tym problemem. U nas była seria laserów ( co jest całkowicie bezbolesne) do tego parafina i pomogło :)
amalka
Nie ma co wyrokować. Lekarz dziecię zbada i wszystkiego się dowiesz.

Nasuwa mi się jednak pytanie- gdzie Ty byłaś kobieto przez te 3, 5 roku? Gdzie był lekarz? NIKT nie zauważył, że napletek się nie zsuwa?

No i jeszcze jedno- nie zsuwa się w ogóle, czy tylko do połowy dla przykładu? To też różnica.
MMama1975
Mój syn w wieku 7 lat miał operację na stulejkę. Sam zabieg był w pełnej narkozie. To dobrze, że teraz zauważyliście ten problem, bo być może zabieg nie będzie konieczny i faktycznie skończy się na maściach i treningach w ciepłej kąpieli(kciuki).
U nas maść nie pomogła, bo syn miał już problemy z sikaniem. Wszystko dosłownie zarosło. Niestety mój SY US nie pozwalał sobie po zabiegu pomóc i teraz znowu wybieramy się do poradni. Im wcześniej rozwiążecie problem, tym lepiej, bo malucha łatwiej kontrolować. Takiego starszaka już nie można dotykać, chce być samodzielny i żeby nikt mu do łazienki nie wchodził (co jest zrozumiałe a próba ingerencji dorosłego niewygodna dla dziecka i rodziców)
Jak coś to pisz do mnie. Lepiej żeby nie było tego zabiegu, bo chociaż sama operacja nie jest skomplikowana, to opatrunki, wszystkie czynności po muszą robić rodzice i aż serce boli jak patrzysz na to cierpienie dziecka. Pamiętam, że syn miał taką maść cepan z wyciągiem z cebuli, która miała mu pomóc przed zabiegiem i faktycznie dała efekty, bo się to rozpulchniło jakby i mógł się chociaż wysikać do czasu zabiegu. Może u was na maści się skończy? Wiem, że czasem lekarze na miejscu w poradni są w stanie odkleić napletek za pomocą takich szczypczyków jakby. Mój syn nie dał sobie tego zrobić ostatnio i nie wiadomo jak się sprawa zakończy...a to podobno moment szczypie jakby plaster odrywać-tylko lokalizacja nieco bardziej wrażliwa.
MMama1975
Mojemu synowi lekarka w przychodni jak był mały tak drastycznie to zrobiła, że niestety po jej interwencji na chama doszło do zrostów. Wcześniej wielokrotnie udawaliśmy się po poradę i nikt nie widział problemu, że tylko do połowy można odsunąć. Mówili trening i jeszcze raz trening. No to gówniarz tak trenował pod kołderką jak nie widzieliśmy, że och. Potem ta lekarka na bilansie...szkoda gadać. To był moment, nie zdążyliśmy zareagować. Po takim czymś nie dziwie się, że syn nie dał się dotknąć nikomu. Dopiero specjalista w poradni nas uświadomił co narobiła ta lekarka i żebyśmy nie mieli wyrzutów sumienia, bo tu nic nie dało się już zrobić.
amalka
@MMama o matko... współczuję (placze)

Koleżanka ma dwóch synów- bliźniaków. U obu napletek zsuwał się do połowy. Podczas bilansu, lekarka zerwała skórkę jednemu z chłopców "na siłę". Mały zaczął tak strasznie płakać i krzyczeć, że drugiego już nie zbadali. Wrócili do domu i... zaczął się horror. Siusiak spuchł, mały ledwie potrafił siusiać, skórka nie zsuwała się w ogóle, rana zaczęła się "ślimaczyć", wdała się infekcja... Chłopiec trafił pod skalpel. Każda zmiana opatrunku to był horror! Dziecko jeszcze długo bało się widoku białego kitla (placze) U drugiego z chłopców wszystko przebiegło pomaleńku. Skórka zsunęła się z czasem.

