Menu

Zbyt szybko to nastąpiło ... - wyprowadzka córki z domu

Witam,
Dołączyłam tutaj, ponieważ przeczytałam temat pokrewny temu, które od paru miesięcy mnie nurtuje(delikatnie mówiąc)...I jest mi o wiele raźniej ,gdy mam świadomość,że nie jestem sama z tego typu problemami :/
Moja córka do 18 roku życia była dość konserwatywnie przez nas wychowywana: zawsze ,gdy wychodziła z domu mówiła, gdzie, z kim i na jak długo idzie. Nawet gdy jechała na słynne 18-stki swoich koleżanek i kolegów, musiała być w domu najpóźniej o północy, przy czym przeważnie sama ją zabierałam stamtąd samochodem. Nie opierała się zbyt mocno, chociaż czułam ,że mały bunt w niej wzbiera. Zdała maturę, dostała się na Politechnikę. Skończyła 18lat. I zaczęło się !!!! Po miesiącu chodzenia na uczelnię, poznała nowego chłopaka. Zakochała się oczywiście. Zaczęła się z nim spotykać mimo naszych sprzeciwów dzień w dzień i ...co tu dużo mówić - odechciało jej się szkoły i wszystkiego co związane z jakimkolwiek regularnym obowiązkiem !!!!! Doprowadziło mnie to do szału ! Ciągłe awantury i niemiła atmosfera w domu itd. Zgodnie z naszym życzeniem (a właściwie tylko w celu zaspokojenia swych materialnych potrzeb)znalazła sobie pracę wbrew naszym preferencjom jako ... barmanka !!!! Wiedziała dobrze, że będzie kończyła późno inie będzie miała jak dostać się do odległego o 15km domu... Znalazła pretekst by zacząć nocować u chłopaka... ! .Najpierw raz w tygodniu, potem coraz częściej.Doszło do tego,że do domu przyjeżdzała tylko czasami wykąpać się,zabrać z domu to i owo (zastawiając przy tym nieziemski bałagan w pokoju) i znowu wyjść na ...parę dni.
Teraz jesteśmy totalnie skłócone,wyprowadziła się chyba na amen ! :( , ponieważ nie uznaje naszych wymogów co do niej....
Wiem, wiem - nie jest już dzieckiem. Użalam się, ponieważ ... spadło to na nas jak grom z jasnego nieba.Po prostu ZA SZYBKO i tak NAGLE !
I jeszcze coś...Minęły jakieś 3 miesiące jak poznała tego chłopaka, a ja go nawet na oczy nie widziałam. Jestem tak wściekła na zachowanie mojej córki, że o zbyt wiele podświadomie obwiniam tego młodego mężczyznę,żeby go poznać. Pewnie zrobiła nam taką opinię w jego domu rodzinnym,że m.in.z litości ją przygarnęli
Nieraz próbowaliśmy z córką rozmawiać....Niestety zazwyczaj kończyło się obietnicami i wzajemnym stawianiem sobie warunków lub po prostu ... - awanturą :( Wiem ,że da sobie w życiu radę, ale tyle zadała po drodze ran ....:(
Nie mam łatwego charakteru,moja córka jest do mnie podobna, ale ja zwłaszcza w jej wieku nie odważyłabym się na takie traktowanie swoich rodziców ,jak ona to zaproponowała ... :( Dziś zabrała kolejne swoje rzeczy i wróciła do niego. Ze mną nie chce nawet rozmawiać ....

Pozdrawiam wszystkie zatroskane matki

ewatoksyczna
 1723  17

Znajdź pytania na ten sam temat:

