Menu

Wspomnienia z czasów szkolnych...

Jestem ciekawa jak wspominacie szkolne czasy:) Czy macie jakieś ciekawe historie z Waszym udziałem? A może są rzeczy, których się wstydzicie lub żałujecie? Ja powiem szczerze, że przez własną głupotę omal nie zawaliłam szkoły, w roku, w którym miałam zdawać maturę.. Chcieli mnie wywalić ze szkoły, bo razem z kumpelą z ławki wagarowałyśmy (pout), na szczęście dyrektorka dała nam drugą szansę i już tak często nie uciekałyśmy z lekcji.. Co ciekawe, maturę zdałam jako jedna z najlepszych w klasie (grins) A jak to było u Was?

Panterka
 765  12

Znajdź pytania na ten sam temat:

wspomnienia ze szkoły historie szkolne

Odpowiedzi

krasna1
ja większość czasu wagarowałam.....
a jak już byłam w szkole to zawsze coś się działo....
chciałabym wrócić do szkoły i mieć znów te same problemy....
xkasiulax
W maju przypominałam sobie,że koniec roku się zbliża i trzeba poprawić oceny bo rodzice będą huczeć i na wakacje nigdzie nie pojade,...........więc nauczycielki błagałam o poprawe stopni,a tak to,z dziewczynami rozrabiałyśmy równo,popalałyśmy fajki w WC,przeszkadzałyśmy na lekcji,nie byłam kujonem ale w towarzystwie prymusów sie obracałam,i na świadectwie były dobre oceny,rozrabiałam,ale lubiłam odrabiać,prace domowe,nawet byłam przewodnicząca klasy (grins) zawsze mając np: 4 robiłam wszystko by miec 5-byłam nie grzeczna..........ale starałam sę miec dobre oceny szczerze (prezent)
mycha2706
moje czasy szkolne to czas punka... było kolorowo,nic więcej nie powiem...tez mialam wyleciec ze szkoly,której byłam przewodnicząca...ale to długa historia...
Panterka
Aha, największa moja wpadka, to było jak zadzwoniła do mojej mamy pani pedagog.. Akurat ja odebrałam i przedstawiłam się jako moja mama.. Oczywiście chodziło o wagary, i tak rozmawiałam sobie z pedagożką aż ta na końcu przyznała się, ze wie, że to ja i musiałam przyjść na dywanik do dyrektorki... Oczywiście rodzicom o wszystkim powiedziałam, jednak mam taki dar do przekonywania i obracania kota ogonem, że rodzice nic mi nie zrobili.. Do tej pory potrafię niemal wszystko obrócić na swoją korzyść...
xkasiulax
no Panterka na to bym nie wpadła ...........(smiech)(smiech)
ulenka091987
z moją szkołą różnie bywało, wagary i różne przekręty były na porządku dziennym, a i tak wychodziłam na swoje :) w gimnazjum i liceum miałam świetne klasy, zawsze wiedzieliśmy jak dotrzeć do nauczycieli, żeby mimo naszych wyskoków nas uwielbiali, w gimnazjum na lekcji religii wychodziliśmy przez okno do sklepu, raz jak wyszłyśmy z koleżankami na papierosa to o mały włos nie przyłapała nas straż miejska, a najlepsze wtedy było, że szli w kierunku naszej szkoły a my razem z nimi i gadaliśmy a wszyscy co nas widzieli myśleli że nas złapali i do dyrka prowadzą, zabójcze miny mieli jak my skręciłyśmy do szkoło a strażnicy poszli dalej :) dużo by pisać wszystkiego, ale chętnie wróciłabym do mojej klasy zwłaszcza licealnej :)
Panterka
W ogóle to nasza klasa jako pierwsza w historii szkoły uciekła z ostatnich lekcji już drugiego dnia szkoły (grins) To była pierwsza klasa technikum, dopiero co się ze sobą poznawaliśmy (grins) Ja zawsze miałam "szczęście" do niegrzecznych uczniów.. W gimnazjum moi koledzy wysłali naszą wychowawczynię do szpitala.. Biedna na serce nie wytrzymała.. Nikt nie chciał nas przejąć na zastępstwo i w końcu pedagog szkolny został zmuszony..
daryjka87poznan
Najlepiej wspominam czasy gimnazjum (grins)

Raz zrobilam z kolezanka przypał dosc ze sie spozniłysmy na lekcje angielskiego, to wlecielismy z wielkim pyskiem gdzie wy sie podziewacie my was wszedzie szukamy, rzuciłysmy plecaki i z szuraniem o podloge odsunelismy krzesla od lawki. W pewnym momencie kolega powiedzial do nas spojrz to siedzi w ostatnim rzedzie. Okazało sie ze dyrektor z zona przyszli popatrzec jak sie u nas lekcje prowadzi, nie byli zbytnio zadowoleni. Przez nas cała grupa musiała sie składac na kwiaty przeprosinowe.