Krzysiaczkowi dłuuuugo nie zsuwał się napletek tak do końca. Nawet teraz (ma 7 lat) w jednym miejscu jest lekkusieńko przyklejony. Postępowaliśmy tak, jak podpowiadała nam intuicja i... moja kochana Druga Mama, matka dwóch chłopaków i babcia kilkuletniego już wówczas mężowego siostrzeńca. NIC NA SIŁĘ, treningi, codzienne kontrole (napletka i jąderek) w domu, oraz na każdej wizycie u lekarza. Teraz oczywiście Krzysio bada się już sam (nam nawet pupy nie pokarze a co dopiero "klejnocików")

Aż dziw bierze, że w dobie dostępu do wszelkich informacji, w niektórych kwestiach mamy bywają niedoinformowane...
MMama1975
Amalka, po prostu masakra, w jednej chwili popsuła wszystko lekarka w trakcie bilansu. Chirurg załamywał ręce, bo najpierw nas podejrzewał, że to my nie bylismy delikatni - a my to aż za bardzo się baliśmy. Także załatwiono to za nas na bilansie tak, że potem dziecko musiało się tyle wycierpieć. Dlatego trudno było mu potem pokonać blokadę i nigdy nie udało się zsunąć do końca. Ale jak teraz byliśmy na kontroli ze złamaną ręką, to od razu poprosiliśmy, żeby pani dr zobaczyła klejnoty, no i mówi, że tragedii nie ma i właściwie może na miejscu to załatwić...no i się zaczęło(ups) takie szopki młody zaczął odstawiać. Lekarka wściekła odesłała nas do domu i kazała przyjść na drugie podejście, w międzyczasie mamy poukładać w głowie młodemu. Lekarka się śmiała, że ma takich pacjentów z wąsem, co to z mamusią przychodzą po ratunek (hahaha)
tlolek
@amalka niedoinformowana mama to jeszcze rozumiem ale niedoinformowany lekarz to już zakrawa o pomstę...
W ciąży z K. czytywałam wiele czasopism/ książek dla przyszłych mam. Wszędzie trąbili o treningu napletka od najwcześniejszych chwil dziecięcia.
Na pierwszym szczepieniu lekarka mnie wyśmiała jak zadałam pytanie czy już i jak to robić.
A że ja się uparłam, tak zsuwałam przy każdej kąpieli i dzięki temu syn mając 1,5 roku miał napletek zsunięty w 95%
W jedynym malusim miejscu był tylko przyklejony. Podczas wizyty domowej przy okazji lekarz zsunął napletek do końca ale używając najpierw znieczulenia miejscowego a po wszystkim zlecił odpowiednie maści z antybiotykiem. Łezki jedynie były po paru godzinach przy pierwszym siusianiu jak znieczulenie puściło.

3,5r. to takowy młodzieniec powinien pozwolić jeszcze (w miarę dobrowolnie) na tego typu zabiegi pielęgnacyjne podczas kąpieli. Albo pokaż mu jak powinien dbać o siusiaka.
amalka
Będziecie się pewnie śmiały, ale co tam (rock) Powiem Wam, jak my uczyliśmy Juniora zdejmowania napletka. "Dziurkę" nazwaliśmy oczkiem. Przy ściąganiu mówiliśmy "jest oczko", przy naciąganiu "nie ma oczka" i tak na zmianę "jest", "nie ma", "jest", "nie ma"... Maleńki Krzysio traktował zbiego jako zabawę i nie stresował się. Gdy podrósł, wiedział po prostu, że trzeba skórką ruszać. Najśmieszniejsze jest to, że czynności koło- siusiakowe nadal zowią się po prostu "jest i nie ma" (smiech)
MMama1975
(smiech) dobre
U syna w klasie na lekcji przyrody kolega przy nauczycielce użył nazw "piśka" i "siurak"(ups)
Ups, chyba coś nie działa. Prosimy, odśwież stronę lub spróbuj ponownie później.