Partnerstwo i Rodzina córka 19 lat chłopak wyprowadz

Odpowiedzi

marzenkag
niestety takie jest zycie....
marzenkag
wg sami sie troche przyczyniliscie do zachowania corki.
ewatoksyczna
Czyli mam to przyjąć z pokorą i cierpliwością taaaak ?! :) Słyszę takie słowa codziennie od moich własnych rodziców,teściowa natomiast radzi mi jakoś rozwiązać ten problem. A ja sam tak właściwie zielonego pojęcia nie mam co dalej robić, CZY coś w ogóle robić.... Nie mam już sił. Czuję ,że przez ten problem sama się się pogrążam w nerwach, smutku, bezradności i żalu .... :((((((
ewatoksyczna
Może racja, ale tę sugestię sama narzuciłam, więc wolałbym przeczytać coś innego .... :/ Sytuzacja nie jest przecież bez wyjścia. Tylko w którą stronę iść ....?
marzenkag
ja bym chyba cierpliwie poczekala az emocje po tych zdarzeniach opadna.
ewatoksyczna
Tak...przerabiałam to już....a jak opadną, nastąpi kolejny etap i będzie jeszcze gorzej ..... wypalam się. Czułam się jeszcze niedawno taka młoda i pełna wigoru, a teraz jakby powietrze ze mnie uszło .... A potrzebuję jeszcze tyle energii do wychowywania syna i wielu innych celów ...
betty
U nas w domu moi rodzice też wszystko wiedzieli... gdzie wychodzimy, z kim się spotykamy i o której będziemy! I jakoś wcale a wcale mi to nie przeszkadzało? Tłumaczyli mi że martwią sie o mnie bo takie sa dziś czasy??? A ja to rozumiałam! I co? Mimo kontroli nie wyprowadzałam się jak osiągnęłam pełnoletność...
Nie wiem co Ci doradzić... bardzo trudna sytuacja i mam nadzieje że z czasem się wszystko unormuje... Dorośnie, zmądrzeje, znudzi jej się to życie i wróci. A ty uzbrój sie w cierpliwość i czekaj dalej... Może jak następnym razem przyjdzie po rzeczy to nie kłóć się z nią na wejściu tylko podejdz i powiedz że chcesz na spokojnie porozmawiać... Nie uda sie tym razem to może następnym?
Nanya
Strasznie łatwo przyszło wam krytykowanie Ewy. Ja podobnie jak betty w domu miałam kontrolę i dyscyplinę. Do końca liceum (czyli jak miałam już 19 lat) nie mogłam zostawać na całonocnych imprezach (najpóźniej 24 w domu), zawsze musiałam powiedzieć, gdzie idę i zostawić namiary do tej osoby. Nie było mowy o wyjazdach pod namiot ze znajomymi. Szkoła była najważniejsza. W domu miałam orócz nauki swoje obowiązki. To były bardzo proste zasady: mieszkamy razem, dostosowujemy się do reguł. Rodzice, chociaż dla siebie są przecież równorzędnymi partnerami, też sobie zawsze mówili gdzie wychodzą i kiedy wrócą. To jest normalne! Gdy wyjechałam na studia (100 km od domu), mieszkałam z dwiema przyjaciółkami, bez kontroli i mogłam robić, co mi się żywnie podoba. No i co? Nie robiłam. Nie szalałam na całonocnych imprezach, nie zarywałam zajęć. Przyjeżdżałam na każdy weekend do domu, chociaż wcale nie musiałam - mama mi nie prała i nie robiła obiadków na cały następny tydzień (radziłam sobie sama). W wakacje między II a III rokiem wyszłam za mąż za mojego ukochanego faceta, pół roku później zaszłam w ciążę. Na IV roku urodziłam synka i dałam radę pogodzić to ze studiami. We wrześniu 2008 obroniłam się i teraz czekamy z mężem na kolejne dziecko. Mieszkamy w jednym mieście i z rodzicami i z teściami - jesteśmy w świetnych stosunkach. No i co? Dało się wszystko zrobić po kolei i nie raniąc przy tym innych??
Nie zwalajmy wszystkiego na rodziców. Dzieci też potrafią myśleć i odróżniać dobro od zła. Wina nigdy nie leży po jednej stronie. Prawdopodobnie Ewa w którymś momencie przegięła, ale jej córka też nie zachowała się fair. Gdy sama zostanie matką, zrozumie wszystko. Za te lata, gdy opiekowano się nią i zapewniano jej wszystko co najlepsze, ona powinna okazać szacunek.
Ewo, nie jestem pewna, co Ci poradzić, bo każda sytuacja jest wyjątkowa, a ta dodatkowo jest tak delikatna, że łatwo coś zepsuć.