A i jeszcze pani od W-F chciała mnie usadzic w ostatniej klasie bo nie lubiłysmy sie zbytnio i ona i ja sobie robilysmy na złosc. Gdy jednak przepusciła mnie to tak dostała we wakacje ładny prezent. Z kolezanka popisalysmy szkołe spayem wyzwiskami. Do dzis nikt o tym nie wie ze to my i dobrze bo az wstyd teraz. Jak sie jest mlodym to sie tak nie mysli o konsekwencjach niestety.
Kasik34
Ogolnie dobrze wspominam czasy szkolne szczegolnie jesli chodzi o liceum,w mojej klasie byly same dziewczyny i bylysmy super zgrane.Najlepiej wspominam organizowanie dyskotek :) oraz wagary w McDonaldzie,wprawdzie nie czesto ale raz na jakis czas sie zdarzalo ze nawet klasowa kujonka szla z nami :)Fajne to byly czasy,mimo wszystko beztroskie a nam sie wtedy wydawalo ze doroslosc to jest to hehe.
amalka
Różnie wspominam, różne szkoły... Podstawówka jakoś zleciała, choć jako jeden z trzech klasowych pulpetów, nasłuchałam się nieprzyjemnych dla ucha tekstów... Szkoły średniej nie wybrałam sobie sama- zapisał mnie ojciec, realizując tym samym swoje chora ambicje. Trafiłam do (wówczas) elitarnego liceum, między "dzieci bogatych rodziców" w oryginalnych ciuchach... Moja spora nadwaga była obiektem kpin i naprawdę wrednych tekstów (te o racicach świńskich i powrocie do koryta to taki lajcik) więc zaczęły się wagary... Więcej mnie nie było niż byłam a drugie półrocze w sumie przebimbałam w mieszkaniu koleżanki (zostawiała mi klucze wychodząc do szkoły) Przeżywałam koszmar i płakałam po każdym powrocie do domu bo cierpiałam strasznie przez docinki kolegów i koleżanek. Nie wszyscy byli wredni oczywiście ale wystarczyli ci "popularni" i żyć mi się nie chciało... Wiadomo jak się to wagarowanie skończyło... Tak trafiłam do szkoły, którą wybrałam sama i tam to co innego! Super klasa, choć czasem bywały zgrzyty- potrafiłyśmy się baaaardzo zgrać i walczyć o siebie wzajemnie :) Nie czułam się klasowym grubaskiem. Miałam super paczkę- nadal mamy kontakt :) W wakacje przed maturą wzięłam się za siebie i sobie schudłam 24 kg. Wszyscy byli zaskoczeni ale w kontaktach "moimi" kobietkami nic to nie zmieniło bo akceptowały mnie pod każdą postacią :) Z kolie gdy spotykam teraz te pięknotki z ogólniaka... Cóż- role się zmieniły :)
Życie studenckie to już zupełnie inna bajka...
Iwona1977
@mycha ja tez w tych czasach punkowalam(grins) w rzeciej klasie liceum mialam problemy z powodu wagarowania i musialam cale polrocze zaliczyc zeby przejsc do nastepnej klasy .... na maturze pisemnej mialam to szczescie ze zawsze udawalo mi sie ostatnia lawke wylosowac (grins) a ze z historii bylo za duzo materialu ,wiec zabralam ze soba ksiazke (krejzolka) i chyba dobrze zrobilam bo nie tylko mnie ona pomogla ,ale tez osobom wokol (grins)
JustiSam
W podstawowce i w liceum bylam zbyt grzeczna. Potem na studiach juz troche ciekawiej;-) Studia wspominam bardzo dobrze;-)
Ups, chyba coś nie działa. Prosimy, odśwież stronę lub spróbuj ponownie później.