Ja bym zaczęła od początku i zaczęła traktować córkę jak dorosłę osobą, skoro się tego wymaga. Ale ze wszystkimi skutkami. Zaprosiłabym ją i jej chłopaka (ew. jego rodziców na obiad) i na tym obiedzie nie poruszała żadnych kwestii związanych z jej zachowaniem. Po prostu sielanka :) Obędzie się bez awantur, a Ty zdołasz przyjrzeć się bliżej jej chłopakowi, może niepotrzebnie go demonizujesz. Później odczekałabym kilka dni i zapytała wprost, czy już na stałe przeniosła się do chłopaka. Jeśli odpowiedziałaby, że tak, to zapytałabym ją, kiedy weźmie wszystkie swoje rzeczy i czy chłopak da radę ją utrzymać. Bo to chyba normalne, że skoro z wami nie mieszka i nie pomaga wam w domu, to nie macie obowiązku jej utrzymywać. Sądzę, że na początku się obrazi, ale ja bym to przyjęła spokojnie. Powiedziałabym, że zawsze może was odwiedzać (razem z chłopakiem) i że zawsze może wrócić, ale.. na warunkach panujących w domu. Starałabym się utrzymywać z nią kontakt i być miła (wiem, że to trudne). I wtedy jeśli jest rzeczywiście za młoda na dorosłe życie, to do was wróci - na pewno! A jeśli sobie poradzi - cóż, to także powód do dumy. Ważne, żeby między wami było dobrze. Siłą jej nie zmusisz do powrotu. Ona sama musi o tym zdecydować.
Być może mój pomysł nie jest trafiony, ale mówię z perspektywy młodej osoby (mam 24 lata). Wiem, że awantury i zmuszanie na siłę do powrotu nie odniosłyby u mnie żadnego skutku. Za to sprytne odcinanie pępowiny i owszem :)
Ewo, z acałego serca życzę Ci pwodzenia w odbudowywaniu kontaktów z córką!!! Pamiętaj też, że nie jesteś złą matką. Każdy popełnia błędy. Twoja córka też ich wiele popełniła. Ja moim rodzicom jestem wdzięczna za takie wychowanie, jakie dostałam. Ona też kiedyś będzie...
Maria25
Nawet najlepszy rodzic ma czasem problemy ze swoimi dziećmi. Taka kolej rzeczy. Ale ja wierze że Twoja córa w końcu zrozumie, ze nie jesteś jej wrogiem ale jedyna osoba, która tak naprawdę życzy jej jak najlepiej. przeczekaj ten chwilowy bunt, ale żeby wiedziała ze jesteś obok, dzwoń, pisz smsy, odwiedzaj ją jak tylko możesz. Zobaczysz wszystko sie zmieni, troszke cierpliwości.
Nanya
Magic, to że nie zawiodłam moich rodziców w większych rzeczach (bo w mniejszych się zdarzało, nie jestem idealna) i moje życie poukładało się bez komplikacji, nie znaczy, że musiałam z czegoś rezygnować. Po prostu kierowałam się i sercem i rozumem. Potrafiłam iść na kompromis, gdy tego wymagała sprawa, ale potrafiłam także postawić na swoim. Na początku moi rodzice trochę się wtrącali do mojego małżeństwa i wychowania synka, ale spokojnie (bez awantur i dziecinnego strzelania fochów) sobie z nimi porozmawiałam i jest super.
Jako nastolatce wcale mi się nie podobało takie traktowanie mnie przez moich rodziców. To nie tak, że miałam wyprany mózg i ślepo wierzyłam, że wszystko co robią jest słuszne. Ale nigdy nie było większych awantur i nigdy nie szantażowałam ich, np. wyprowadzką, czy ucieczką z domu. Po prostu stawiałam na argumenty. Jeśli były odpowiednio mocne, to uzyskiwałam zgodę na większość rzeczy. A jeśli nie były, no cóż... szanowałam ich decyzje, bo są moimi rodzicami - wiele mi poświęcili, bardzo ich kocham. Jak każda nastolatka lubiłam towarzystwo koleżanek, kolegów i imprezy. Ale rodzina była dla mnie ważniejsza. Oni byli ze mną zawsze, a kilka "zdrad" koleżanek już przeżyłam, więc kalkulacja była prosta. Były chwile, że się buntowałam i z płaczem zamykałam się w pokoju, bo rodzice mi na coś nie pozwolili. Po chwili jednak złość przechodziła i zaczynałam myśleć nad argumentami na moją korzyść i zwykle się udawało uzyskać cel lub chociaż połowę celu - to jest właśnie kompromis. Ta umiejętność argumentacji i uzyskiwania kompromisu przyadaje się szalenie w moim małżeństwie :)
A co do rezygnowania z marzeń. Gdy poszłam na studia miałam wolną rękę. Mogłam się realizować, jak chciałam - imprezowo, naukowo, artystycznie, jakkolwiek. To, że wybrałam naukę i małżeństwo z miłością mojego życia to właśnie było spełnienie wszystkich moich marzeń. Teraz jestem bardzo szczęśliwą kobietą, żoną i matką, czego życzę wszystkim.
ania77
Wyprowadzilam sie do chlopaka majac 18 lat. Skonczylam szkole, nauczalam sie zawodu i ze wszystkim dalam rade. A rodzice na poczatku byli na bardzo za tym...Dali mi szanse.
Badz cierpilwa, wszystko sie ulozy jak przestaniecie sobie wszystkiego wypominac.
kasia13_archiwum
No wlasnie... @Magic... albo zdanie typu... dopoki mieszkasz pod naszym dachem...

No nie mam nic do dodania... Zgadzam sie 100% z @Magic... Widze ten temat tak samo... I rowniez mowie z doswiadczenia, bo rowniez mialam takich rodzicow.
ewatoksyczna
Kurczę, zajrzałam tu z ciekawości czy ktoś zareagował w ogóle na moje pytanie, a tu ...taka miła niespodzianka !!!!!!!!
Przeczytałam wszystkie Wasze wypowiedzi bardzo uważnie. Nie spodziewałam się tak bezpośrednich i przede wszystkim tak bardzo dla mnie w tej chwili WAŻNYCH uwag. Nie boję się krytyki, ale z przyjemnością dowiaduję się, że takie sytuacje są dość powszechne w sumie i nie czuję się tak osamotniona ze swoją rozterką. Bardzo cenię sobie Wasze wypowiedzi - zwłaszcza Nanyi i Joanny....
Dodam jeszcze coś: ja sama byłam wychowywana przez BARDZO konserwatywnych rodziców...tak bardzo,że w porównaniu z tym co Oni mi zafundowali, to ja jestem nowoczesną, radykalną matką. Krytykowałam ich wtedy za ich metody wychowawcze, potem zrozumiałam,że to wcale nie było takie złe i mam masę szacunku i miłości do nich. Teraz sama popełniam ten sam proceder wychowawczy, tylko może ze względu na inną epokę nieco zmodernizowany ... Dałabym wiele za to ,żeby wejrzeć w przyszłość i zobaczyć jak się skończy ten nieprzyjemny dla mnie i córki etap ...
Napiszę Wam kiedyś o tym ... :)
johana162
Ja też wyprowadziłam się z domu,mieszkam z (już) narzeczonym od 8 miesięcy,moja mama też była przeciwna,ale miałam dość kłótni w domu,ciągłych zakazów,miałam to szczęście że mama znała mojego faceta,i go akceptowała,nie akceptowała przez jakiś czas mojej decyzji o wyprowadzce...ale sama podjęłam taką decyzję i wcale jej nie żałuję,myślę że właśnie tego potrzebowałam,mam prace,studiuje zaocznie,mamy domek który sobie remontujemy,planujemy ślub...teraz jestem w bardzo dobrych stosunkach z mamą,odwiedzamy ją dzwonię,jesteśmy w stałym kontakcie i wszystko jest tak jak być powinno...bo mimo wszystko to była i jest moja mama,i bardzo jej potrzebowałam,i chciałam żeby była obecna w moim życiu.
Wiedziałam,że musiało dojść do rozejmu pomiędzy nami,nie wybaczyłabym sobie gdybyśmy żyły skłócone...takie jest życie,że dzieci odchodzą z domu rodzinnego,niektóre wcześniej inne później,wiem że wolałabyś by odbyło się to później...ale córka nie da Ci odczuć że jest coś nie tak,że jest trudno,wiem jak było ze mną,było mi źle,ciężko,ale sobie poradziłam,i mam dzięki temu ogromną satysfakcję,a jak już córa ma fajnego i odpowiedzialnego faceta to na pewno wszystko będzie dobrze,staraj się z nią rozmawiać,zyskać na jej zaufaniu,nadejdzie moment,że zacznie się sama zwierzać i zechce przedstawić Ci swojego chłopaka,co moim zdaniem akurat powinna zrobić już dawno ;)
Trzymam kciuki,pozdrawiam serdecznie :)
ewatoksyczna
Wiecie co...? Chciałabym napisać książkę, ale tak naprawdę....to od nas matek zależy jak się miedzy nami ułoży -Wy o Tym wiecie....Ale to naprawdę indywidualna sytuacja...sprawa.... Wiecie,że drę koty z córką od ponad pół roku.... nadal nie jest dobrze...właściwie raz lepiej -raz gorzej (aczkolwiek wróciła do DOMU !!!). Jest moim odzwierciedleniem ....wciąz liczy na mnie ! Radzi się mnie !!! Cud jakiś ?!! :) Boo....wiem ,że to naprawdę bliska więź....Rzadko sobie z tym radzę , ale w sumie jest nie najgorzej. Kurnia... zależy mi na dobrej relacji z Anią.... Nie spodziewam się przyjemniejszych chwil w moim życiu.....Chyba ,że mąż mnie zaskoczy.... :)
ewatoksyczna
Nie spodziewam się nowych wpisów.... dotychczasowe odpowiedzi dału mi...naprawdę sporo do myślenia,,,,,Pozdrawim Was ...Kobiety, Matki, Córki/...Za pó roku pewnie znów wtrącę swój wątek :D Pozdrawiam i aaaaaaaaaaaaaaaardzo dziękuję za wpisy - analizowałam je setki razy i ...bardzo mi pomogły !!! Naprawdę !
Ups, chyba coś nie działa. Prosimy, odśwież stronę lub spróbuj ponownie później.